Koszmar organizmu

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 29 mar 2015, 22:19

Chciałbym podyskutować troszkę o jednym z najbardziej pierwotnych lęków człowieka - lęku o własne zdrowie. Jest to jeden z tych lęków które dane są wyłącznie naszemu gatunkowi, będąc bezpośrednim pokłosiem świadomości. Dla mnie perspektywa tego, iż w moim organizmie może znaleźć się/znajduje się potencjalnie śmiertelna/bolesna/okaleczająca choroba, zawsze była źródłem mniej lub bardziej skrywanej trwogi. Bo i trudno o coś bardziej personalnego i nieuniknionego niż zmaganie się z degeneracją własnego ciała - z nowotworem, utratą wzroku, zdolności chodzenia, etc. W momencie choroby jak w żadnym innym dociera do nas, iż jesteśmy tym właśnie ciałem. I że od nas samych nie ma ucieczki. Można odebrać nam majątki, pozycję, prestiż, godność, ale dopiero w momencie gdy zaczyna szwankować ciało uświadamiamy sobie czym jesteśmy. Ręka w górę kto po uporaniu się z przewlekłym bólem (np. zęba) nie doznał wszechogarniającej, połączonej z absolutną błogością świadomości iż do szczęścia nic więcej nie potrzeba.

Ostatnio zmagałem się do późnych godzin nocnych z bólem żołądka. Gdy minął osiągnąłem coś, co bez wahania nazwałbym buddyjską nirwaną - poczucie kontemplacji rzeczywistości z której odjęto niedawne uczucie bólu. I oto przez kilkanaście minut nie potrzebowałem niczego więcej, byłem czystą satysfakcją.

A wracając do tematu - nie ma chyba nic bardziej osobistego i bardziej nieuchronnego niż zmaganie się z własnym ciałem. Zgadzam się w tym miejscu również z opinią Orwella wyrażoną w roku 1984 - iż nie ma nic straszniejszego niż ból fizyczny.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Dead_Clown » 29 mar 2015, 23:14

Jest to lęk na tyle pierwotny, że w dużej mierze to właśnie z niego wyrosła cała religijna teleologia - jako anestetyk na świadomość rozpadu/przemijalności własnego ciała. To jest po prostu odprysk lęku przed śmiercią i w sumie trudno tu napisać cokolwiek świeżego/odkrywczego, jeżeli tak znaczny procent wszelkich działań cywilizacyjnych od samych początków tej cywilizacji jest ukierunkowanych na radzenie sobie z tym lękiem albo jego maskowanie.

Natomiast możemy - jak mi się wydaje - myśleć też o trochę dwóch różnych kategoriach. Jedna to nieuchronność degenracji (wszyscy się zestarzejemy, nasze organizmy staną się niewydolne, okablowanie się porozłącza przez zużycie materiału), druga to losowość szczególnych form degeneracji (choroby, wypadki).

O ile pierwsze jeszcze jest jakoś do strawienia (instytucja "czcigodnych starców"), o tyle w wypadku drugiego można zauważyć ciekawą zależność - im więcej chaosu, tym więcej prób tłumaczenia go jakimś specyficznym porządkiem, im więcej losowości, tym więcej zabiegów starających się wpisać tę losowość w jakiś wyraźny ciąg przyczyn i skutków.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 116
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Vulpes Inculta » 29 mar 2015, 23:45

Kreuzgang pisze:A wracając do tematu - nie ma chyba nic bardziej osobistego i bardziej nieuchronnego niż zmaganie się z własnym ciałem. Zgadzam się w tym miejscu również z opinią Orwella wyrażoną w roku 1984 - iż nie ma nic straszniejszego niż ból fizyczny.


Zwłaszcza jeśli ten indukuje też psychiczny. Jako człowiek z ponadprzeciętną ilością tytanu w kręgosłupie mam z tym trochę doświadczenia; zamiast snu przez trzy doby po operacji mieć stan połowicznego otępienia wymieszanego z wrażeniem, że gnijesz, ugh. Najgorszemu wrogowi bym nie życzył.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Koszmar organizmu

Postautor: old weirdman » 30 mar 2015, 5:01

Zgadzam się z kolegami powyżej.Przykro mi też z powodu bólu który musieliście przejść.Jest jednak coś obok czego nie mogę przejść obojętnie a z czym-niestety-zetknąłem się w życiu choć nie dotyczyło to mnie. Podstawowy lęk o własne zdrowie,lęk przez bólem;oczywista i bezdyskusyjna prawda ale... bardzo często wręcz z rozkoszą łamana dla...no właśnie;lista będzie długa:- uwolnienie negatywnych emocji (lęków,stresu) poprzez samookaleczenia,często wyrafinowane,niestety widziałem to w życiu wiele razy. Od razu zaznaczę,że dotyczy to nie tylko osób chorych psychicznie,dużo osób robi to dość spontaniczne i bezwiednie (np. w złości silne uderzenie pięścią w ścianę czy uderzenie głową w drzwi),w momencie silnego wzburzenia ta metoda-te osoby-naprawdę uwalnia z ogromnego napięcia,- stany euforii;kto nie widział na weselu zadowolonych krewnych panny młodej,czy pana młodego;w euforii ściskających szklanki/kieliszki pękające im w dłoni i kaleczące ją,czasem naprawdę paskudnie,-znowu uwalnianie negatywnych emocji, czasem nuda,czasem rodzaj eksperymentów;mam na myśli odurzanie się różnymi zgoła substancjami poczynając od piwa (nie krytykuję choć sam jestem 100% abstynentem) a kończąc...nie mam pojęcia na czym;mam wrażenie,że człowiek,żeby się odurzyć wypije/przyjmie wszystko co może-w jego mniemaniu-tak zadziałać bez względu na niszczące działanie na zdrowie;-cała tradycja wszelkich sportów ekstremalnych gdzie-często-bezpośrednio zagrożone jest zdrowie i życie. Do czego to prowadzi;nadzwyczaj często podstawowy lęk o zdrowie zostaje zignorowany dla przyjemności,ekstazy (nawet chwilowej),uwolnienia negatywnych emocji,dla przyjemności igrania ze zdrowiem (nawet śmiercią). Ludzie uwielbiają ignorować ten lęk,śmiać mu się w twarz,chcą poczuć,że go pokonali,że są ponad nim,że można go zwyciężyć i uwielbiają wyładowywać negatywne emocje kosztem swojego zdrowia,może dlatego,że wtedy-kiedy już zdrowie tracą-inne problemy wydadzą się im nieistotne,śmieszne. Celowo nie poruszyłem tu skrajnego tematu:masochizmu. Ludzie czerpiący największą "zwierzęcą" rozkosz z przyjmowania bólu (często utracenia bezpowrotnie zdrowia,a wierzcie mi,wiem co mówię;jedna z moich byłych partnerek była pielęgniarką;nie uwierzylibyście co ludzie sobie robią żeby osiągnąć "satysfakcję seksualną"). Lęk o zdrowie,sposoby "oszukiwania" go,przyjemność igrania z nim, i świadomość,że i tak w końcu nas pokona. A mój sposób na "lęk o utratę zdrowia"? Banalnie prosty:świadomość bycia już "martwym",bycia "żywym trupem"o czym już kiedyś pisałem.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

hikikomori_boi
Posty: 11
Rejestracja: 27 lut 2015, 23:08

Re: Koszmar organizmu

Postautor: hikikomori_boi » 30 mar 2015, 11:15

Nie oddzielałbym tak bólu fizycznego od psychicznego. Choć oba mają zupełnie inne podłoże to organizm ludzki odbiera zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny jako bezpośrednie zagrożenie dla życia. Chociaż ból fizyczny przypomina nam o skończoności własnego ciała, to jednak egzystencjalny wymiar psychicznej męki może prowadzić w rezultacie do chęci odebrania sobie życia. W końcu człowiek stający przed decyzją o samobójstwie wie, że jego ciało będzie się przeciwko temu całkowicie buntowało, bo jego organiczne instynkty dążą do zachowania życia, lecz mimo wszystko zgryzota jest tak silna, że je zdominuje. Człowiek jest chyba jedynym gatunkiem zdolnym do świadomego zakończenia własnego istnienia (chociaż nie mam argumentów naukowych, aby potwierdzić tą tezę) i nie jest to bynajmniej przez cierpienie fizyczne, bo akurat w tym nie odróżniamy się zbytnio od innych zwierząt.

Podzielę się z wami również pewną ciekawostką, którą usłyszałem od mojej znajomej studiującą medycynę. Sądzę, że może być ona przydatna dla każdego człowieka mierzącego się z egzystencjalnymi katuszami czy czarną melancholią. Polega ona mianowicie na tym, że bardzo intensywny wysiłek fizyczny sprawia, że nasze myśli wyłączają się a świadomość zaczyna oscylować dookoła najpierwotniejszych popędów i włącza w nas "umysł zwierzęcia", warto zaakcentować, że wysiłek ma być długotrwały i forsowny, wręcz dziki, aby uzyskać pożądany efekt.
Naiwnym jest myśleć, że nie umrze się nigdy. Jeszcze naiwniejszym, że umrze się jutro.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Koszmar organizmu

Postautor: old weirdman » 30 mar 2015, 12:08

Oczywiście masz rację;mówię o wysiłku-jest to związane m.in. ze zwiększoną produkcją testosteronu i innych reakcji hormonalnych. Chodzi też o to,że ekstremalnie wykończony organizm nie ma niejako siły na "egzystencjalny ból". Ja i tak jestem zwolennikiem medytacji czy kontemplacji bo wierzę,że ; i uważam to za bardzo ważne!-każdy MUSI znaleźć własną drogę do radzenia sobie z bólem jakim jest życie;znam takich co wybrali hedonizm, znam takich co psychodeliki,a znam też kogoś (siebie) kto uważa,że trzeba jakiegoś w życiu punktu zwrotnego który uświadomi,że życie jest czymś wręcz żałośnie śmiesznym,nieważnym i nieistotnym i w każdej chwili może się skończyć więc czy nie lepiej sobie po prostu odpuścić i wolno,niczym popychani jakimś nieistniejącym wiatrem podążać sobie do przodu aż ten wiatr-ta siła-się wyczerpie i pozwoli nam spokojnie lec na ziemi w której i tak w końcu się rozłożymy.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Kreuzgang » 30 mar 2015, 15:29

old weirdman pisze:-każdy MUSI znaleźć własną drogę do radzenia sobie z bólem jakim jest życie;znam takich co wybrali hedonizm, znam takich co psychodeliki


Pytanie tylko na ile te aktywności to sposób na radzenie sobie z życiem, a na ile to wypełnienie życia treścią? Nie sądzę aby radzenie sobie z życiem oznaczało to samo co wypełnianie go treścią, dostrzegam subtelną różnicę. Człowiek który chce wypełnić życie treścią zostaje np. żołnierzem, dzięki czemu ma zapewnione ileś godzin wojowaniem, ileś godzin szkoleniami, ileś godzin podróżami, ileś godzin obracaniem się w towarzystwie ludzi z tego kręgu. A przy tym otrzymuje wynagrodzenie za które może nabyć różne dobra. To sposób na wypełnienie życia.

Natomiast żołnierz biorący narkotyki by zminimalizować stres będący efektem: jego pracy, towarzystwa w którym przebywa oraz odczuwanego subiektywnie zmarnowania potencjału życiowego - nie robi tego by życie wypełnić, ale by sobie z efektami takowego wypełnienia poradzić.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Koszmar organizmu

Postautor: old weirdman » 30 mar 2015, 17:25

Rozumiem Twoje pytanie. Myślę,że nie ma tu uniwersalnej zasady. Są ludzie-znam takich-wypełniający swoje życie hedonistyczną niekończąca się zabawą żeby nie dopuścić do siebie prawdy jak puste i bezsensowne jest ich życie,są tacy co robią to by nie myśleć o pewnych bolesnych sprawach które chcą wyprzeć ze swojej świadomości (odpowiem na niezadane pytanie;to nikt z moich bliskich,ale znam) są tacy którzy cenią nieskrępowany hedonizm jako sposób odstresowania się od czasu do czasu i poczucia,że "żyją". A są tacy którzy żeby zapomnieć o bólu psychicznym zadają sobie fizyczny. Ludzie robią różne rzeczy z różnych powodów,czasem skrajnie odmiennych i trudnych do zrozumienia. Można-po prostu-robić coś co wypełni Twoje życie treścią a jednocześnie będzie sposobem na radzenie sobie z bólem egzystencjalnym np. zostać buddystą.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Koszmar organizmu

Postautor: seahorse » 30 mar 2015, 19:16

hikikomori_boi pisze:Człowiek jest chyba jedynym gatunkiem zdolnym do świadomego zakończenia własnego istnienia (chociaż nie mam argumentów naukowych, aby potwierdzić tą tezę)

Jest kilka przypadków przeczących tej tezie. Delfin w depresji, który w ramionach swojego ludzkiego opiekuna przestał oddychać (u delfinów oddychanie jest siłą rzeczy bardziej wolicjonalne niż u ssaków lądowych), pies, który kilkukrotnie usiłował się utopić (w końcu mu się udało), głodzące się na śmierć niedźwiedzie trzymane w niewoli, czy stado orek, które popełniło masowe samobójstwo wypływając na brzeg. Niestety są to przypadki o charakterze raczej anegdotycznym i chyba nie ma jakichś porządnych badań na temat samobójstw wśród zwierząt. Inna sprawa, że gdy mówimy o "świadomym zakończeniu własnego istnienia", to słowo "świadome" jest dość niejednoznacznym wytrychem pozwalającym zbyt swobodnie i arbitralnie odrzucać bądź akceptować konkretne przypadki jako faktycznie świadome samobójstwa.

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 205
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Koszmar organizmu

Postautor: Patrycjusz » 31 mar 2015, 1:06

Może trochę z innej beczki, ale nie widzę sensu zakładać nowego tematu - moje przemyślenia też dotyczą organizmu. Obie rzeczy były już poruszane wcześniej oczywiście, jako że nietrudno na to wpaść.

Pierwsza sprawa - stwierdzenie, że człowiek jest wolny jest strasznie infantylne, bo pierwszą przeszkodą, która stoi nam na przeszkodzie, jest właśnie nasz własny organizm. Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafię pogodzić się z tym, że codziennie muszę przespać 1/3 dnia, wykonać te wszystkie rutyniarskie czynności dotyczące higieny i pożywienia, itd. - że tak powiem, marnuje to mój potencjał (choćby nie wiem jak mierny był). Najbardziej rozwala mnie to, że z tego co widzę duża część ludzi traktuje swoje ciało jako coś, co zupełnie im nie przeszkadza, wręcz odwrotnie - zaspokajanie swoich cielesnych potrzeb uznają za sens życia.

I tutaj druga sprawa. Świat ludzkich spraw, który nas otacza, reklamy, które widzimy, szyldy na ulicach - wszystko to w większości odnosi się do spraw cielesnych. Spożywczak, fryzjer, szpital, sklep z ciuchami. Ja osobiście zaspokajam to w totalnym minimum - ważne dla mnie jest, żeby mieć co zjeść i żeby nie było to niezdrowe, utrzymać podstawową higienę, zdrowie na takim poziomie, żeby nie przeszkadzało i nie wyglądać jak niechluj. Niestety, widzę bardzo rozpowszechniony kult ciała, ważne jest dla ludzi, żeby dobrze wyglądać, dobrze zjeść, być wysportowanym.

Bardzo dobrze moje chęci obrazuje ta grafika: Obrazek
Fiat iustitia, pereat mundus


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron