Koszmar organizmu

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 205
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Patrycjusz » 18 lip 2016, 15:38

Bardzo dobry post, Martwy Klaunie. Ta sprawa ma się tak samo jak ze wszystkim - jeśli nagle (lub stopniowo, to bez znaczenia; a nawet jeśli dzieje się to stopniowo w dłuższej perspektywie czasowej, oznacza to, że coś jest szczególnie upierdliwie i niedające się usunąć) następuje jakieś działanie, powód jest tylko jeden - w przypadku nienastąpienia tego działania, tzw. status quo okazuje się być wadliwy, czyli tłumacząc na to, o co tutaj tak naprawdę chodzi - powoduje negatywne emocje. Ostatnio obserwuję ludzi jako nic innego jak emocjonalne maszyny, które całą swoją uwagę poświęcają na wyzwolenie się z emocji negatywnych a osiągnięcie jak największej ilości emocji pozytywnych, przy czym wliczają się w to też trwałe uczucia, np. samoocena. Sam siebie też zacząłem w ten sposób analizować i doszedłem do nieprzyjemnych wniosków na swój temat, czego to człowiek nie jest w stanie pomyśleć, żeby tylko przedstawić siebie w lepszym świetle.

Cała ta szopka dotycząca ludzkiego wyglądu to nic innego jak sytuacja, kiedy zakładamy koszulkę na długi rękaw przy upalnej pogodzie, ponieważ na przedramieniu wyskoczył nam okrutny, wielki bąbel. Mało tego - sytuacja stała się tak absurdalna, że wszystkie te kamuflaże zaczęły być wartościowane i zaczęły być przypisywane im konkretne cechy. Poszczególne epitety i skojarzenia mogą być dopasowane do różnego rodzaju kolorów, kształtów, materiałów, z których zrobiona jest odzież/dodatki itd. To oczywiście wszystko symbole, jednak jako naczelne jesteśmy wspaniali w posługiwaniu się symbolami - do tego stopnia, że przysłaniają nam oni całą niesymboliczną rzeczywistość. O ile w ogóle coś takiego istnieje, o ile jakiekolwiek pojęcie w naszej głowie jest inną kategorią niż tylko symbolem, niewyraźnym odbiciem pieczątki czegoś zewnętrznego.
Fiat iustitia, pereat mundus

Kawka
Optymista
Posty: 51
Rejestracja: 23 maja 2016, 11:17

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kawka » 21 lip 2016, 11:06

A co, jeżeli eleganckie ubranie nie ma nic wspólnego (albo ma mało wspólnego) z naszą cielesnością, a z chęcią kreowania się na istotę wyższą, niż człowiek? Przecież pierwotnie ludzka istota była brudna - wydalała się, gdzie popadnie (papier toaletowy wynaleziono na początku XX w. - ot ciekawostka), byłą brudna, śmierdząca... Tymczasem mydło, krawat i inne tego typu dodatki (Które lubię) podświadomie mają nas stawiać ponad takimi ludźmi - kreować się na będącego człowiekiem, ale zarazem i więcej jak człowiekiem. "Brudny" człowiek widząc istotę w, dajmy na to, pełnym garniturze będzie widział coś mu obcego, lepszego; będzie widział "Boga", podświadomie czując przed nim respekt. Oczywiście parafrazuję tutaj nieco nasze poprzednie przemyślenia, ale uważam, że coś w tym może być.

Awatar użytkownika
Kłapouchy
Optymista
Posty: 46
Rejestracja: 08 lut 2015, 18:31

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kłapouchy » 21 lip 2016, 11:36

W takim razie przywiązanie do "lepszych", eleganckich ubrań byłaby jedynie kolejną (i jak każda nieskuteczną) próbą ucieczki przed człowieczeństwem jako takim, jego najgłębszą istotą, jego zwierzęcym prymitywizmem i brudem, skłębionymi, wypartymi, nierzadko poddanymi tabuizacji instynktami (związanymi z wydalaniem, rozmnażaniem, itd.). W garniturze czy w dresie, zawsze będziemy zwierzętami udającymi rozpaczliwie, że są czymś lepszym niż zwierzęta. Z doświadczenia wiem, że jakikolwiek elitaryzm jest jednym z najgorszych mechanizmów obronnych jakie można przyjąć.
"– A ty jak się masz? – spytał Puchatek
– Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał."

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 353
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 21 lip 2016, 16:35

Kawka pisze:"Brudny" człowiek widząc istotę w, dajmy na to, pełnym garniturze będzie widział coś mu obcego, lepszego; będzie widział "Boga", podświadomie czując przed nim respekt. Oczywiście parafrazuję tutaj nieco nasze poprzednie przemyślenia, ale uważam, że coś w tym może być.


To tylko konwencja. Brudny, dziki człowiek któremu obce są skojarzenia związane z klasyczną elegancją nie będzie widział w człowieku w garniturze kogoś lepszego. Noszenie garnituru to to samo co czesanie włosów, używanie perfum czy powstrzymywanie się od głośnego pierdzenia podczas posiłków - pewna forma gry w którą gra nasze społeczeństwo, dzięki temu że wszyscy rozumieją i akceptują jej zasady.

Jeśli przyjrzysz się arabskim szejkom jeżdżącym na rozmaite spotkania polityczne, to zobaczysz, że dystansują się strojem od dress code'u narzuconego przez świat Zachodni i najpewniej nie mają z tego względu najmniejszych kompleksów, ponieważ wierni są własnemu.

Z drugiej strony - istnieje coś takiego jak świadome ignorowanie zasad - wynikłe albo z wysokiego poczucia własnej wartości albo obojętności na konwenanse - dzięki któremu człowiek nie przejmuje się totalnie tym czy jego strój czy zachowanie odpowiada normom. Po drugiej stronie mamy zaś perfekcjonistów i pretensjonalnych nowobogackich - pragnących strojem i manierami podnieść sobie ocenę/zdobyć akceptację - których w stan frustracji wpędza każda pomyłka, nietakt czy plama na koszuli.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Brzechwa
Posty: 10
Rejestracja: 27 lip 2016, 19:17

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Brzechwa » 28 lip 2016, 18:15

Wracając trochę do wcześniejszych postów w tym wątku, z którym się właśnie zapoznałem, a mianowicie do motywu lęku przed kalectwem itd., a także traktowanie ciała - zwłaszcza ciała uszkodzonego - jako więzienia dla duszy, albo przynajmniej psychiki. Otóż zaskoczyło mnie, że nikt na forum nie wspomniał, że lęk przed kalectwem uszkodzeniem nie jest uniwersalny. I nie mam tu na myśli celowego okaleczania się dla stłumienia bólu czy wywołania przyjemności, przynajmniej nie w najprostszym rozumieniu tych pojęć. Otóż samo pojęcie wyglądu człowieka jest zakodowane w mózgu. Tzn. osoba kaleka czuje się źle, bo zakodowany w mózgu obraz ciała tej osoby nie odpowiada fizycznemu stanowi rzeczy. Oczywiście funkcjonowanie jest utrudnione, ale nie to stanowi powód faktycznej bolączki, a już całą pewnością nie to stoi za lękiem przed utratą kończyny czy zmysłu. Uszkodzenie mózgu, czy to w wyniku wypadku czy choroby, prowadzi do uszkodzenia przechowanego obrazu własnego ciała i może skutkować wrażeniem odwrotnym do fantomowej kończyny - wrażeniem, że kończyna jest nienaturalna, sztuczna, nie należy do właściciela. Nie leczone, o ile dany przypadek pozwala na leczenie, zjawisko nierzadko kończy się samodzielną amputacją. Skrajna sytuacja to przypadek pewnej kobiety, która jako obcy odczuwała zmysł wzroku. Przez lata pozbawiała się wzroku na sposoby tymczasowe - ciemne okulary, opaski itd. by w końcu za namową dość kontrowersyjnego psychologa oblać twarz kwasem.

Moje podsumowanie: czy jesteśmy więźniami ciała? Nie. To tak jakby mówić, że mechanizm zamka w więzieniu jest więźniem, podczas gdy jest częścią większej maszyny. Jest składową więzienia, jak nasza zdolność do rozumowania, to co interpretujemy jako jaźń czy świadomość, jest częścią naszego ciała, wyrasta z niego. Jedyna różnica jest taka, że w nasza naturę wpisany jest mechanizm podważania tego mechanizmu.
Mała, szpetna twarz, pokryta ceglastym rumieńcem krzywiła się wiecznie w uśmieszkach złośliwej półironii, jakby mszcząc się w ten nędzny sposób za własną brzydotę i plugawość.
Stefan Grabiński, Zez

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 205
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Patrycjusz » 30 lip 2016, 16:27

Ciężko w ogóle mówić o byciu więźniem ciała w taki sposób, jakby to było coś odrębnego. Samoświadomość, intelekt, życie w wyobrażeniach itd. dystansują od materii, ale powiedzmy sobie to otwarcie - choćby nie wiem jak ktoś uważał się za istotę duchową czy intelektualną, zasada jest prosta: ciało znika, człowiek znika. Kiedy ktoś, np. ktoś, kogo kochamy, wstaje z krzesła w naszym pokoju i wychodzi, to jego po prostu już przy nas nie ma. Na zasadzie "jest człowiek, jest problem, nie ma człowieka, nie ma problemu" (nie lubię cytować dyktatorów, ale tak wyszło). Reszta to tylko wyobraźnia. Generalnie człowiek to istota żyjąca raczej w psychozie niż w rzeczywistości, a każdy ma swoją własną, indywidualną psychozę i na tym chyba kończy się wszelka indywidualność.
Fiat iustitia, pereat mundus

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 353
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 30 lip 2016, 18:24

Patrycjusz pisze:Generalnie człowiek to istota żyjąca raczej w psychozie niż w rzeczywistości, a każdy ma swoją własną, indywidualną psychozę i na tym chyba kończy się wszelka indywidualność.


Może nie tyle psychozę, co matrycę, podczas gdy matryce psychotyków są popsute i nieprawidłowo przetwarzają bodźce.

Można to porównać do telewizora - każdy ma inną rozdzielczość, nasycenie obrazu kolorami, HD, 3D, stereo - zależnie od swego wieku i stopnia zaawansowania. Ale nawet najstarszy czarno biały model pozbawiony usterek lepiej pełni swoją funkcję niż najnowszy - w którym masz nieustanne zaburzenia obrazu i dźwięku, kaszę na ekranie i tak dalej.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron