Strona 2 z 2

Re: Czytane, przeczytane

: 18 lip 2016, 14:44
autor: Dead_Clown
Niedawno, nadrabiając zaległości, skończyłem czytać trylogię "Southern Reach" Jeffa VanderMeera, czyli "Unicestwienie", "Ujarzmienie" i "Ukojenie".

Dziwna sprawa z tą książką/książkami - trzy tomy sugerują jakiś "epicki" rozmach, a tymczasem - na szczęście - powieści składające się na cykl są bardzo kameralne, skupione na nielicznych postaciach. Dawno nie czytałem powieści fantastycznej, w której tak dużą rolę odgrywałaby wnikliwa psychologia postaci - śledzenie każdego gestu, analizowanie każdego słowa, wszystkich, choćby najdrobniejszych napięć pomiędzy postaciami. Być może fanów fajnej, szybkiej akcji zamęczy to na śmierć, ale mi się podobało.

Fabularnie VanderMeer stworzył rzecz będącą konglomeratem weird fiction (i tego Lovecraftowskiego i Ligottiańskiego) z klasyczną fantastyką spod znaku Strugackich/Lema. Pewnie Strugaccy są skojarzeniem najbardziej oczywistym, trudno nie skojarzyć Strefy X z trylogii ze Strefą z "Pikniku na skraju drogi", jednak ta obsesyjna psychologia, skupiona wokół dysfunkcyjności / rozpadu osobowości bohaterów w zetknięciu z nieznanym i niepoznawalnym, odnosi do amerykańskich mistrzów weird.

VanderMeer mnoży kolejne tajemnice, powoli wprowadza kolejne postaci kluczowe dla dramatu, nawarstwia zagadki, ale raczej sugeruje niż podaje na tacy, myli tropy, podaje w wątpliwość wszelkie przypuszczenia odnośnie do tego czym jest i jak powstała Strefa X - nadmorski, opuszczony przez ludzi obszar, w którym prawa naszego świata niby funkcjonują, ale w jakiś dziwny, przetrącony i złowrogi sposób. Mniej tu chodzi o efektowną grę Nieznanym, ale o ludzkie postawy i reakcje wobec nieznanego. Co oczywiście służy samej niesamowitości, która subtelnie sugerowana pozwala odczuć swoją kosmiczną skalę bez uciekania się do epitetów z grupy "niewypowiedziane".

Jest całkiem sporo grozy, choć na szczęście w tym względzie Southern Reach dalekie jest jak tylko można od typowej horrorowej tandety. Żadnych psychopatów z piłami motorowymi, żadnych wampirów (alleluja, nie każdy nazywa się Watts albo Lindqvist), żadnych zombie, od których nadmiaru (i obłożenia kalkami nie ruszającymi nikogo, kto emocjonalnie przekroczył próg rozwoju 12 letniego dziecka), robi mi się już niedobrze. Jest za to rozpad osobowości, opętanie upiorami z innego świata, monstrualna obecność czegoś, co z jednej strony ukryte, z drugiej - animuje zdarzenia, wielopiętrowe spiski i gry, które wymknęły się spod kontroli uczestników i zdające się nie mieć końca spiralne schody prowadzące w dół, wprost w ciemność. No i bardzo dobry, precyzyjny i elegancki styl, dobrze oddany w przekładzie.
Warto dodać, że polskie wydanie jest naprawdę klasowo zrobione. Rewelacyjne okładki (znów - jak najdalsze od horror-fantastycznego, oklepanego badziewia z fotoszopa i stocków za dychę), ilustracje i wyklejki. Dobry papier, świetny skład.

Re: Czytane, przeczytane

: 21 lip 2016, 6:04
autor: old weirdman
Dzięki Dead Clownie-przeczytam na pewno! VanderMeer=WeirdFictionReview!