Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Awatar użytkownika
jack craven
Pierwsze wątpliwości
Posty: 89
Rejestracja: 22 lip 2016, 22:43

Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: jack craven » 02 sie 2016, 19:15

Brzechwa pisze:
Kreuzgang pisze:Mnie też ten tekst się spodobał. Wysłałeś go na konkurs Histerii?

wysyłałem już w przeszłości opowiadania na konkursy Histerii i bez rezultatu.


spoko, jak widzisz, bez względu na to jaki tekst jest dobry i tak by się nie dostał XD
"Byłem chory, a dziś jeszcze nie piłem kawy. Nie może pan ode mnie oczekiwać dowcipu wysokiej klasy."

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Kreuzgang » 02 sie 2016, 23:28

jack craven pisze:spoko, jak widzisz, bez względu na to jaki tekst jest dobry i tak by się nie dostał XD


By wygrać dowolny konkurs oprócz zaprezentowania obiektywnej jakości trzeba też wstrzelić się w subiektywne oczekiwania i wizje jurorów, co nierzadko przypomina loterię. Dlatego nie należy się przejmować ewentualnym odrzuceniem i próbować dalej, pukać do wielu drzwi, zwłaszcza jeśli obeznani mówią ci, że to co tworzysz ma sens. Nie sądzę by Wojtkowi Guni udało się dostać ze swoimi opowiadaniami na łamy dowolnego magazynu kobiecego/lajfstajlowego, ale w swojej niszy jest drukowany i zbiera pochwały. I o to chodzi, by odpowiedni produkt znalazł odpowiednich odbiorców.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Dead_Clown » 02 sie 2016, 23:39

W ramach ciekawostki dodam, że "Dom pana Motta", który uważam za udany tekst, wysłałem dla eksperymentu do Nowej Fantastyki i nie doczekałem nawet wzgardliwego "nie", a podobno odpowiadają:)
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Kreuzgang » 02 sie 2016, 23:48

Dead_Clown pisze:W ramach ciekawostki dodam, że "Dom pana Motta", który uważam za udany tekst, wysłałem dla eksperymentu do Nowej Fantastyki i nie doczekałem nawet wzgardliwego "nie", a podobno odpowiadają:)


Dawno temu?

Może się jeszcze do niego nie dokopali - nie zdziwiłbym się gdyby NF okazała się najliczniej obłożonym tekstami magazynem literackim w kraju.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Dead_Clown » 03 sie 2016, 7:40

W ubiegłym roku;) Więc dożywotni foch.

Ale, bo temat o czym innym, to tylko pokazuje, jak ważne jest znalezienie właściwej niszy/grupy odbiorców, o czym wspomniałeś. Można tworzyć bardzo dobre teksty, a notorycznie odbijać się od ściany. Można też pisać jakieś okropności (jakościowo), ale przez wzgląd na konwencję mieć masę publikacji. To jest zresztą przypadłość polskiego horroru.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
jack craven
Pierwsze wątpliwości
Posty: 89
Rejestracja: 22 lip 2016, 22:43

Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: jack craven » 03 sie 2016, 9:18

Zgadzam się z wami, panowie, jednak już po paru stronach "Domu pana Motta" można zauważyć, że tekst jest świetny. Nie trzeba do tego kończyć filologii polskiej. Jest to dopracowany językowo, klimatyczny utwór, a im dłużej się go czyta, tym badziej zyskuje. Są to oczywiście pojęcia subiektywne, ale nikt mi przecież nie wmówi, że nie ma jakościowej różnicy między stylem i jakością utworu Wojtka a np. opowiadaniem napisanym na modłę Guy'a n Smitha, albo Stephena Kinga. Rozumiem, że weird to nie jest typowa fantastyka, może szukają tam nowego Lema czy Asimowa, w porządku - to ich magazyn i ich reguły - jest to jednak przykre, biorąc pod uwagę stan naszej literatury, szczególnie, kiedy widzę jakie teksty rzeczywiście się tam publikuje, jakie teksty się premiuje, i jakie generic bullshit zalega potem na półkach w Empiku.
"Byłem chory, a dziś jeszcze nie piłem kawy. Nie może pan ode mnie oczekiwać dowcipu wysokiej klasy."

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Dead_Clown » 03 sie 2016, 11:38

Problem jest dość złożony, bo trudno powiedzieć, gdzie zaczyna się presja czytelników, by serwować im powtarzalną, schematyczną papkę albo kolejne franczyzy (ostatnio zwłaszcza sporo nędzy z gatunku postapokalipsy), a gdzie wyrachowana polityka wydawnictw, zakładająca, że trzeba maksymalnie obniżyć standardy, żeby maksymalnie podnieść sprzedaż. To jest chyba taka symbioza, w którą trudno się wbić autorom, którzy mają jakieś inne, odmienne podejście.

Ważne, aby każdej niszy wytworzyć jakąś przestrzeń, obejść problem rozproszenia odbiorców.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
jack craven
Pierwsze wątpliwości
Posty: 89
Rejestracja: 22 lip 2016, 22:43

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: jack craven » 03 sie 2016, 12:43

Rzeczywiście może działać mechanizm sprzężenia zwrotnego - wystarczy spojrzeć ile pojawia się podobnych do siebie, trzaskanych taśmowo produktów z zakresu YA, wampirzych romansów inspirowanych Zmierzchem i Czystą Krwią, popłuczyn po Metrze 2033 etc. Żeby było zabawniej, należę go facebookowej grupy w której można ogłaszać sprzedaż albo wymianę książek na terenie Poznania i przeważnie opylana jest właśnie tego typu literatura (niejednokrotnie całe serie po kilkanaście tomów). Ludzie rzeczywiście to czytają i chcą czytać, nawet jeśli po pół roku pozbywają się takich książek :)

Zaczyna dochodzić do absurdalnej sytuacji, w której o jakości dzieła nie świadczy fakt wydania, tylko jego odrzucanie przez wydawnictwa.

Edit: z drugiej strony to nie jest pierwszy raz w historii, miałem gdzieś dla pokrzepienia artykuł, w którym wymieniono ile razy odrzucano (i z jakimi komentarzami) kultowe już dziś powieści Ursuli LeGuin, Hemingway'a, Asiomva, K. Dicka, Rowling - jeśli się do niego dokopię to przekleję linka. Warto zwrócić uwagę na cechę wspólną łączącą wszystkich tych pisarzy - każdy był swego rodzaju pionierem, każdy wypracował własny, indywidualny styl, posługiwał sie swoimi narzędziami pisarskimi, tworzył oryginalne fabuły i generalnie wyróżniał się na tle pozostałych. Moim zdaniem nie warto z tego rezygnować. Praktycznie każdy znany i ceniony teraz pisarz, nawet King, musiał się szarpać z ówczesnymi wydawcami, aż przekonają się do niego sami czytelnicy.
"Byłem chory, a dziś jeszcze nie piłem kawy. Nie może pan ode mnie oczekiwać dowcipu wysokiej klasy."

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Dead_Clown » 03 sie 2016, 13:16

jack craven pisze:Zaczyna dochodzić do absurdalnej sytuacji, w której o jakości dzieła nie świadczy fakt wydania, tylko jego odrzucanie przez wydawnictwa.


Akurat nie łączyłbym tego, po prostu o "potencjale wydawalności" utworu decyduje to, w jakim stopniu wpasowuje się w jakąś średnią zapotrzebowań rynkowych. Myślę, że to jest dla dużych wydawców główne kryterium - na ile tekst siedzi w kontekście potrzeb i oczekiwań klientów, a nie to, na ile jest dobry czy zły. Mając do wyboru tekst dobry, ale nie mieszczący się w zbiorze zapotrzebowań i tekst słaby, ale wpisujący się w zapotrzebowania, oczywiście wybiorą tekst słaby. Ale równie dobrze może być na odwrót, jakość nie jest po prostu żadnym kryterium. Druga sprawa jest taka, że łącząc kategorie jakości z kategorią niepopularności/niesprzedawalności łatwo wyrobić w sobie - jeżeli jest się twórcą niszowym - fałszywe przekonanie o wartości własnego pisania na podstawie zupełnie fałszywej przesłanki.

Między innymi dlatego powstało to forum, żeby wytworzyć przestrzeń pracy i oceny tekstów bez okoliczności mogących wprowadzać w błąd przy ich ocenie:)
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Cień i ciemność, czyli rynek wydawniczy

Postautor: Kreuzgang » 03 sie 2016, 13:19

Postuluję by wyodrębnić z tej dyskusji osobny wątek w dziale, bo to ciekawe zagadnienie.

jack craven pisze: ile razy odrzucano (i z jakimi komentarzami) kultowe już dziś powieści Ursuli LeGuin, Hemingway'a, Asiomva, K. Dicka, Rowling -


Wydawnictwa które odrzuciły Rowling zapewne żałują do dziś. I tu dochodzimy do sedna - ponieważ bycie wydawcą więcej ma wspólnego z byciem biznesmenem niżeli mecenasem sztuki, estetą i łowcą literackich indywidualności; bowiem bardziej opłaca się zainwestować w armię kopistów tego co na fali, niżeli w niepewne novum. Są małe, hobbystyczne wydawnictwa ( jak również te dotowane przez państwo), które pozwolić sobie mogą na druk klasyki literatury oraz pozycji o niewątpliwych walorach artystycznych i niewielkiej sprzedaży; jednak cała reszta to biznes, walka o byt na kurczącym się wciąż rynku.

Nie pamiętacie z jakim hukiem wylądowało na naszym rynku 50 twarzy Greya? Bannery na mieście, reklamy w magazynach ilustrowanych, dyskusje w programach literackich o fenomenie wydawniczym. Te same chwyty które stosuje się przy wprowadzaniu do kin superprodukcji. Coraz częściej wydawana literatura=ta która się sprzeda i przyniesie zysk, modna ( i kto wie, czy tak nie było od momentu wynalezienia druku). Z tej perspektywy niesłabnącą modą cieszy się seria Harlequin. Pracowałem w bibliotece i widziałem jakie ilości harlequinów potrafią oddawać/pożyczać pojedyncze osoby. Te książeczki są wciąż zaczytywane do upadłego; a pojawiły się na naszym rynku bodajże na początku lat 90%tych. To jest sukces wydawniczy i klasyka w swojej niszy.Ten kto wszedł w ten biznes w odpowiednim momencie, wyczuł potrzeby czytelników i zrobił świetny interes.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen


Wróć do „Hydepark”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron