Samobójstwa.

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Samobójstwa.

Postautor: old weirdman » 22 mar 2016, 10:32

Saikodasein-zgadzam się całkowicie z kolegą Dead Clown,jednocześnie jestem bezczelnie przekonany,że moja odpowiedź jest tą którą oczekujesz i bynajmniej nie zamierzam Cię pozbawiać tej satysfakcji;cóż zresztą pozostało w przepełnionym smutkiem życiu pesymisty niż te drobne rozkosze. Szkoda tylko,że prośba naszej nowej koleżanki została przez Ciebie zignorowana (ciekawe dlaczego?) a ograniczyłeś się tylko do napisania,że mój post Ci się nie podoba jednocześnie nie przedstawiając żadnej innej możliwości rozwiązania problemu. Chciałbym Ci tylko przypomnieć,że punktem wyjścia tej rozmowy nie był wogóle pesymizm (czy optymizm) ale-jak napisała koleżanka-"tematyka depresji" tudzież "nadmiar świadomości". Ale odnoszę wrażenie,że dla Ciebie to to samo,że depresja=pesymizm. Czyż nie? A może to nie jest to samo? Może niektórzy dotknięci depresją-nie mówię,że Ty!-nadają jej status jakiegoś Mrocznego Oświecenia? Mam depresję więc na Boga muszę być pesymistą! To nie anormalne stany permanentnego obniżonego nastroju-to taka filozofia! Może to błąd,takie myślenie o sobie. Spójrz na kolegę Kreuzgang-chylę przed nim głowę!-dla niego pesymizm stał się powodem do wzmożenia aktywności-nie do apatii. Dead Clown pesymista właśnie osiąga poziom najwybitniejszego pisarza grozy od czasów Grabińskiego! Ja poświęcam się ukochanej literaturze czytając,analizując,będąc aktywnym w środowisku fanów weird fiction,przede wszystkim czerpiąc z niej ogromną RADOŚĆ I SZCZĘŚCIE! Tak,dokładnie. I skoro ktoś pyta zawsze odpowiem:tak,bądź szczęśliwy,nawet jako pesymista! Czyż nie jest to ostateczny sprzeciw-jakaś najwyższa forma sprzeciwu!-przeciw bezsensowi wszystkiego? Właśnie na przekór temu,że życie jest takie jakie jest-czego nie możemy zmienić-tak jak propagował Lovecraft:przeżyjmy je w najlepszy sposób jaki przyjdzie nam do głowy! Samobójstwo-nie,choćby dlatego,że jest tyle wspaniałych książek do przeczytania! A może odkryjesz,że sam masz pisarski talent? Tego Ci życzę.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samobójstwa.

Postautor: saikodasein » 22 mar 2016, 12:51

Nie wiem, ale się wypowiem - tego chciałem uniknąć, więc nie odpowiedziałem koleżance. Z resztą każdy kto twierdzi, że wie moim zdaniem kłamie. Napisałem tylko o tym, co mi nie pasowało i tyle. Zbyt optymistyczny ton, a właściwie rozwiązanie nie inne niż proponują optymistyczne źródła, stąd moje rozczarowanie. Rozwijanie swoich pasji i dzielenie się nimi z innymi - zbyt wiele razy już to widziałem. Nie przedstawiłem żadnej innej możliwości, bo jak już napisałem za pierwszym razem - i tak wydaję się ona optymalnym rozwiązaniem.

Nadmiar świadomości, też już pisałem wcześniej w innym wątku - kwestia tego czy większą tragedią nie byłoby żyć, nie mając świadomości o bezcelowości tego życia czy jednak chociaż znajdując minimalną satysfakcję ją mając. To nie depresja - to Weltschmerz, doktor Artur by potwierdził.

A wasza aktywność, choć godna chylenia czoła niczym się nie różni od nie-pesymistów. Boczna droga ucieczki, czasem przystaną by zadać pytanie, a potem biegną dalej. Ba, z mroku stworzyli sztukę, więc być może nie są prawdziwi, tylko to co lubią stwarza ich. To nie poglądy, a to że podoba im się akurat weird-fiction czy mroczne obrazy, powoduje że skłonili się ku takim poglądom - takie wrażenie idzie czasem odnieść, przynajmniej z mojej strony, być może krzywdzące i niesprawiedliwe.

Oczywiście droga szczęścia, popieram - nic więcej prawdopodobnie nie zostało. To nie tak, że nie zgadzam się z Tobą old weirdmanie, tylko że mi się nie spodobał ton wypowiedzi, a ludziom najbardziej nie podoba się prawda, czyż nie? U.G. Krishnamurti mówił, że odpowiedzi mamy już w sobie, a ja tu wszedłem je znaleźć, po czym zobaczyłem taką, która nie pasowała do tej zapisanej na kartce. I ponownie wpadłem w pułapkę, mimo że o niej wiedziałem!
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Samobójstwa.

Postautor: old weirdman » 22 mar 2016, 13:52

Dawno nie czytałem coś równie skrajnie subiektywnego. Próbuję Cię zrozumieć choć na Boga łatwe to nie jest. Z pewnością Ty nikomu nie pomożesz w walce z depresją. Mam wrażenie,że Ty jesteś szczęśliwy tylko wtedy kiedy jesteś nieszczęśliwy. Również nie podoba mi się Twój ton ale zdaję sobie sprawę,że to akurat pozostaje kompletnie bez znaczenia dla treści które przekazujesz. Ta postawa:ja-reszta świata;wy którzy nic nie rozumiecie,próbowałem już tego co wy i to nie działa,wiem więcej niż wy i czuję mocniej. Na mnie wasze metody nie działają więc nie są nic warte. Na Boga-nic o nas nie wiesz. Chcesz się ze mną przelicytowywać kto miał cięższe życie bo gwarantuje Ci,że nie masz szans ale do tego zapraszam w prywatnej korespondencji. My optymiści-Ty jeden prawdziwy pesymista. Ty nie chcesz żadnej pomocy-a bynajmniej nie od kogoś innego bo według Ciebie nikt nie wie tego co Ty i tyle co Ty-my tylko ślepo biegniemy popychani przez Wolę,jedynie Ty stawiasz jej dzielnie opór. Pozdrawiam.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Samobójstwa.

Postautor: Patrycjusz » 22 mar 2016, 14:14

Beza, witaj na forum. Kto powiedział, że potrzebne jest wykształcenie? Moje wyrzygi zauważalne na tym forum nie mają nic wspólnego z wykształceniem, a niektóre posty nie mające nic wspólnego z poziomem intelektualnym są aż zbyt dobrze zauważalne, ale jako urodzony bezwstydnik mam to gdzieś.

Jak radzimy sobie z nadmiarem świadomości? Ja chyba preferuję to samo co kolega Kreuzgang, w połączeniu z filozofią old weirdmana, czyli rozproszenie sztuką. Moim konikiem jest muzyka więc spędzanie chorej ilości czasu w słuchawkach w stanie zbliżonym do medytacji/furii (zależnie od gatunku) nie jest mi obce. Ale każda sztuka jest dobra, chociaż ja preferuję te, które są w ruchu - najbardziej angażujące świadomość - muzyka, literatura, film. Obrazy nie każą mi aż tak bardzo się skupiać chociaż możliwe, że to tylko kwestia mojego nieobeznania w temacie.

Poza tym moje filozoficzne ubóstwienie natury jako jedynego namacalnego podmiotu, który pełni rolę czegoś na kształt "boga" (inni lubią utożsamiać to z osobą, bo tak jest bardziej znajomo i bezpieczniej, poza tym wymaga mniej abstrakcyjnego myślenia) powoduje, że staram się spędzać jak najwięcej czasu z dala od miasta babrając się w ziemi czy żrąc korę (puszczam oczko).

Mam również w sobie ogromny głód zrozumienia i poznawania podobnych sobie co skutkuje spędzaniem sporej ilości czasu w internecie w poszukiwaniu wszelkiej maści odmieńców, "izolatorów", itd. - to też dość angażujące zajęcie, a nie ma większej satysfakcji niż zawiązanie bliskiego kontaktu z kimś o podobnych horyzontach.

Postrzeganie ludzi jako zwierząt, które irytując nas lub robiąc nam krzywdę robią to, bo są po prostu w ten sposób "zaprogramowane" jest oczywiście w 100% prawdziwe, ale bądźmy szczerzy, tego typu stoicka postawa jest bardzo trudna do osiągnięcia a wręcz nierealna, o ile nie masochistyczna. Trochę zdrowego egoizmu nie zaszkodzi. Żal i złość to bardzo naturalne reakcje emocjonalne, kiedy inni traktują nas tak a nie inaczej i nikt nie zmusi mnie do nadstawiania drugiego policzka w myśl "kultury miłosierdzia", która stopniowo zaczyna się szerzyć (wyjaśnianie zbrodni chorobami psychicznymi sprawcy/litość wobec agresywnych, toksycznych ludzi z problemami emocjonalnymi czy zaburzeniami osobowości/tłumaczenie niezaprzeczalnego zła tym, że ktoś wychował się w takim a nie innym środowisku, kulturze/itd.).

Co do dyskusji saikodasein-old weirdman... Krzysztofie (o ile to było podpisanie się własnym imieniem), ja też uważam, że Twój ton jest nieco obłąkańczy, za to równie obłąkańczy jest opór saikodaseina. Wydaje mi się, saikodasein, że jesteś w tym punkcie, w którym ja byłem dość niedawno - całkowita rezygnacja i punkt bez wyjścia. Ale ciągłe oranie zadka przez życie powoduje, że coraz bliżej mi do tego, o czym pisze old weirdman. Jako człowiek, który wręcz chwali się swoim ciężkim życiem osobistym (też tak czasem robię bo już mnie irytują te problemy pierwszego świata), uważam, że ma rację bo tak jak pisałem, ciągłe obrywanie powoduje, że coś w Tobie sukcesywnie "przeskakuje" i stajesz się nieco szalony; skoro urodziłeś się, żyjesz, dzieje Ci się coś takiego, a nie innego - to jakie masz wyjście? Albo to co w tytule tematu, albo to o czym pisze old weirdman. To o czym piszesz Ty, sakodasein, nigdy nie przetrwa na dłuższą metę - pozostawanie w stanie bierności, swego rodzaju "marazmu pesymistycznego" (wszystko jest do dupy i nie pozostaje mi nic innego jak przeżyć swoje nieszczęśliwe życie do końca, ech, niech mnie coś przejedzie to będzie szybciej) - to nigdy nie działa. Potrzeba życia jako ruchu, dążenia do czegoś, spełniania się w czymś zawsze wygrywa i wszystkie instynkty, popędy, pragnienia muszą znaleźć jakieś ujście. Jeśli nie znajdują - to wtedy jest to prawdziwa depresja, prawdziwa obojętność, niezdolność do odczuwania, psychika broni się - skoro nie mogę dostać tego, co jest moją naturalna potrzebą, muszę przestać tego chcieć, przestać czuć. Ale szczerze? Mało kto to ma. Większość ludzi skarżących się na depresję jest po prostu nieszczęśliwa. Idą z tym do psychiatry, ten przepisuje im jakieś leki a równie dobrze mógłby powiedzieć "tutaj ma Pan proszki, substancje chemiczne, które mają zrekompensować Panu to, że jest Pan nieszczęśliwy, brakuje Panu spełnienia, pasji, miłości, (wstaw cokolwiek)". Wszyscy ludzie, których spotkałem i brali te proszki, powiedzieli to samo - nie działają, to tylko maskowanie, i to o skuteczności pozostawiającej wiele do życzenia.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Samobójstwa.

Postautor: old weirdman » 22 mar 2016, 14:39

Tak Patrycjuszu-podpisałem się prawdziwym imieniem;uznałem,że skoro pojawiła się koncepcja zlotu może warto powoli wchodzić na inny tor rozmowy-bardziej otwarty. Użycie tonu nasuwającego jakoby skojarzenia,że old weirdman jest osobą dotkniętą obłędem miało na celu ukazanie,że z punktu widzenia kosmicyzmu dystans do siebie-jak i wszystkiego-jest oczywistością. Co do koncepcji jakobym to chwalił się przykrymi faktami ze swego życia przyznam,że mnie poniosło-uznanie mnie za optymistę tylko dlatego,że ktoś chyba pierwszy raz czyta mój post-bo jak inaczej to wytłumaczyć?-i uważa,że mam jakiekolwiek powody by być optymistą jest po prostu żałosne. Tak jak kiedyś już śmiałem napisać:ludzie nie są po to by spełniać nasze oczekiwania a kiedy słyszymy-bądź czytamy-zabawny strumień świadomości skierowany do osoby z rodzącą się depresją nie czyni ze mnie od razu optymisty. Nigdy nie byłem optymistą,pesymistą również nie. Jako dziecko nie sądziłem,że to co czuję odkąd pamiętam posiada jakąkolwiek nazwę-dużo później dowiedziałem się,że to nihilizm. Jednak to dopiero kosmicyzm dał mi nadzieję. Nagle odkryłem,że pustkę można wypełnić. Trzeba wypełnić żeby nie zwariować.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Samobójstwa.

Postautor: Patrycjusz » 22 mar 2016, 15:28

Pomysł z kierowaniem rozmowy na tor bardziej otwarty ma swoje zalety bo emocjonalna dyskusja jest bardziej... ciekawa, ale pohamowałbym się. To, za co uwielbiam to forum to między innymi właśnie ten intelektualny ton z zauważalnym dystansem i poszanowaniem granic między członkami forum, bardzo daleki od napastowania na siebie w jakichkolwiek innych internetowych dyskusjach. Pozostałbym przy tym wydźwięku.

Czytałem wiele Twoich postów i doskonale wiem, że "optymistyczny" post był czymś na kształt ironii, ten sztuczny patos bijący z Twojej wypowiedzi poprawił mi humor.

Poruszyłeś bardzo ciekawe zagadnienie, świadomie bądź nie. Można by z tego zrobić nawet nowy temat. Mianowicie - to co czujemy a nazywanie tego. Właśnie jako dzieci odczuwamy pełną gamę uczuć, dla których nie mamy nazwy. Pamiętam, kiedy właśnie jako dziecko odczuwałem ten metafizyczny powiew (można się sprzeczać czy dziecko jest zdolne do odczuć metafizycznych), kiedy przerażony ogromem wypatrywałem za horyzont czy chmury, zastanawiając się po co to wszystko, dlaczego i zadając masę pytań bez odpowiedzi. Później dopiero pojawiają się pojęcia, systematyzacja tego, co przeżywamy, szufladkujemy i czujemy się bezpieczni w swojej wąskiej gamie pojęć, która nijak ma się do rzeczywistości. Od niedawna praktykuję zwolnienie się z myślenia, nazywania właśnie na rzecz... bezmyślnego, bezrefleksyjnego (głupiego?) odczuwania, ponieważ jest to po tysiąckroć prawdziwsze i pozwala "żyć pełnią życia". Nawiązując do wątku, to co charakterystyczne dla depresji to właśnie takie "zatrzymanie" się w miejscu, zwolnienie z autentycznego przeżywania na rzecz ciągłej analizy, swego rodzaju "paraliżu analitycznego", który nas blokuje. Nie jest przypadkiem, że prawie wszyscy ludzie chorujący na prawdziwą depresję to ludzie o typach osobowości, które charakteryzują się wzmożoną introspekcją i skłonnością do analizy wszystkiego (dominują oczywiście introwertycy), nazywam ten stan "overthinking".

Podobnie do uczuć metafizycznych jest z głęboko zakorzenionymi uczuciami z dzieciństwa, które wychodzą później na przeróżnych terapiach, kiedy właśnie jako dziecko doświadczając trudnej sytuacji zupełnie nieświadomie, na przeróżne sposoby radziliśmy sobie psychicznie, izolując, wypierając, racjonalizując itd., trudne konflikty wewnętrzne oraz sprzeczne komunikaty zewnętrzne.

Dark Aioezn
Posty: 6
Rejestracja: 13 lis 2015, 15:47

Re: Samobójstwa.

Postautor: Dark Aioezn » 22 mar 2016, 15:47

Jak radzić sobie z nadmiarem świadomości? Polecam znaleźć sobie zajęcie by nie myśleć o takich rzeczach. Opierać swoje życie na nic niewartych wartościach. Wmawiać sobie, że miłość, uczucie szczęścia to coś więcej niż reakcję chemiczne. Szukać pociech w prostych rzeczach. Zająć się rozrywką. W końcu po to powstała by pozwolić nam uciec od nie przyjemnych rzeczy. Zapomnieć o tym, że nasza planeta może ulec zagładzie w każdej chwili, a ty wcale nie musisz dożyć następnego dnia. Nie myśleć o tym, że twój sens istnienia jest równie wielki jak istnienia kosza na śmieci. Szukać szczęścia choć go nie ma, a rzeczy które powinny nam je przynosić często sprawiają tak naprawdę nieszczęście jeśli popatrzyć na to z szerszej perspektywy. Na przykład dzieci. Ich rodzenie sprawia ból, wychowanie jest niesamowicie trudne i męczące, nie przynosi nam prawie żadnych korzyści i tak naprawdę przyczyniamy się do powiększenia spirali śmierci. No i z czego się tu cieszyć? Z wypełnienia biologicznego obowiązku? Albo wygranie w jakieś loterii. Wielu ludzi tego pragnie marnując na to pieniądze. Jednemu człowiekowi się poszczęściło i wygrał duże pieniądze. Zabili go. A nawet gdyby go nie zabili to chyba znacie to powiedzenie "pieniądze szczęścia nie dają".

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Samobójstwa.

Postautor: old weirdman » 22 mar 2016, 17:00

Patrycjuszu-kiedy podałem swoje imię był to początek i zarazem koniec otwartości o jakiej mówiłem;o bogowie-nie chodziło mi o spoufalanie się czy rozmowę slangiem. Choć kiedy czytam Twój post w którym sam nazywasz siebie bezwstydnikiem (!!!) mam wrażenie końca pewnej epoki... Nie wiem w jakim kontekście to odczytywać ale-z góry uprzedzam-mnie takie rzeczy nie interesują! Bardzo też proszę byś nie nazywał mnie "członkiem forum"-wolę użytkownikiem jeśli można.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Samobójstwa.

Postautor: Kreuzgang » 22 mar 2016, 17:26

Dead_Clown pisze:Wydaje mi się, że pesymizm nie wyklucza jakiejś afirmatywności.


Ja bym dodał do tego, że dyskutowanie o jakimś zagadnieniu nie oznacza z automatu popierania go. To że forum to skupia się na kwestii pesymizmu i siłą rzeczy przyciąga ludzi mogących czuć z podobnymi klimatami intelektualno-emocjonalnymi więź; zarazem nie stanowi, że nie mogą się tu udzielać osoby krytyczne względem tej filozofii i tematów pokrewnych. Dyskutowanie to nie tylko atmosfera zgodności, ale i ścieranie się sprzecznych poglądów. Jeśli ktoś potrafiłby ciekawie uzasadnić dlaczego się mylimy, przedstawić krytykę pism Schopenhauera czy Ligottiego - to ze swoim stanowiskiem byłby moim zdaniem mile widzianym urozmaiceniem forum.

Dead_Clown pisze: Co nie zmienia tego, że można takich sposobów na "ulżenie sobie" poszukiwać i jak najbardziej dzielić się swoimi przemyśleniami i postępami z innymi.


Patrycjusz pisze:To o czym piszesz Ty, sakodasein, nigdy nie przetrwa na dłuższą metę - pozostawanie w stanie bierności, swego rodzaju "marazmu pesymistycznego" (wszystko jest do dupy i nie pozostaje mi nic innego jak przeżyć swoje nieszczęśliwe życie do końca, ech, niech mnie coś przejedzie to będzie szybciej) - to nigdy nie działa. Potrzeba życia jako ruchu, dążenia do czegoś, spełniania się w czymś zawsze wygrywa i wszystkie instynkty, popędy, pragnienia muszą znaleźć jakieś ujście.


Bardzo podobają mi się powyższe wypowiedzi, bowiem zdają się odzwierciedlać i moje stanowisko. Uważam się za człowieka, którego pesymizm ostatecznie skłania do poszukiwania metod ratowania się zeń i uczynienia życia znośniejszym pomimo posiadanych poglądów i intuicji. Pesymizm można nabyć, przejawiać, można się nim w pewnych formach zachwycić - uważam, że wielka sztuka to prawie zawsze opowieść o problemach i tragediach - ale w życiu codziennym pesymizm jest czymś, z czym nieodmiennie się mierzysz - wyzwaniem

Pesymizm czasem przypomina siedzenie na niewygodnym tronie. Możesz być wtedy majestatyczny, możesz wzbudzać podziw i pięknie się prezentować, ale z czasem tyłek boli coraz bardziej. I to moim zdaniem sedno - nie należy zapominać, że jest to filozofia ciągłych zmagań, osadzona na niezgodzie: niezgodzie na konstrukcję świata, niezgodzie na ból, niezgodzie na nieobecność ideałów.

Chyba każdy z wielkich myślicieli zajmujących się tą tematyką usiłował podawać jakieś rozwiązania które mają ostatecznie przyczynić się do uwolnienia od przedstawianego stanu. Budda proponuje oświecenie, Schopenhauer proponuje wycofanie się, Ligotti proponuje antynatalizm połączony z troską o istniejącego bliźniego. Nawet Mainlender który utrzymywał bodajże, że nie trzeba robić nic, bo wszystko i tak gna ku wyzwoleniu, twierdził równocześnie, że napotkany przez nas stan rzeczy nie jest idealny. O ile mi wiadomo pesymizm nie jest i nigdy nie był filozofią afirmującą samą siebie, o czym warto pamiętać.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samobójstwa.

Postautor: saikodasein » 22 mar 2016, 18:56

old weirdman pisze:Dawno nie czytałem coś równie skrajnie subiektywnego. Próbuję Cię zrozumieć choć na Boga łatwe to nie jest. Z pewnością Ty nikomu nie pomożesz w walce z depresją. Mam wrażenie,że Ty jesteś szczęśliwy tylko wtedy kiedy jesteś nieszczęśliwy. Również nie podoba mi się Twój ton ale zdaję sobie sprawę,że to akurat pozostaje kompletnie bez znaczenia dla treści które przekazujesz. Ta postawa:ja-reszta świata;wy którzy nic nie rozumiecie,próbowałem już tego co wy i to nie działa,wiem więcej niż wy i czuję mocniej. Na mnie wasze metody nie działają więc nie są nic warte. Na Boga-nic o nas nie wiesz. Chcesz się ze mną przelicytowywać kto miał cięższe życie bo gwarantuje Ci,że nie masz szans ale do tego zapraszam w prywatnej korespondencji. My optymiści-Ty jeden prawdziwy pesymista. Ty nie chcesz żadnej pomocy-a bynajmniej nie od kogoś innego bo według Ciebie nikt nie wie tego co Ty i tyle co Ty-my tylko ślepo biegniemy popychani przez Wolę,jedynie Ty stawiasz jej dzielnie opór. Pozdrawiam.


Ciężkie życie, otóż to, to te doświadczenia postawiły cię w takim, a nie innym miejscu. Ja nie miałem ciężkiego życia, niczego mi nie brakuję, ba - powiedziałbym nawet, że nie mam specjalnie na co narzekać i nawet to doceniam wbrew pozorom! Nie jestem ani nieszczęśliwy, ani szczęśliwy. Pesymistą znów bym się nie nazwał, ale mimo wszystko od zawsze czułem, że coś jest nie tak. No i nie rozumiem, najpierw pytasz dlaczego nie odpowiedziałem koleżance, a potem zarzucasz (słusznie z resztą), że nikomu nie pomogę.

Trochę zarzucam, tak jak zarzucam wierzącym, że wierzą tylko w coś, dlatego że wychowali się w takim kręgu kulturowym, a gdyby urodzili się gdzieś indziej to by wierzyli w co innego, więc jaką wartość niby ma ta wiara. Albo z miłością życia... Nonsens. W każdym miejscu by można ją znaleźć, nie ma jedynej przeznaczonej osoby. Jest jedna na X osób w puli, którą się otaczamy, ale wystarczy poszerzyć pulę, no i cóż. Nie muszę nic udowadniać, zdrady robią to za mnie.

Nie ukrywam jednak, że mnie przyłapaliście. Oczekiwania kontra rzeczywistość spowodowały moją małą krytykę, choć już wcześniej pisałem, że może być niesprawiedliwa, bo subiektywna. Proszę nie brać tego osobiście i wytrzeć pianę z ust, bo mam wrażenie, że zdenerwowałem, a nie taki był mój cel. Dodatkowo zostałem z poczuciem winy, że takie spokojne i sympatyczne forum, a zaburzyłem ten stan.

Piszecie, że ciężko mnie zrozumieć to postawcie się w mojej skórze. Ja to dopiero muszę mieć ze sobą ubaw.

Czytałem wiele Twoich postów i doskonale wiem, że "optymistyczny" post był czymś na kształt ironii, ten sztuczny patos bijący z Twojej wypowiedzi poprawił mi humor.


Czyli jednak, wtedy można zapomnieć, że cokolwiek napisałem.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron