Społeczny odbiór pesymizmu

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Dead_Clown » 31 sty 2015, 12:11

Pytanie bardzo ogólne:

Jak ludzie (różne kategorie ludzi - obcy, znajomi, przyjaciele, rodzina) odbierają wasz pesymizm?
Wypierają? Ignorują? Próbują nawracać? A może funkcjonujecie w środowisku, w którym postawa pesymistyczna nie stanowi aż takiego wychylenia, wobec którego należałoby przyjmować strategie obronne?

Na ogół, kiedy znajduję się w jakiejś sytuacji społecznej i dochodzi do tzw. "wymiany opinii", zauważam, że najpierw, jako pesymista, jestem "nawracany", a później ignorowany/izolowany.

Wiadomo, nikt nie chce słuchać nieprzyjemnych dla siebie rzeczy, ale w wypadku poglądów, które godzą w same podstawy, w ludziach na ogół uruchamia się cała automatyka obronna. Rzecz o tyle znamienna, że dotyczy światopoglądu, który nie jest "inwazyjny", ani który nie dotyka spraw bardzo intymnych, drażliwych.

Z drugiej strony: jak wy się czujecie, kiedy sytuacja postawi was wobec ludzi, którzy - można powiedzieć - absolutnie nie podzielają waszego poglądu na świat? Ukrywacie? Czy z otwartą przyłbicą, na klatę i niech się dzieje?
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: seahorse » 31 sty 2015, 14:05

Z poglądami w ogóle to jest chyba tak, że w takich codziennych dyskusjach budzą poruszenie dopiero wtedy, gdy mają jakieś konkretne przeniesienie na kwestie społeczne i polityczne. Póki pozostajemy gdzieś z dala od tego, na przykład na gruncie metafizyki czy ogólnej refleksji dotyczącej kondycji ludzkiej, to - nie oszukujmy się - większości ludzi wyrwane z szerszego i głębszego kontekstu tezy pesymistyczne specjalnie nie ruszają. Rzucenie zatem w szerszym gronie na przykład zdania "A bo wiecie, lepiej byłoby się nie narodzić" spotka się być może ze zdziwieniem ("O, mocno powiedziane"), być może z jakąś lekką dezaprobatą ("E, nie... przesadzasz"), być może z sarkastycznym przytaknięciem ("Life is brutal and full of zasadzkas"), ale poza tym chyba nic się szczególnego nie stanie. Ale już wypowiedzenie tezy "Dobrze by było, gdybyśmy się wszyscy wysterylizowali, żeby nie przyczyniać się do narodzin nowych istot" może, jak sądzę, wywołać efekt szoku. Szczególnie na imprezie wypełnionej młodymi małżeństwami rozprawiającymi głównie o pieluchach i kredytach. Aczkolwiek nie miałem okazji tego przetestować, muszę kiedyś spróbować.

Niemniej jednak raczej bardzo rzadko mam okazję do tego, żeby publicznie wypowiadać się na takie tematy. Sam też nie prowokuję takich sytuacji. Chyba że mówimy o trollowaniu w internetach - to już zupełnie inna sprawa.

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Kreuzgang » 31 sty 2015, 19:23

Staram się nie uzewnętrzniać moich poglądów na zewnątrz, zwłaszcza jeśli z góry wiem z jakim spotkają się odbiorem. Tu mogę podpisać się pod tym co mówi Dead_Clown. Są opinie które można zachować wyłącznie dla siebie, ewentualnie przedstawić w zaufanym gronie ludzi, którzy nie podejdą do nich niczym do bełkotu albo narzekania. Ludzie którzy posmakowali mojego pesymizmu albo mają mnie za dziwaka albo uważają że coś jest ze mną nie tak, czyli w sumie na jedno wychodzi. Spotkałem się też ze zdaniem, że pesymizm to forma mechanizmu obronnego.

Pesymista na imprezie? Polecam milczeć...o filozofii i skupić się na tak zbawiennym dla stosunków społecznych udawaniu zadowolenia i zaangażowania.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Dead_Clown » 31 sty 2015, 21:21

Poruszyłem temat, ponieważ czasami zdarza się, że sytuacja stawia człowieka wobec konieczności dość paskudnego wyboru: albo udawać, albo się uczciwie wyjęzyczyć.

Wspominałem jakiś czas temu na blogu pewną sytuację - zmarła znajoma z pracy. Po długiej (albo krótkiej, zależy jak do sprawy podejść) chorobie. Siłą rzeczy, ta śmierć stała się tematem rozmów oraz pewnych, nazwijmy to, rytuałów konwencjonalnych ("zamówmy nekrolog. W "Wyborczej"! Ogólnopolski!").

Choć oczywiście było mi naturalnie przykro, sytuacja wzbudziła we mnie pewien opór. I kiedy któryś ze współpracowników rzucił:
To niewiarygodna tragedia. Nie do uwierzenia!

poczułem dość duży dyskomfort.
- Ale jak "niewiarygodna"? - zapytałem.
- O co ci chodzi?! - odparł współpracownik, oczywiście oburzony.
- Pytam w jakim sensie "niewiarygodna tragedia". Codziennie tysiące ludzi umiera na raka. Ale też zabijają ich inne choroby, giną w wypadkach samochodowych, wskutek wojen, ogólnie życie to jest niezła rzeźnia i nie wiem, co w tym jest "niewiarygodnego". To co, tamte wszystkie nieszczęścia są mniej wiarygodne? Czy na świecie jest tyle "niewiarygodnych tragedii", że ta niewiarygodność jest w zasadzie normą?
- No, ale wiesz, Grażynka... Dzieci zostawiła, męża!
- Dzieci odchowane i samodzielne. Mąż tym bardziej. Większość ludzi, która umiera - niezależnie od tego, czy z własnej, czy nie z własnej woli - kogoś zostawia. Każdy z nas należy do zbioru "zostawionych", bo każdemu z nas kiedyś umarł ktoś bliski. I często są to śmierci, które naprawdę pociągają za sobą o wiele bardziej tragiczne konsekwencje. Więc powtarzam - nie wiem, co w tym "nie do uwierzenia".

Później była cała niezbyt miła rozmowa na tematy powiązane, podczas której, chcąc zachować uczciwość, musiałem określić jasno i dobitnie moje stanowisko. Powiedziałem też, że nekrologi gazetowe są... no, że jestem w stanie wyobrazić sobie lepsze formy uhonorowania czyjejś pamięci. Powiedziałbym, że krytyka tego, co powiedziałem, była dość radykalna.

Później przez parę dni wszyscy mnie ignorowali.

A parę dni później nikt o niczym nie pamiętał.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że naruszyłem pewne tabu, ale nie mogłem zgodzić się na to, by uznać, że śmierć znajomej była "niewiarygodna", co w żaden sposób przecież nie unieważnia faktu, że było to wydarzenie bardzo smutne i że jej rodzina FAKTYCZNIE ucierpiała. Innymi słowy, popełniłem ciężkie faux pas, mówiąc, że cierpienie, nawet nam bliskie, nie jest niczym niewiarygodnym; choć to przecież najbardziej oczywista oczywistość.

Nie sądzę też, abym powiedział coś, co jest pesymistyczne - powiedziałem coś, co jest oczywiste, ale to oczywiste coś dla załogi firmowej było wyrazem nihilizmu i braku uczuć, co, uważam, za bardzo krzywdzące.

Stąd moje zaciekawienie, które skłoniło mnie do założenia tematu.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Kreuzgang » 31 sty 2015, 21:33

Dead_Clown pisze:Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że naruszyłem pewne tabu, ale nie mogłem zgodzić się na to, by uznać, że śmierć znajomej była "niewiarygodna", co w żaden sposób przecież nie unieważnia faktu, że było to wydarzenie bardzo smutne i że jej rodzina FAKTYCZNIE ucierpiała. Innymi słowy, popełniłem ciężkie faux pas, mówiąc, że cierpienie, nawet nam bliskie, nie jest niczym niewiarygodnym; choć to przecież najbardziej oczywista oczywistość.


Sądzę że naruszyłeś troszkę inne tabu niż ci się zdaje. Tym tabu jest prawo do nieskrępowanego przeżywania czyjejś śmierci przez innych, hiperbolizowanie jej, zaradzenie w jakiś sposób. Nekrolog zakładowy to swoista żałoba ludzi dalszych. A ty podważyłeś prawo do tej żałoby demaskując pospolitość zdarzenia. Nagle się okazało, że zamówienie nekrologu niczego nie załatwia i ludzie nie mogą poczuć, że mają sprawę za sobą, że pożegnali osobę która odeszła. Naraz się okazuje, że nie dość iż rzecz cała jest mniej dramatyczna niż zakładano, to jeszcze uczucia odbiorców są wyolbrzymione, nieobiektywne.

To nie występek przeciw tej która odeszła popełniłeś, a przeciw tym którzy pozostali.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: seahorse » 01 lut 2015, 21:25

Dead_Clown pisze:Innymi słowy, popełniłem ciężkie faux pas, mówiąc, że cierpienie, nawet nam bliskie, nie jest niczym niewiarygodnym; choć to przecież najbardziej oczywista oczywistość.

Kreuzgang pisze:Sądzę że naruszyłeś troszkę inne tabu niż ci się zdaje. Tym tabu jest prawo do nieskrępowanego przeżywania czyjejś śmierci przez innych, hiperbolizowanie jej, zaradzenie w jakiś sposób.

Na nieco ogólniejszym poziomie jest to chyba to samo tabu - tabu zabraniające uświadamiania innym zwyczajności ich życia w chwilach bądź w aspektach, które są dla nich wyjątkowe bądź ważne. To też jest zresztą nawet ogólniejszy jeszcze problem niszczenia ludziom kojących iluzji (albo i nawet czasem nie tyle niszczenia, co wypominania, że z premedytacją w nich tkwią). W pewnym sensie wygłaszanie poglądów pesymistycznych wobec względnie szczęśliwych ludzi, w których mogą one zasiać niepokój (albo go odgrzebać) jest również naruszaniem takiego tabu i powiedziałbym nawet, że jest kontrowersyjne moralnie. Oczywiście powstrzymywanie się od tego, a tym bardziej zakazywanie komukolwiek czegoś takiego, godzi z kolei w - patetycznie rzecz ujmując - swobodę wygłaszania poglądów i ideał kroczenia ścieżką poszukiwania prawdy, co też jest nie bardzo. Być może jest to nawet jakaś odmiana konfliktu tragicznego.

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Dead_Clown » 01 lut 2015, 21:55

To jest też pytanie o moralny wymiar pesymizmu. Tragiczna jest relacja pomiędzy rozpoznaniem i głośnym określeniem pewnych zjawisk jako złych a złem, jakie to rozpoznanie wnosi do czyjegoś życia.

W zasadzie nie ma dobrego wyjścia: albo brnie się w podtrzymywanie fikcji (czyli świadome kłamanie) albo grzęźnie się pod odpowiedzialnością za całą potencjalność bólu, jaki ujawnienie "prawdy" może spowodować.

Problem w tym, że te fikcje - w tym wypadku fikcja szczególnej doniosłości własnego losu - również bywają kontrowersyjne moralnie. Kiedy naruszałem to tabu, nie czyniłem tego z intencją odarcia kogoś ze złudzeń (nie jestem sadystą; tym bardziej, że nie zrobiłem tego wobec rodziny zmarłej, a wobec ludzi równie obcych, jak ja sam), a jedynie z niezgody na określanie "niewiarygodnym" nieszczęścia, które wobec wielu innych nieszczęść tego świata jest dość... zwyczajne. Akurat kilka dni wcześniej lokalne media rozpisywały się o losie kobiety, która kilka lat wcześniej straciła męża (choroba), a niedawno w pożarze domu życie straciły wszystkie jej dzieci (trójka).

Oczywiście, wartościowanie cierpienia wobec ludzi doznających cierpienia jest kiepskie, ale mam czasami wrażenie, że uwznioślenie własnego losu często bywa pomniejszaniem losu innych. I choć to przeświadczenie jest czysto intuicyjne, to trudno mi się z takim stanem rzeczy zawsze zgodzić.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Kreuzgang » 01 lut 2015, 22:03

Dead_Clown pisze:mam czasami wrażenie, że uwznioślenie własnego losu często bywa pomniejszaniem losu innych. I choć to przeświadczenie jest czysto intuicyjne, to trudno mi się z takim stanem rzeczy zawsze zgodzić.


Jedna z zasad kodeksu dobrych manier głosi, że nietaktem jest mówić o własnym niewielkim niedomaganiu gdy w towarzystwie jest osoba poważnie chora - więc coś w tym jest.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

tombsoftommorow
Posty: 11
Rejestracja: 17 lut 2015, 12:33

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: tombsoftommorow » 17 lut 2015, 21:25

Sam w pracy spotykam się z dziwnymi opiniami, ostatnio usłyszałem od pewnego "informatyka" , że Ukraina jest sama sobie winna - bo się kiepsko rządziła ;) koleś w ogóle praktycznie nie w temacie wypowiada się na coś czego nie ogarnia w 2% calosci, ludzie lubią być wzniosli , a cechą typowego Polaka jest przyjemność płynącą z faktu że komuś jest gorzej, to co się dzieje w oddali nas nie dotyczy , zdziwił się i w ogóle nie przyjął do wiadomosci jak mu powiedziałem ze u nas może podobny scenariusz się zrealizować, podobnie jak znajomy u Ciebie nie zrozumiał braku wyjątkowości śmierci tej koleżanki ;) w 100% moim zdaniem miałeś racje, gradacja tragedii ze względu na to czy nas dotyczy , norma ;)

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 119
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Społeczny odbiór pesymizmu

Postautor: Vulpes Inculta » 17 lut 2015, 22:37

.
Ostatnio zmieniony 14 lut 2019, 16:39 przez Vulpes Inculta, łącznie zmieniany 1 raz.


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron