Strona 1 z 1

Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

: 05 kwie 2018, 8:44
autor: Michalos551
Skoro mamy więcej samobójców-mężczyzn wg danych statystycznych, to prawdopodobnie dolegliwości w postaci bólu innego niż głowy daje u większości nadzieję na pomoc w utraceniu życia. Ból głowy częsty, ale nie poddawany eliminacji.. Nie wiem z czym się wiąże (jeśli chodzi o psychiczny stosunek do niego).
Co myślicie?

Re: Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

: 29 cze 2018, 0:05
autor: Abażur
Niee noooo, myśląc w ten sposób to za chwilę dojdziemy do wniosku że taka powszechność zaniedbywania swojego zdrowia wśród mężczyzn ma przede wszystkim podłoże melancholijno-depresyjne, co (mimo oczywistych braków społeczeństwa w świadomości na temat zdrowia psychicznego w naszym kraju, jak i dramatycznie niskich nakładów pieniężnych płynących z NFZ na tą część naszego zdrowia) wydaje się być nieco mało prawdopodobne, a przynajmniej - nie sądzę żeby mężczyźni w typie werterycznym występowali na taką skalę :P

Moim skromnym zdaniem wynika to przede wszystkim z wychowywania mężczyzn w ten sposób, by tłumili w sobie emocje, te wszystkie "nie bądź baba!" "nie mazgaj się", "to tylko draśnięcie" oraz zwykle mniejsze wsparcie psychiczne uzyskiwane od kolegów (i społeczeństwa ogólnie) sprawia, że mężczyźni mają większy problem z nazywaniem, wyrażaniem i zarządzaniem negatywnymi uczuciami niż kobiety - zauważcie proszę, że właściwie jedyną "społecznie dozwoloną" drogą ujścia takich odczuć jest agresja :P Tak więc taki mężczyzna zaniedbuje swoje zdrowie, zaciska zęby, "mężnieje", aż tu nagle żyłka pęka, sytuacja staje się nie do wytrzymania i, no cóż... mleko się rozlało, psychika w stanie dramatycznym, a zaniedbywane choroby fizyczne ("a bo samo przejdzie", "poboli i przestanie") w takim stanie, że ciężko cokolwiek odratować.

Oprócz tego w kwestii śmiertelności dochodzą oczywiście inne czynniki, np. o podłożu hormonalnym - u kobiet dochodzi zbawienny wpływ estorgenów, który chroni je aż do menopauzy przed chorobami naczyniowymi (mężczyźni mają o 50% większe szanse na taką chorobę niż kobiety - za to u kobiet częstsze są choroby autoimmunologiczne, te wszystkie Hashimoto, nie Hashimoto :P); częstsze ujawinianie się chorób genetycznych sprzężonych z chromosomem płciowym w pełnej krasie (gdzie kobiety mają "bufor" w postaci drugiego X); więcej "głupiej brawury/brawurowej głupoty" w młodości z racji rozbuchanego testosteronu.

Re: Dlaczego mężczyźni nie pójdą do lekarza

: 03 lip 2018, 3:32
autor: Patrycjusz
Nie spodziewałem się, że ktokolwiek na to odpisze i nie wiem, czy założyciel tematu to miał na myśli. Nie byłbym w zasadzie w stanie odnieść się do tego w żaden konkretny sposób, dlatego odniosę się do Twojego postu.

Zaniedbywanie zdrowia fizycznego jest równie szkodliwe, ale widzę to na mniejszą skalę. W przypadku podlinkowanych małych zadrapań oczywiście nie mamy "prawa" narzekać, natomiast przy poważniejszych zagrożeniach zdrowia - skorzystanie z pomocy medycznej nie spotka się przecież z dezaprobatą.

Faktycznie inaczej sprawa ma się z zagrożeniami psychicznymi. Widzę przede wszystkim duży podział na problemy "dozwolone" i "niedozwolone". Problemy "dozwolone" to alkoholizm, hazard, przemoc (też seksualna). Problemy "niedozwolone" to depresja i te wszystkie nadwrażliwości.
Te pierwsze spotykają się ze zrozumieniem, są społecznie akceptowalne. Oczywiście, że otoczenie reaguje na nie zamiarem wyleczenia delikwenta, natomiast inny jest rodzaj tej negatywnej reakcji. W przypadku tego typu problemów, często daje się wyczuć specyficzne "pobłażanie" lub "zrozumienie" w stosunku do problematycznego ogiera. Krótko mówiąc, jest to kwestia kulturowa i te zachowania są społecznie akceptowalne, linia "zaburzenia" przebiega znacznie dalej, dopiero prawdziwe patologie są uznawane za nienormatywne.
W przypadku depresji, czy wycofania społecznego, takie problemy spotykają się ze znacznie większym oburzeniem otoczenia i w konsekwencji jeszcze większym odrzuceniem, czyli tzw. "kopaniem leżącego". Kulturowo nieakceptowalne jest tego typu zachowanie u samczyków. Lepiej, żeby Pan Problem#2 wziął się wtedy szybko za siebie, inaczej te problemy pozostaną tylko i wyłącznie jego problemami.

Abażur pisze:mężczyźni mają większy problem z nazywaniem, wyrażaniem i zarządzaniem negatywnymi uczuciami niż kobiety - zauważcie proszę, że właściwie jedyną "społecznie dozwoloną" drogą ujścia takich odczuć jest agresja


Nie tylko agresja, ale też. Mogą być używki, sporty ekstremalne lub szybka jazda samochodem/motocyklem. Uzależnienie, ryzykowanie zdrowiem, ryzykowanie własnym i czyimś życiem - cholernie szkodliwe sprawy, ale należą do kategorii problemów#1, społecznie akceptowalnych.

Zresztą, sam to przechodziłem i po "zbabieniu" (nazwaniem, wyrażeniem i zarządzeniem negatywnymi uczuciami) doznałem ostrego ostracyzmu ze strony konserwatywnej rodziny. Brak agresji (choćby niebezpośredniej) podczas nawiązywania relacji z płcią przeciwną również poskutkował jakby większym dystansem. Tak jakby im bardziej problematyczny był osobnik, tym większym zainteresowaniem się cieszył. Huknie, jebnie, to szanujemy, prawda?