Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
Michalos551
Posty: 1
Rejestracja: 17 mar 2018, 20:45

Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

Postautor: Michalos551 » 05 kwie 2018, 8:44

Skoro mamy więcej samobójców-mężczyzn wg danych statystycznych, to prawdopodobnie dolegliwości w postaci bólu innego niż głowy daje u większości nadzieję na pomoc w utraceniu życia. Ból głowy częsty, ale nie poddawany eliminacji.. Nie wiem z czym się wiąże (jeśli chodzi o psychiczny stosunek do niego).
Co myślicie?

Awatar użytkownika
Abażur
Posty: 9
Rejestracja: 18 maja 2015, 18:38
Kontaktowanie:

Re: Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

Postautor: Abażur » 29 cze 2018, 0:05

Niee noooo, myśląc w ten sposób to za chwilę dojdziemy do wniosku że taka powszechność zaniedbywania swojego zdrowia wśród mężczyzn ma przede wszystkim podłoże melancholijno-depresyjne, co (mimo oczywistych braków społeczeństwa w świadomości na temat zdrowia psychicznego w naszym kraju, jak i dramatycznie niskich nakładów pieniężnych płynących z NFZ na tą część naszego zdrowia) wydaje się być nieco mało prawdopodobne, a przynajmniej - nie sądzę żeby mężczyźni w typie werterycznym występowali na taką skalę :P

Moim skromnym zdaniem wynika to przede wszystkim z wychowywania mężczyzn w ten sposób, by tłumili w sobie emocje, te wszystkie "nie bądź baba!" "nie mazgaj się", "to tylko draśnięcie" oraz zwykle mniejsze wsparcie psychiczne uzyskiwane od kolegów (i społeczeństwa ogólnie) sprawia, że mężczyźni mają większy problem z nazywaniem, wyrażaniem i zarządzaniem negatywnymi uczuciami niż kobiety - zauważcie proszę, że właściwie jedyną "społecznie dozwoloną" drogą ujścia takich odczuć jest agresja :P Tak więc taki mężczyzna zaniedbuje swoje zdrowie, zaciska zęby, "mężnieje", aż tu nagle żyłka pęka, sytuacja staje się nie do wytrzymania i, no cóż... mleko się rozlało, psychika w stanie dramatycznym, a zaniedbywane choroby fizyczne ("a bo samo przejdzie", "poboli i przestanie") w takim stanie, że ciężko cokolwiek odratować.

Oprócz tego w kwestii śmiertelności dochodzą oczywiście inne czynniki, np. o podłożu hormonalnym - u kobiet dochodzi zbawienny wpływ estorgenów, który chroni je aż do menopauzy przed chorobami naczyniowymi (mężczyźni mają o 50% większe szanse na taką chorobę niż kobiety - za to u kobiet częstsze są choroby autoimmunologiczne, te wszystkie Hashimoto, nie Hashimoto :P); częstsze ujawinianie się chorób genetycznych sprzężonych z chromosomem płciowym w pełnej krasie (gdzie kobiety mają "bufor" w postaci drugiego X); więcej "głupiej brawury/brawurowej głupoty" w młodości z racji rozbuchanego testosteronu.
Je suis le Ténébreux, – le Veuf, – l’Inconsolé,
Le Prince d’Aquitaine à la Tour abolie:
Ma seule Etoile est morte, – et mon luth constellé
Porte le Soleil noir de la Mélancolie.

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 205
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

Postautor: Patrycjusz » 03 lip 2018, 3:32

Nie spodziewałem się, że ktokolwiek na to odpisze i nie wiem, czy założyciel tematu to miał na myśli. Nie byłbym w zasadzie w stanie odnieść się do tego w żaden konkretny sposób, dlatego odniosę się do Twojego postu.

Zaniedbywanie zdrowia fizycznego jest równie szkodliwe, ale widzę to na mniejszą skalę. W przypadku podlinkowanych małych zadrapań oczywiście nie mamy "prawa" narzekać, natomiast przy poważniejszych zagrożeniach zdrowia - skorzystanie z pomocy medycznej nie spotka się przecież z dezaprobatą.

Faktycznie inaczej sprawa ma się z zagrożeniami psychicznymi. Widzę przede wszystkim duży podział na problemy "dozwolone" i "niedozwolone". Problemy "dozwolone" to alkoholizm, hazard, przemoc (też seksualna). Problemy "niedozwolone" to depresja i te wszystkie nadwrażliwości.
Te pierwsze spotykają się ze zrozumieniem, są społecznie akceptowalne. Oczywiście, że otoczenie reaguje na nie zamiarem wyleczenia delikwenta, natomiast inny jest rodzaj tej negatywnej reakcji. W przypadku tego typu problemów, często daje się wyczuć specyficzne "pobłażanie" lub "zrozumienie" w stosunku do problematycznego ogiera. Krótko mówiąc, jest to kwestia kulturowa i te zachowania są społecznie akceptowalne, linia "zaburzenia" przebiega znacznie dalej, dopiero prawdziwe patologie są uznawane za nienormatywne.
W przypadku depresji, czy wycofania społecznego, takie problemy spotykają się ze znacznie większym oburzeniem otoczenia i w konsekwencji jeszcze większym odrzuceniem, czyli tzw. "kopaniem leżącego". Kulturowo nieakceptowalne jest tego typu zachowanie u samczyków. Lepiej, żeby Pan Problem#2 wziął się wtedy szybko za siebie, inaczej te problemy pozostaną tylko i wyłącznie jego problemami.

Abażur pisze:mężczyźni mają większy problem z nazywaniem, wyrażaniem i zarządzaniem negatywnymi uczuciami niż kobiety - zauważcie proszę, że właściwie jedyną "społecznie dozwoloną" drogą ujścia takich odczuć jest agresja


Nie tylko agresja, ale też. Mogą być używki, sporty ekstremalne lub szybka jazda samochodem/motocyklem. Uzależnienie, ryzykowanie zdrowiem, ryzykowanie własnym i czyimś życiem - cholernie szkodliwe sprawy, ale należą do kategorii problemów#1, społecznie akceptowalnych.

Zresztą, sam to przechodziłem i po "zbabieniu" (nazwaniem, wyrażeniem i zarządzeniem negatywnymi uczuciami) doznałem ostrego ostracyzmu ze strony konserwatywnej rodziny. Brak agresji (choćby niebezpośredniej) podczas nawiązywania relacji z płcią przeciwną również poskutkował jakby większym dystansem. Tak jakby im bardziej problematyczny był osobnik, tym większym zainteresowaniem się cieszył. Huknie, jebnie, to szanujemy, prawda?
Fiat iustitia, pereat mundus


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 0 gości

cron