Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Kącik złych pytań i niewłaściwych odpowiedzi
Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Kreuzgang » 07 paź 2016, 13:19

Jakie są wasze doświadczenia na gruncie relacji światopogląd pesymistyczny a współczesne narracje pracy nad sobą/sukcesu osobistego; w rodzaju rozmaitych coachingów czy psychoterapii?

Czy uważacie, że współczesna kultura Zachodu jest w ogóle gotowa do mierzenia się z poglądami/instynktami/wrażeniami o takim charakterze; wyłączywszy sugestie by kontestatorzy zmienili dotychczasowy sposób myślenia i opuścili swoją strefę (dys)komfortu?

Nie tak dawno temu mój znajomy naukowiec podczas rozmowy o sensie życia uznał, że jeśli ktoś uznaje życie poświęcone prokreacji za coś niewystarczającego, to coś musi być z nim nie tak na poziomie samej biologii.

Jeśli idzie o psychoterapię, to chciałbym w tym miejscu polecić świetną powieść z happy endem "Kuracja według Schopenhauera", autorstwa psychoterapeuty egzystencjalisty Irvina Yaloma, będącą zobrazowaniem tezy, iż psychoterapia i psychologia odnoszą sukces w walce z pesymizmem, beznadzieją oraz poczuciem absurdu życia. Mam jednak wrażenie, że ludzie owładnięci przez podobnie instynkty/doznania, to wyjątkowo trudny materiał dla lekarzy dusz (być może najtrudniejszy); zwłaszcza gdy wchodzi się w sferę odczuć, doznań i intuicji nieprzekazywalnych za pomocą słów.

Może ludzie od młodości obarczeni wyjątkowo mroczną percepcją rzeczywistości (np. Ligotti) to swoisty błąd przyrody, zepsuta maszyna biologiczna nie mogąca właściwie pełnić swojej funkcji, którą można jedynie podreperować?
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: saikodasein » 07 paź 2016, 17:47

A czy powyższe nie łączy się przypadkiem z prokreacją? Większa pewność siebie, status społeczny - jedynie środek do celu by pokazać się w tłumie samców samicom. Ponadto nie bardzo widzę czym to się różni od wpajania zwyczajnego optymizmu, czyli zamazywania faktycznego stanu rzeczy. Nie lubię powyższych pojęć, wzdrygam się gdy ktoś zaczyna o tym mówić, bo już wiem że raczej wspólnego tematu do poważnej rozmowy nie znajdziemy. Nie pytamy po co wieje wiatr, tylko dlaczego. To samo powinno się odnosić do życia. Próba czego innego jawi mi się jedynie jako jedna z form eskapizmu i szukania w przypadkowości sensu (tak jak twarzy w topografii Marsa). Nie obwiniam, wszyscy ostatecznie robimy to samo bo nie dałoby się żyć - czyli sublimacje. Świadomość to ciężar, ostateczne pytanie na tym etapie brzmi czy lepsze to od błogiej niewiedzy?

Bardziej bezpośrednio i zwięźle do tematu - uważam za powyższe za jedną z wielu współczesnych form prania mózgu. Być może pomocne, ale chyba jedynie jako mentalna lobotomia.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Kreuzgang » 07 paź 2016, 18:11

saikodasein pisze:A czy powyższe nie łączy się przypadkiem z prokreacją? Większa pewność siebie, status społeczny - jedynie środek do celu by pokazać się w tłumie samców samicom.


Jak ktoś chce, to pewnie się da, ale czy naprawdę wyczerpuje to temat? Nie da się całości życia zagospodarować aktywnościami seksualnymi, nie można też powiedzieć, że każdy kto miał bogate życie seksualne był zarazem zadowolony z egzystencji jako takiej. Życie widziane całościowo jest jednak bogatsze niż sukces czy porażka w jednej tylko sferze.

saikodasein pisze: Ponadto nie bardzo widzę czym to się różni od wpajania zwyczajnego optymizmu, czyli zamazywania faktycznego stanu rzeczy.


Psycholog będzie na tyle sprytny, że powie, iż to pesymizm jest jedną z form ucieczki przed faktycznym stanem rzeczy i kolejnym spośród mechanizmów obronnych.

A mnie zastanawia też na ile ludzie pomagający innym w uzyskaniu/zachowaniu dobrostanu psychicznego dzielą te same lęki i intuicje, które bywały udziałem Ligottiego, Ciorana, Schopenhauera?
Yalom jest na tym tle ciekawy, bo otwarcie postuluje konieczność istnienia (zapomniałem jego określenia) nazwijmy to zastępczo: "punktów zaczepienia" dzięki którym człowiek broni się przed poczuciem bezsensu, porażki życiowej i nieuchronności śmierci. Punktów bez których to nieodzowne jest popadnięcie w rozpacz; a które to mogą być religią, posiadaniem potomstwa, poczuciem wypełnionej misji, etc.

W ogóle to ciekawa kwestia: Na ile współczesna kultura potrafi sobie za pomocą psychologii radzić ze współczesnymi bolączkami, a na ile zamiata je pod dywan?
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: saikodasein » 07 paź 2016, 20:05

A to już zależy od płci. Samce będą zapładniać w nieskończoność, zagubione w swojej misji jak bohater Upadku Camusa, a samice z rodziną i odchowanymi dziećmi wydawać się dość spełnione, przynajmniej wg ich samych. Nie wiem, wszystko mi się wydaje takim błądzeniem we mgle i szukaniem rozwiązań na siłę. "Punkty zaczepienia", sublimacja, to wszystko się wydaje prawdą, ale mi takie rozwiązanie nie odpowiada, skoro muszę czegoś na siłę szukać, a jestem świadom. Dla mnie to próżny wysiłek, skoro można się poddać na wstępie i nie brać udziału w tej farsie. Wiatr nie musi sam siebie pytać po co wieje, ze świadomością byłby jedynie w stanie dać odpowiedź "dlaczego", nigdy "po co", a skoro nie wiedziałby po co może by się zbuntował i przestał wiać? Zafrasowani żeglarze i właściciele elektrowni wiatrowych musieliby mu wtedy wmówić, że fajnie się rozwijać i wiać z klasą. Dumny wiatr nie mógłby wtedy odmówić i zawiałby z rekordowo możliwą prędkością, po czym umilkł na wieki, myśląc że jest najlepszy na świecie. Co z tego, że obok na Neptunie beztrosko prowadzi działalność co najmniej pięć razy szybszy wiatr, który pytań nie zadaje, tylko po prostu wieje. Lepsze ma warunki i nie potrzebuje motywacji. Jest najlepszy w okolicy i co z tego wynika? Zupełnie nic.

Tak pewno powie ten psycholog, albo że świat jest taki jaki nam się wydaje i przez nasz pesymistyczny filtr takie mamy odczucia. Znam ten typ retoryki.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Kreuzgang » 07 paź 2016, 22:59

saikodasein pisze:"Punkty zaczepienia", sublimacja, to wszystko się wydaje prawdą, ale mi takie rozwiązanie nie odpowiada, skoro muszę czegoś na siłę szukać, a jestem świadom. Dla mnie to próżny wysiłek, skoro można się poddać na wstępie i nie brać udziału w tej farsie.


I udaje ci się wycofać do tego stopnia jaki postulujesz, jesteś w swojej postawie konsekwentny?

Ja ( o czym już wspominałem) postrzegam własną dekadencję raczej w kategoriach problemowych, bo w sposób naturalny wolałbym się czuć ze wszech miar lepiej niżeli gorzej. Dlatego też ostatnimi czasy coraz bardziej przemawia do mnie Nietzsche - człowiek który zajrzał w tę samą otchłań co myśliciele pesymistyczni, ale nie poddał się nastrojowi, stoczył z nim wewnętrzną walkę i zaproponował drogę wyjścia.

saikodasein pisze:Wiatr nie musi sam siebie pytać po co wieje, ze świadomością byłby jedynie w stanie dać odpowiedź "dlaczego", nigdy "po co", a skoro nie wiedziałby po co może by się zbuntował i przestał wiać? Zafrasowani żeglarze i właściciele elektrowni wiatrowych musieliby mu wtedy wmówić, że fajnie się rozwijać i wiać z klasą.


Nikt cię tak nie zmotywuje, jak ludzie widzący w twoim zmotywowaniu bezpośrednią korzyść, to prawda.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: saikodasein » 08 paź 2016, 13:44

Jestem dość bierny i unikam wszelkich rzeczy, które wymagają wysiłku i są po prostu upierdliwe. Na ile to możliwe. Eskapizm oczywiście towarzyszy mi przy tym często, ale przynajmniej nie jest męczący. Skoro już jestem skazany na życie niech będzie chociaż wygodne. Hedonistyczne podejście, ale bez luksusów i z odrzuceniem niepotrzebnych przedmiotów. Brak cierpienia jest już dla mnie wystarczające.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Patrycjusz » 10 paź 2016, 1:10

Kreuzgang pisze:Nie tak dawno temu mój znajomy naukowiec podczas rozmowy o sensie życia uznał, że jeśli ktoś uznaje życie poświęcone prokreacji za coś niewystarczającego, to coś musi być z nim nie tak na poziomie samej biologii.


Bardzo możliwe, tylko że to jest zupełnie podświadome. Całe pojmowanie zmienia się całkowicie, kiedy z głowy wyrzuci się już nawet nie konieczność, a możliwość prokreacji, nagle coś po prostu... znika, coś nie do wypełnienia, całe dążenie do zapewnienia dobrej sytuacji materialnej znika, utrzymania związku znika, nie bez powodu stosuje się podział na: jestem dzieckiem/robię wszystko, żeby móc mieć dzieci/mam dzieci/moje dzieci są dorosłe a ja czekam na zejście. Taki jest naturalny rytm życia i jeśli go zaburzymy to po byciu dzieckiem już tylko czekamy. I w tym oczekiwaniu upatrywałbym, że "coś jest nie tak", można to na wszelkie sposoby zapełniać, choćby najbardziej górnolotne, a to nie to samo. Można powiedzieć, że samy robimy sobie problem. Freud już zaciera ręce mrucząc "masochizm".

Doskonały jest kontrast między pytaniami "dlaczego" a "po co", wydaje się być to głównym problemem w poszukiwaniu "sensu" (kolejny psychologiczno-językowy konstrukt próbujący nazwać nijaki stan rzeczy), w sumie cała nauka odpowiada na pytanie "dlaczego", nie tylko ścisłe, ale też humanistyczne, np. historia. Drugie pytanie przysparza za to ogromnych problemów, ponieważ odpowiedzi na "po co" można udzielić tylko w sprzężeniu z "dlaczego", czyli znając związek przyczynowo-skutkowy, jesteśmy w stanie nadać jakiś "sens" zdarzeniu poprzedniemu jako mającemu cel w wydarzeniu następnym. Chociaż to też zazwyczaj tylko sztuczny konstrukt, to, że A doprowadziło do B nie znaczy, że miało na celu to doprowadzenie, że A wiedziało "po co" robi to co robi, a już na pewno nie to, że A wiedziało, że doprowadzi do B. Powiedzmy sobie szczerze, większość naszych czynów nie zawiera w sobie pierwiastka przemyślanego działania ku konkretnemu celowi, nastroje większości są zmienne (jak i pozbawione znaczenia, co lubię podkreślać) i "cel" zmienia się po wymianie pokoleniowej lub zwyczajnym znudzeniu stanem rzeczy (epoki typu oświecenie-romantyzm). W odniesieniu do metafory wiatru dobrze powiedziane, że odpowiedzią na "po co" zazwyczaj jest "żeby było lepiej/wyżej/dalej/więcej(jakikolwiek przymiotnik wyrażający następny stopień)". Czyli coś na kształt niekończącej się rywalizacji, jeśli nie z czymś/kimś to samym sobą.

Jeżeli chodzi o psychologów i psychoterapeutów, to jedyna broszka, w którą wierzę w tej branży to rozprawianie się z problemami emocjonalnymi, a nie egzystencjalnymi. Rzeczywiście można pomóc komuś nieuświadomionemu psychologicznie, nazywając jego mechanizmy obronne, konfrontując go z wyparciami, itd., to jest zresztą coś co sam robię ze sobą nieustannie dzięki czemu psycholog nie ma mi nic nowego do powiedzenia. Ewentualnie branża ta pomocna jest w diagnozowaniu wszelkiego rodzaju psychopatów/socjopatów/borderline'ów etc. żeby było wiadomo kto tu się zatrzymał w emocjonalnym rozwoju i kogo omijać, bo tego typu kwiatków nie widać na pierwszy rzut oka niestety.

Nie widzę zresztą, żeby cała ta coachingowa szopka dotykała w jakikolwiek sposób kwestii egzystencjalnych czy metafizycznych. To tylko ma sprawić, że poczujesz się komfortowo, że masz większy wpływ niż masz realnie. Ma Ci w tym pomóc zmiana "filtrów", które faktycznie istnieją, ale zmieniają tyle co kolor okularów. Filtr taki zresztą wykształca się głównie poprzez doświadczenia i wiedzę, a niech ktoś mi powie, dlaczego zachodzi korelacja między starością/inteligencją/wiedzą/doświadczeniem a zatraceniu optymistycznej impulsywności, w zamian fundując większy pesymizm (chociażby defensywny), refleksyjność, bierność. Jako mędrca postrzegamy tego, który się namyśla, jest ostrożny, sceptyczny, wątpi, a nie tego, który działa na oślep "wierząc" w siebie. Mam nadzieję, że ten wizerunek nie ulegnie przekształceniu.

Kreuzgang pisze:Psycholog będzie na tyle sprytny, że powie, iż to pesymizm jest jedną z form ucieczki przed faktycznym stanem rzeczy i kolejnym spośród mechanizmów obronnych.


O to, to. Sam zresztą długo o tym myślałem, zwłaszcza w kontekście psychotopografii, np. pana Ligockiego, bo pisze o czym pisze, ale wiadomo też, że ma takie a nie inne psychiczne problemy. Nie ma co ukrywać, że pesymizm to nic innego jak osąd, a do takiego osądu trzeba mieć naprawdę konkretny zestaw cech. Tyle, że nazywanie swoiście dołującego osądu mechanizmem obronnym to farsa. Po to jest obronny, żeby Cię bronił i sprawiał, że poczujesz się lepiej (głownie chodzi po prostu o ego). Pesymizm robi coś dokładnie odwrotnego. To już lepszy pod tym względem jest nihilizm bo pozwala na intelektualizację, zmniejszenie rangi osobistych, negatywnych zdarzeń i odczuć w kontekście odwoływania się do ich powtarzalności i powszechności. Pesymizm za to jest po prostu mieszaniem z błotem wszystkiego co żyje i się rusza, i przydaje się (mi osobiście) tylko w najgorszych momentach, wyzwala postawę swoistego buntu, gniew jest dobry jak nie ma się nic innego... Ale tylko na krótką metę.
Sam przechodziłem te dyskusje, pan ma zły filtr, spowodowany doświadczeniami, to mechanizm obronny, bo jak mi źle, to wszystko źle, i tego typu sranie. Nie nazwałbym tego sprytem.

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Patrycjusz » 25 lis 2016, 16:22

Po płonących dyskusjach przeprowadzonych ostatnimi czasy z pewną osobą, chciałbym wyrazić swoje zdanie o terapii i tym, co to robi z ludźmi...

Adwersarz - była ćpunka, która pogubiła się całkowicie po przeżytym patologicznym dzieciństwie (bicie/molestowanie seksualne/wszystko), zarabiając na dragi niczym innym jak własnym, co by nie mówić atrakcyjnym, ciałem. Poznaliśmy się w momencie, kiedy była świeżo po tego typu przeżyciach i rozumieliśmy się świetnie - wszystkie poglądy wynikające z pesymizmu filozoficznego mieliśmy w małym palcu, mimo że ja nawet go jeszcze do końca nie znałem.

Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy po kilku latach jej terapii i ponownym kontakcie nastąpiło ostre starcie. Miałem wrażenie, że rozmawiam z zupełnie inną osobą - osobowość została dosłownie zmieniona! Pomijam już cechy wynikające z pesymizmu (czy tam na odwrót), które negatywnie wpływają na nastrój, chociaż i to skutkowało niezłymi porozumieniami. Ale światopogląd uległ zmianie o 180 stopni. Osoba, która przeżyła to o czym napisałem otwarcie mówi, że cieszy się z tych doświadczeń (!) i gdyby mogła wybrać między życiem, które przeżyła a innym (lepszym), wybrałaby to samo. Mało tego, kiedy chcąc nie chcąc wyniknął temat dzieci usłyszałem, że planuje ich wiele. Moja wzmianka o wadliwych genach została skontrowana bardzo ostro. Wszystkie moje zmianki były kontrowane bardzo ostro, jawnie defensywna postawa, nie miałem praktycznie nic do powiedzenia, a kiedy się upierałem zacząłem słyszeć, jak to bardzo jestem zaburzony i powinienem leczyć swoją postawę. Skrajne mechanizmy obronne. Z osobami, które są optymistami nigdy nie miałem takich problemów, natomiast tutaj wyraźnie widać było, że przeszłość puka do drzwi a jest to wypierane wszelkimi siłami, wręcz agresywnie.

Pomijając psychologiczną sieczkę, której doświadczyłem zastanowiła mnie też taka kwestia - nie macie wrażenia, że wszelkie terapie i inne wymienione w nazwie tematu rzeczy, służą niczemu innemu, jak po prostu uspołecznieniu? Wdrukowaniu w jedyny słuszny schemat?

Awatar użytkownika
Słoneczny Skowronek
Optymista
Posty: 43
Rejestracja: 08 lut 2015, 19:59

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: Słoneczny Skowronek » 26 lis 2016, 0:28

Patrycjuszu, akurat dzisiaj (wczoraj) byłem na sympozjum naukowym organizowanym m.in przez psychologów i ich przyjaciół. Tematyka skupiała się na tanatopedagogice. Generalnie odniosłem wrażenie, że psycholodzy są w gruncie rzeczy optymistami i chyba muszą być, żeby pracować w tym zawodzie. Moim zdaniem psychologom chodzi właśnie o zmianę pacjenta. Jeśli przychodzi do nich ktoś z problemami to czują się w obowiązku go zmienić. Pesymizm i brak afirmacji życia nie jest takim ludziom potrzebny. W przygotowaniu do sympozjum przeczytałem ten artykuł:

https://www.academia.edu/29310406/Od_sz ... y_i_innych

jest w nim o dezintegracji pozytywnej. Wydaje mi się, że taki sposób z wychodzenia z dołka, jakim w gruncie rzeczy jest dezintegracja pozytywna, może prowadzić do absurdalnej tezy: "cieszę się ze złych doświadczeń". Nie może być to prawda dla osoby postronnej, ale dla samej zainteresowanej stanowi jeszcze jedną iluzję trzymającą wszystko w kupie i jest częścią terapii.

Ciekawie było słuchać co naukowcy mają do powiedzenia o śmierci i konfrontować się z ich poglądami. Jeden profesor stwierdził, że nie istnieje nic takiego jak lęk przed śmiercią i pomijając już jego argumentację (okrojoną ze względu na to, że dość dużo czasu poświęcił na mówienie o swojej książce, tej którą już napisał i tej, którą dopiero kończy), argumentację w gruncie rzeczy taką sobie, to jestem ciekaw, czy zbliżanie się śmierci nie zweryfikuje jego poglądów. Jeśli publikacja w wersji elektronicznej po sympozjum, do której podobno mam mieć dostęp, będzie zawierać jakieś ciekawsze (tzn absurdalne) fragmenty jego argumentacji, to mogę je tutaj zamieścić. Teraz nie chce mi się wygrzebywać tego z pamięci, ale naprawdę było to dosyć absurdalne. Facet trochę jak kanodzieja wybierał z widowni osoby i zadawał im pytania, sugerujące taką odpowiedź, której mógłby użyć w dowodzeniu, że nie boimy się śmierci, tylko tego, że przed śmiercią będziemy czuć ból itp. Wysiedziałem tam do przerwy i w połowie sympozjum zwiałem. Miałem dość psychologów.

Mam podobne odczucia co Ty. Psychologia pomaga ludziom funkcjonować w społeczeństwie kosztem wycięcia pewnych rzeczy, przez które ktoś nie mógł się wpasować w to społeczeństwo, przy czym czasem może wyciąć z nadwyżką. Nie mówię, że to źle - niektórzy pacjenci mogą być w tak dramatycznej sytuacji, że nie mają innego wyboru niż szukać pomocy psychologa. Tyle że po dzisiejszym dniu ja chyba nigdy bym się na to nie zdecydował.

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Samorealizacja/terapia/coaching a pesymizm

Postautor: saikodasein » 26 lis 2016, 12:22

Ostatnio myślałem sobie, że to samonapędzająca się maszyna. O ile można przyjąć, że egzystencja sama w sobie z natury jest/może być czymś złym, nie oszukujmy się, dużo do tego dokładna tzw. system (przy czym bardzo szeroko rozumiany). Opresyjny (nie aparat władzy, a raczej społeczeństwo zbyt ściśnięte w porównaniu z ewolucyjnie naturalnymi warunkami i mniejszymi grupami oraz konkurencją) powoduje problemy psychiczne, a terapeuci na tym zarabiają. Tutaj można by posunąć się od odważnych wniosków (chociaż raczej nie odkrywczych), zahaczających o teorię spiskową że te wszystkie choroby (somatyczne jak i psychosomatyczne) są tak naprawdę konieczne by środowisko medyczne miało na czym zarabiać. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia znikają wszystkie choroby na świecie, co wtedy poczną? Ktoś by mógł powiedzieć złośliwie to samo o fizyce, ale te problemy zawsze są stałe, a w wypadku chorób mam wrażenie nie tylko zyski są znacznie większe, ale i samych schorzeń z roku na rok jakby przybywało. Tutaj dajemy wam lekarstwo/szczepionkę na chorobę X, a w między czasie pojawiają się trzy inne.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective


Wróć do „Psychologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość