Koszmar organizmu

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Koszmar organizmu

Postautor: seahorse » 31 mar 2015, 1:33

Patrycjusz pisze:Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafię pogodzić się z tym, że codziennie muszę przespać 1/3 dnia, wykonać te wszystkie rutyniarskie czynności dotyczące higieny i pożywienia, itd. - że tak powiem, marnuje to mój potencjał (choćby nie wiem jak mierny był). Najbardziej rozwala mnie to, że z tego co widzę duża część ludzi traktuje swoje ciało jako coś, co zupełnie im nie przeszkadza, wręcz odwrotnie - zaspokajanie swoich cielesnych potrzeb uznają za sens życia.

Punkt widzenia dość bliski gnostyckiemu. Podobnie zresztą jak on, grzeszy nieskromnym przeświadczeniem o wzniosłości spraw ludzkiego ducha i jego - przynajmniej konceptualnie ujmowalnej - obcości względem ciała. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie podzielam sentymentu.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Koszmar organizmu

Postautor: old weirdman » 31 mar 2015, 2:04

Patrycjuszu;coś z hippisa w sobie masz,zresztą ja też i jakoś zawsze uważałem,że sensem życia jest duchowy rozwój,choć w różnych okresach życia różnie to pojmowałem. Co do kultu ciała i wszechobecnego materializmu...odpowiem dość banalnie ale to pierwsze co mi przychodzi do głowy o drugiej w nocy;tak nas wychowano:ubierz się ŁADNIE do szkoły,musisz ŁADNIE wyglądać idąc do kościoła (niektórzy zboru/synagogi etc). Mój buddyzm we wczesnej młodości (i swoiste hippisostwo) to była czysta przekora,bunt przeciwko takiemu myśleniu jak;zobacz jak on ładnie wygląda a ty znów cały brudny! Tak nas wychowano;wygląd jest najważniejszy gdyż wygląd jest czymś czego nigdy nie da się ukryć,on pierwszy mówi:kim jesteś,jaki jesteś-przy wizualnym kontakcie w każdym miejscu gdzie się znajdziesz,gdzie trafisz.Nie oszukujmy się;info wzrokowe jest błyskawicznie odbierane,przetwarzane i umieszcza cię w którejś z "szufladek" w pamięciowej "bazie danych". Ale wierz mi-mimo tego piętna wychowawania -moje podejście do tych spraw jest identyczne jak Twoje.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 353
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 31 mar 2015, 21:27

Patrycjusz pisze: Świat ludzkich spraw, który nas otacza, reklamy, które widzimy, szyldy na ulicach - wszystko to w większości odnosi się do spraw cielesnych. Spożywczak, fryzjer, szpital, sklep z ciuchami. Ja osobiście zaspokajam to w totalnym minimum - ważne dla mnie jest, żeby mieć co zjeść i żeby nie było to niezdrowe, utrzymać podstawową higienę, zdrowie na takim poziomie, żeby nie przeszkadzało i nie wyglądać jak niechluj


U mnie odwrotnie. Lubię marynarki, poszetki spodnie chino, koszule button down, buty wypolerowane na błysk, kamizelki oraz krawaty. Dwa ostatnie elementy garderoby mam na sobie właściwie codziennie. I wcale nie dlatego że wymusza to na mnie dress code, a dlatego że lubię taki styl. Czuję się w nim sobą i pewnie. Bardzo kontrastuje to z wizerunkiem człowieka, który przez całą szkołę średnią, a nawet studia ( nie wspominając o podstawówce) nie przykładał większej wagi do tego jak się prezentuje. Teraz poszło w drugą stronę i muszę przyznać, iż kiedy chcę sobie zrobić prezent najczęściej stawiam na kamizelkę albo krawat.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Koszmar organizmu

Postautor: old weirdman » 31 mar 2015, 21:43

I oczywiście nie ma w tym nic złego. Patrycjuszowi i mi chodziło o samo zjawisko "materializmu" czyli widzenia,postrzegania tylko tego co mamy na sobie z pominięciem tego co naprawdę jest ważne czyli;kim naprawdę jestem pod tymi markowymi ciuchami. Ja;podobnie jak Patrycjusz,wogóle nie zwracam na to uwagi ale to skutki wpływu buddyzmu z wczesnej młodości. Ale przepraszam,bo staczam rozmowę na ślepy tor.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 205
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Patrycjusz » 31 mar 2015, 23:33

Kreuzgang, czytając Twoje wypowiedzi, absolutnie nie miałem na myśli ludzi takich jak Ty, inteligentnych i oczytanych, którzy lubią się ładnie ubrać. oldweirdman sprostował, o co chodzi. Po prostu zawsze śmieszy mnie, kiedy myślę o ludziach, ile flaków mają w sobie i jak wyglądają jak załatwiają dwójkę. Może dlatego nie potrafię odczuwać przed kimkolwiek respektu - wyobrażenie (a tak naprawdę fakt), że nawet największy "autorytet" robi takie rzeczy, odbiera mi chęć na jakiekolwiek podziały społeczne.
Fiat iustitia, pereat mundus

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 353
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 01 kwie 2015, 12:28

Patrycjusz, rozumiem. Ja tylko chciałem dodać do rozmowy wątek, że to jak odczuwamy siebie, w tym nasze ciało, jest często (przynajmniej w jakimś stopniu) odzwierciedleniem tego jak się ubieramy, albo na odwrót. A przynajmniej potrafi być elementem niewerbalnego sygnału danego otoczeniu kim się czujemy. Przypadkowe zapewne nie jest, że dresiarze noszą akurat odzież sportową i są ogoleni na łyso, a politycy paradują w lakierkach i garniturach.

Jasne, że ciało nie potrzebuje masy rzeczy do których konsumpcji usiłują nas przekonać media, a buddyjscy asteci twierdzą wręcz, że nie potrzebuje niczego więcej oprócz najniższych schodków piramidy Maslowa + oświecenia, jednak rozsądne obchodzenie się z nim naprawdę może dopomóc również w sferze psychicznej, bo od kulturowych uwarunkowań nie uciekniemy.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Kawka
Optymista
Posty: 51
Rejestracja: 23 maja 2016, 11:17

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kawka » 17 lip 2016, 21:12

Ciężko mi się odnieść do każego posta z osobna, dlatego opiszę własne - co nie znaczy, że ciekawe - przemyślenia odnośnie tematu.

Otóż ja sam mam w sobie coś z hipochondryka - objawia się to w swoistej pedanterii w odniesieniu do funkcjonowania organizmu. Każda dysfunkcja musi być u mnie natychmiast sprawdzona, co może wiąże się z tym, że moja mama umarła na raka (nie rozczulam się, ale dostrzegam podstawy swojej hipochondrii). Często mam odczucie, że jestem tak naprawdę więźniem ciała - był kiedyś konkurs literacki o wdzięcznej nazwie "moje ciało, moje więzienie". Sprowadza się to do tego, że czuję, iż mój duch jest uzależniony od kaprysów organizmu. Być może wiąże się to z tym, że leżę teraz z nogą w gipsie, który przekreśla jakiekolwiek moje plany na te wakacje. Ale idąc dalej - nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co by się stało, gdybym stracił wzrok. Wyobraźcie to sobie tylko: zapalony czytelnik, aspirujący do miana pisarza ślepcem. Coś strasznego. Zgodzę się z tym, że jest to lęk wywodzący się z prostego przerażenia perspektywą pewnego kalectwa, lęk związany z czymś prymitywnym. Ale przy tym jest to lęk świetnie znany każdemu człowiekowi, niezależnie od jego wykształcenia; lęk uniwersalny.

W kwestii ubioru mam podobne podejście do Kreuzganga - ja też lubię się ubierać elegancko, chociaż z mniej szlachetnych pobudek. Owszem, czuję się lepiej, czuję się pewniej, ale lubię też wywierać na ludziach odpowiednie wrażenie. Wiem, że to brzmi prostacko, ale pozwólcie mi to uzasadnić: otóż za każdym razem, kiedy byłem ubrany "nieodpowiednio" na uczelni... Przegrywałem dyskusję. Gubiłem argumenty, plątałem się, czułem jak ktoś gorszy w stosunku do tych, którzy byli ubrani "należycie". Racjonalna część mnie mówi "Hej, Tomek, przecież nie jesteś gorszy od nich", ale podświadomie wciąż tkwię w liceum - w wieku, kiedy chodziłem ubrany po prostu niechlujnie, a z każdej dyskusji wypadałem jako "dziwak". Być może wówczas zakorzeniło się we mnie poczucie, że aby uczestniczyć w dyskusji muszę być odpowiednio "przygotowany". Trochę przypomina mi się przy tym sytuacja z "Małego księcia" - konkretnie ten fragment, gdy wszyscy śmiali się z odkrywcy planety, który był "Nieprzygotowany", by rok później uznać go, gdy był "przygotowany"

Awatar użytkownika
Kłapouchy
Optymista
Posty: 46
Rejestracja: 08 lut 2015, 18:31

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kłapouchy » 18 lip 2016, 7:37

Organizm jest o tyle koszmarną sprawą, że na co dzień zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele rzeczy zależy od czystej, pierwotnej biologii - nawet to, co i jak o czym myślimy. W zależności od dolegliwości zmienia się nawet światopogląd, ba, ja sam jeszcze kilka lat temu uważałem weird za jakieś dziwne, nudne smęty. :P Wszyscy jesteśmy więźniami naszych ciał, co jest tym straszniejsze, że w gruncie rzeczy nasza jednostkowość jest iluzoryczna. Bowiem nawet i bez żadnych chorób, schorzeń, tragicznych wypadków, itp. wszystko co myślimy, co wiemy i co uznajemy za nasze własne myśli jest rezultatem albo przyjęcia bez zastrzeżeń zewnętrznych jak i wewnętrznych uwarunkowań (narzuconych przez rodzinę, społeczeństwo, grupy pierwotne i wtórne, naszą psychikę, itd.) albo naszych reakcji na nie (gdyby uwarunkowanie było inne, nasza reakcja na dane wydarzenie/pogląd/myśl mogłaby być zupełnie inna; w zależności od bodźca są różne reakcje - także w zależności od sposobu dostarczenia bodźca). Pod mięsem są w nas tylko wyparte instynkty i chemia; cała otoczka kulturowa, kurz cywilizacji, narzucona moralność w gruncie rzeczy jedyne co robią to generują konflikty miedzy ID a Superego.
"– A ty jak się masz? – spytał Puchatek
– Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał."

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Koszmar organizmu

Postautor: saikodasein » 18 lip 2016, 11:32

Bardzo ciekawie tu odnośnie ubioru i samopoczucia. Ja nienawidzę wręcz eleganckich ubrań (garniturów, smokingów, marynarek, itd.) i uważam jest za sztuczne normy, miescami wręcz próżność, ale rozumiem, bo sam czuję lekki niepokój jak odstaję w tej kwestii, szczególnie że lubię wygodę dresów i bluz z kapturem, które już w ogóle kontrastują z galowym ubiorem. Mimo to chciałbym w pełni zwalczyć ten ciężar. Stać się Diogenesem z beczką i po prostu się nie przejmować.

A co do głównego wątku - ciało męczy, oj tak. Już wszystko co chciałem sam powiedzieć, zostało wygłoszone, więc tylko przytaknę. Szczególnie na rzeczy jak poranne czynności, itp. Irytują, odciągają od innych spraw. Chociaż z drugiej strony, która sprawa jest "ważna" decyduje subiektywna świadomość, obiektywna natura ma na ten temat swoje zdanie i ot jesteśmy, niewolnikami własnych ciał.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Dead_Clown » 18 lip 2016, 11:44

W ogóle można potraktować kwestię eleganckiego ubioru/makijażu/perfumowania/ćwiczeń fizycznych jako zjawisko świadczące o desperackiej walce człowieka z jego własną cielesnością. Ukrywanie pod strojem rozlazłości własnej tkanki, formowanie sylwetki, eliminacja naturalnych odorów ciała, ukrywanie defektów powstających wskutek naturalnego zużycia organizmu - nic, tak jak ubiór, nie świadczy o braku ludzkiej akceptacji dla przynależności do świata natury. Baudelaire pisał o kobiecej szmince w duchu apoteozy sztuczności, transgresji w stronę nienaturalnego, co dla człowieka wiąże się z aspektem wyswobadzającym, różnicującym ze świata przyrody.

Tylko że to, co mogło stać się wyswobadzające, to, co mogło być jakimś anestetykiem na cielesność, stało się kolejną formą kajdan, które właśnie silniej z tą cielesnością człowieka wiążą.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron