Strona 2 z 3

Re: Koszmar organizmu

: 31 mar 2015, 1:33
autor: seahorse
Patrycjusz pisze:Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafię pogodzić się z tym, że codziennie muszę przespać 1/3 dnia, wykonać te wszystkie rutyniarskie czynności dotyczące higieny i pożywienia, itd. - że tak powiem, marnuje to mój potencjał (choćby nie wiem jak mierny był). Najbardziej rozwala mnie to, że z tego co widzę duża część ludzi traktuje swoje ciało jako coś, co zupełnie im nie przeszkadza, wręcz odwrotnie - zaspokajanie swoich cielesnych potrzeb uznają za sens życia.

Punkt widzenia dość bliski gnostyckiemu. Podobnie zresztą jak on, grzeszy nieskromnym przeświadczeniem o wzniosłości spraw ludzkiego ducha i jego - przynajmniej konceptualnie ujmowalnej - obcości względem ciała. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie podzielam sentymentu.

Re: Koszmar organizmu

: 31 mar 2015, 2:04
autor: old weirdman
Patrycjuszu;coś z hippisa w sobie masz,zresztą ja też i jakoś zawsze uważałem,że sensem życia jest duchowy rozwój,choć w różnych okresach życia różnie to pojmowałem. Co do kultu ciała i wszechobecnego materializmu...odpowiem dość banalnie ale to pierwsze co mi przychodzi do głowy o drugiej w nocy;tak nas wychowano:ubierz się ŁADNIE do szkoły,musisz ŁADNIE wyglądać idąc do kościoła (niektórzy zboru/synagogi etc). Mój buddyzm we wczesnej młodości (i swoiste hippisostwo) to była czysta przekora,bunt przeciwko takiemu myśleniu jak;zobacz jak on ładnie wygląda a ty znów cały brudny! Tak nas wychowano;wygląd jest najważniejszy gdyż wygląd jest czymś czego nigdy nie da się ukryć,on pierwszy mówi:kim jesteś,jaki jesteś-przy wizualnym kontakcie w każdym miejscu gdzie się znajdziesz,gdzie trafisz.Nie oszukujmy się;info wzrokowe jest błyskawicznie odbierane,przetwarzane i umieszcza cię w którejś z "szufladek" w pamięciowej "bazie danych". Ale wierz mi-mimo tego piętna wychowawania -moje podejście do tych spraw jest identyczne jak Twoje.

Re: Koszmar organizmu

: 31 mar 2015, 21:27
autor: Kreuzgang
Patrycjusz pisze: Świat ludzkich spraw, który nas otacza, reklamy, które widzimy, szyldy na ulicach - wszystko to w większości odnosi się do spraw cielesnych. Spożywczak, fryzjer, szpital, sklep z ciuchami. Ja osobiście zaspokajam to w totalnym minimum - ważne dla mnie jest, żeby mieć co zjeść i żeby nie było to niezdrowe, utrzymać podstawową higienę, zdrowie na takim poziomie, żeby nie przeszkadzało i nie wyglądać jak niechluj


U mnie odwrotnie. Lubię marynarki, poszetki spodnie chino, koszule button down, buty wypolerowane na błysk, kamizelki oraz krawaty. Dwa ostatnie elementy garderoby mam na sobie właściwie codziennie. I wcale nie dlatego że wymusza to na mnie dress code, a dlatego że lubię taki styl. Czuję się w nim sobą i pewnie. Bardzo kontrastuje to z wizerunkiem człowieka, który przez całą szkołę średnią, a nawet studia ( nie wspominając o podstawówce) nie przykładał większej wagi do tego jak się prezentuje. Teraz poszło w drugą stronę i muszę przyznać, iż kiedy chcę sobie zrobić prezent najczęściej stawiam na kamizelkę albo krawat.

Re: Koszmar organizmu

: 31 mar 2015, 21:43
autor: old weirdman
I oczywiście nie ma w tym nic złego. Patrycjuszowi i mi chodziło o samo zjawisko "materializmu" czyli widzenia,postrzegania tylko tego co mamy na sobie z pominięciem tego co naprawdę jest ważne czyli;kim naprawdę jestem pod tymi markowymi ciuchami. Ja;podobnie jak Patrycjusz,wogóle nie zwracam na to uwagi ale to skutki wpływu buddyzmu z wczesnej młodości. Ale przepraszam,bo staczam rozmowę na ślepy tor.

Re: Koszmar organizmu

: 31 mar 2015, 23:33
autor: Patrycjusz
Kreuzgang, czytając Twoje wypowiedzi, absolutnie nie miałem na myśli ludzi takich jak Ty, inteligentnych i oczytanych, którzy lubią się ładnie ubrać. oldweirdman sprostował, o co chodzi. Po prostu zawsze śmieszy mnie, kiedy myślę o ludziach, ile flaków mają w sobie i jak wyglądają jak załatwiają dwójkę. Może dlatego nie potrafię odczuwać przed kimkolwiek respektu - wyobrażenie (a tak naprawdę fakt), że nawet największy "autorytet" robi takie rzeczy, odbiera mi chęć na jakiekolwiek podziały społeczne.

Re: Koszmar organizmu

: 01 kwie 2015, 12:28
autor: Kreuzgang
Patrycjusz, rozumiem. Ja tylko chciałem dodać do rozmowy wątek, że to jak odczuwamy siebie, w tym nasze ciało, jest często (przynajmniej w jakimś stopniu) odzwierciedleniem tego jak się ubieramy, albo na odwrót. A przynajmniej potrafi być elementem niewerbalnego sygnału danego otoczeniu kim się czujemy. Przypadkowe zapewne nie jest, że dresiarze noszą akurat odzież sportową i są ogoleni na łyso, a politycy paradują w lakierkach i garniturach.

Jasne, że ciało nie potrzebuje masy rzeczy do których konsumpcji usiłują nas przekonać media, a buddyjscy asteci twierdzą wręcz, że nie potrzebuje niczego więcej oprócz najniższych schodków piramidy Maslowa + oświecenia, jednak rozsądne obchodzenie się z nim naprawdę może dopomóc również w sferze psychicznej, bo od kulturowych uwarunkowań nie uciekniemy.

Re: Koszmar organizmu

: 17 lip 2016, 21:12
autor: Kawka
Ciężko mi się odnieść do każego posta z osobna, dlatego opiszę własne - co nie znaczy, że ciekawe - przemyślenia odnośnie tematu.

Otóż ja sam mam w sobie coś z hipochondryka - objawia się to w swoistej pedanterii w odniesieniu do funkcjonowania organizmu. Każda dysfunkcja musi być u mnie natychmiast sprawdzona, co może wiąże się z tym, że moja mama umarła na raka (nie rozczulam się, ale dostrzegam podstawy swojej hipochondrii). Często mam odczucie, że jestem tak naprawdę więźniem ciała - był kiedyś konkurs literacki o wdzięcznej nazwie "moje ciało, moje więzienie". Sprowadza się to do tego, że czuję, iż mój duch jest uzależniony od kaprysów organizmu. Być może wiąże się to z tym, że leżę teraz z nogą w gipsie, który przekreśla jakiekolwiek moje plany na te wakacje. Ale idąc dalej - nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co by się stało, gdybym stracił wzrok. Wyobraźcie to sobie tylko: zapalony czytelnik, aspirujący do miana pisarza ślepcem. Coś strasznego. Zgodzę się z tym, że jest to lęk wywodzący się z prostego przerażenia perspektywą pewnego kalectwa, lęk związany z czymś prymitywnym. Ale przy tym jest to lęk świetnie znany każdemu człowiekowi, niezależnie od jego wykształcenia; lęk uniwersalny.

W kwestii ubioru mam podobne podejście do Kreuzganga - ja też lubię się ubierać elegancko, chociaż z mniej szlachetnych pobudek. Owszem, czuję się lepiej, czuję się pewniej, ale lubię też wywierać na ludziach odpowiednie wrażenie. Wiem, że to brzmi prostacko, ale pozwólcie mi to uzasadnić: otóż za każdym razem, kiedy byłem ubrany "nieodpowiednio" na uczelni... Przegrywałem dyskusję. Gubiłem argumenty, plątałem się, czułem jak ktoś gorszy w stosunku do tych, którzy byli ubrani "należycie". Racjonalna część mnie mówi "Hej, Tomek, przecież nie jesteś gorszy od nich", ale podświadomie wciąż tkwię w liceum - w wieku, kiedy chodziłem ubrany po prostu niechlujnie, a z każdej dyskusji wypadałem jako "dziwak". Być może wówczas zakorzeniło się we mnie poczucie, że aby uczestniczyć w dyskusji muszę być odpowiednio "przygotowany". Trochę przypomina mi się przy tym sytuacja z "Małego księcia" - konkretnie ten fragment, gdy wszyscy śmiali się z odkrywcy planety, który był "Nieprzygotowany", by rok później uznać go, gdy był "przygotowany"

Re: Koszmar organizmu

: 18 lip 2016, 7:37
autor: Kłapouchy
Organizm jest o tyle koszmarną sprawą, że na co dzień zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele rzeczy zależy od czystej, pierwotnej biologii - nawet to, co i jak o czym myślimy. W zależności od dolegliwości zmienia się nawet światopogląd, ba, ja sam jeszcze kilka lat temu uważałem weird za jakieś dziwne, nudne smęty. :P Wszyscy jesteśmy więźniami naszych ciał, co jest tym straszniejsze, że w gruncie rzeczy nasza jednostkowość jest iluzoryczna. Bowiem nawet i bez żadnych chorób, schorzeń, tragicznych wypadków, itp. wszystko co myślimy, co wiemy i co uznajemy za nasze własne myśli jest rezultatem albo przyjęcia bez zastrzeżeń zewnętrznych jak i wewnętrznych uwarunkowań (narzuconych przez rodzinę, społeczeństwo, grupy pierwotne i wtórne, naszą psychikę, itd.) albo naszych reakcji na nie (gdyby uwarunkowanie było inne, nasza reakcja na dane wydarzenie/pogląd/myśl mogłaby być zupełnie inna; w zależności od bodźca są różne reakcje - także w zależności od sposobu dostarczenia bodźca). Pod mięsem są w nas tylko wyparte instynkty i chemia; cała otoczka kulturowa, kurz cywilizacji, narzucona moralność w gruncie rzeczy jedyne co robią to generują konflikty miedzy ID a Superego.

Re: Koszmar organizmu

: 18 lip 2016, 11:32
autor: saikodasein
Bardzo ciekawie tu odnośnie ubioru i samopoczucia. Ja nienawidzę wręcz eleganckich ubrań (garniturów, smokingów, marynarek, itd.) i uważam jest za sztuczne normy, miescami wręcz próżność, ale rozumiem, bo sam czuję lekki niepokój jak odstaję w tej kwestii, szczególnie że lubię wygodę dresów i bluz z kapturem, które już w ogóle kontrastują z galowym ubiorem. Mimo to chciałbym w pełni zwalczyć ten ciężar. Stać się Diogenesem z beczką i po prostu się nie przejmować.

A co do głównego wątku - ciało męczy, oj tak. Już wszystko co chciałem sam powiedzieć, zostało wygłoszone, więc tylko przytaknę. Szczególnie na rzeczy jak poranne czynności, itp. Irytują, odciągają od innych spraw. Chociaż z drugiej strony, która sprawa jest "ważna" decyduje subiektywna świadomość, obiektywna natura ma na ten temat swoje zdanie i ot jesteśmy, niewolnikami własnych ciał.

Re: Koszmar organizmu

: 18 lip 2016, 11:44
autor: Dead_Clown
W ogóle można potraktować kwestię eleganckiego ubioru/makijażu/perfumowania/ćwiczeń fizycznych jako zjawisko świadczące o desperackiej walce człowieka z jego własną cielesnością. Ukrywanie pod strojem rozlazłości własnej tkanki, formowanie sylwetki, eliminacja naturalnych odorów ciała, ukrywanie defektów powstających wskutek naturalnego zużycia organizmu - nic, tak jak ubiór, nie świadczy o braku ludzkiej akceptacji dla przynależności do świata natury. Baudelaire pisał o kobiecej szmince w duchu apoteozy sztuczności, transgresji w stronę nienaturalnego, co dla człowieka wiąże się z aspektem wyswobadzającym, różnicującym ze świata przyrody.

Tylko że to, co mogło stać się wyswobadzające, to, co mogło być jakimś anestetykiem na cielesność, stało się kolejną formą kajdan, które właśnie silniej z tą cielesnością człowieka wiążą.