H.P. Lovecraft

Sublimacje ciemności
Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

H.P. Lovecraft

Postautor: Dead_Clown » 13 lut 2015, 21:35

Skoro jest Ligotti, to i musi być Lovecraft – patron pesymistycznego weird i twórca, którego dopiero od całkiem niedawna, jeszcze z dużą nieśmiałością, zaczyna się traktować nie jako faceta od macek, plugawych rytuałów, bluźnierczych inkantacji i rzeczy tak strasznych, że aż nie da się ich wyrazić, ale jako pisarza wyrażającego w swoich tekstach spójną, konsekwentną myśl, która wpasowuje się doskonale w tematykę tego forum.

W rozmowie o Beksińskim padł argument, skądinąd zasadny, że Beksiński w swoich pracach „fantastycznych” malował wciąż to samo i przy pomocy identycznych środków. Podobny zarzut można poniekąd odnieść do HPLa i to nakazuje mi zastanowić się, czy w wypadku jednego, jak i drugiego, obsesyjne drążenie jednego, głównego tematu w formie uznawanej przez „główny nurt” za „niską”, nie wcisnęło obydwu twórców w getto odbiorców którzy w znacznej części – paradoksalnie - nie docierają do tychże obsesyjnych znaczeń, koncentrując uwagę bardziej na akcesoriach, niż na treści.

Bo nie da się ukryć, że zbiór długowłosych chłopców i egzaltowanych dziewcząt zachwycających się Beksińskim w dużej części pokrywa się ze zbiorem chłopców i dziewcząt doświadczających dreszczy zgrozy nad Lovecraftem.

Tyle, że tak, jak Beksiński to jednak coś więcej niż „mroczny kicz”, tak i Lovecraft to coś więcej niż mackowaty Cthulhu powtarzany na tysiącach czerstwych memów i używany jako akcesorium w głupawych tekstach.

Być może Lovecraft sam zapracował sobie na opinię pisarza „dla dorastającej młodzieży”, tego traktowanego protekcjonalnie fantasty, od czasu do czasu nazywanego przez niektórych wyrobionych czytelników grafomanem; faktem jest, że nie wszystkie jego utwory trzymają równy poziom.

Nie będę kreował się na wielkiego wielbiciela prozy Lovecrafta, natomiast będę bronił do upadłego twierdzenia, że co najmniej kilka tekstów Lovecrafta jest genialnych nie tylko jako utwory grozy, ale jako teksty literackie w ogóle.

I będę też bronił twierdzenia, że rzesza ludzi ustawiająca sobie tapety z Cthulhu na pulpicie ma w sumie niewielkie pojęcie o tym, o czym w gruncie rzeczy Lovecraft pisał, co czyni obecnie Lovecrafta pisarzem lubianym, ale niekoniecznie rozumianym.

Wiec, proszę: o czym pisał Lovecraft? Które jego prace uważacie za najlepsze, a o których lepiej zapomnieć? Którzy interpretatorzy Lovecrafta mówią z sensem, a którzy nadinterpretują?
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: seahorse » 13 lut 2015, 22:20

O współcześnie żywym odkrywaniu filozoficznego potencjału w twórczości Lovecrafta świadczy chociażby to, że w filozofii narodził się zupełnie niedawno (jak na standardy filozofii rzecz jasna) kierunek, zwany najczęściej spekulatywnym realizmem, którego Lovecraft stał się w zasadzie swego rodzaju literackim patronem. Mam tu na myśli takich filozofów, jak Quentin Meillassoux, Ray Brassier, Graham Harman, Iain Hamilton Grant, Alberto Toscano, Eugene Thacker, czy Ben Woodard. Wszystkich ich w ten czy inny sposób charakteryzuje pewien antykantowski zwrot ku realizmowi metafizycznemu, polegający na próbie przywrócenia światu autonomicznej, obiektywnej i pierwotnej względem człowieka pozycji, czyli na odwrocie od postrzegania struktur świata jako konstruktów ludzkiego umysłu. Jednocześnie przy tym zdecydowanie starają się oni uciec od błędu tradycyjnej metafizyki, interpretującej mimowolnie kategorie poznawcze ludzkiego umysłu jako fundamentalne kategorie bytu. Inaczej mówiąc, trochę przy tym upraszczając: nie jesteśmy wytwórcami sensu świata wedle naszego postrzegania i wartościowania (jakby chciała tego filozofia po Kancie), ale też ów niewytworzony przez nas sens nie jest skonstruowany zgodnie z naszym postrzeganiem i wartościowaniem (jakby chciała tego filozofia przed Kantem). Świat jest od nas całkowicie niezależny, niepojęcie od nas potężniejszy, zupełnie wobec nas obojętny i kierujący się własnymi, niezrozumiałymi dla nas regułami, które im bardziej odkrywamy, tym bardziej wydają nam się wypaczeniem naturalnego porządku rzeczy, a tak naprawdę są porządkiem rzeczy dogłębnie naturalnym. Brzmi znajomo? To oczywiście właśnie Lovecraft.

W tym miejscu chciałbym też zatem polecić książkę (choć może "polecić" to nie jest najlepsze słowo, bo jej nie czytałem - ale "przedstawić") Grahama Harmana Weird Realism: Lovecraft and Philosophy, która traktuje o powiązaniach literatury Lovecrafta z tą właśnie współczesną myślą filozoficzną.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: old weirdman » 14 lut 2015, 9:22

Cóż mogę dodać do tematu po kimś takim jak Seahorse któremu do pięt nie sięgam inteligencją i oczytaniem. Potraktujcie więc moją wypowiedź jako swego rodzaju kuriozum i dziwactwo starszego człowieka z niegroźną obsesją. "Kocham" Lovecrafta i całą Jego twórczość. Powód jest najprostszy z możliwych;kocham literaturę fantastyczną od dziecka,kiedy miałem dziesięć lat czytając jeden ze zbiorów s.f. natknąłem się na opowiadanie "Dagon". W życiu nie przypuszczałem,że można tak pisać;to przebudzenie bohatera w kompletnie nieznanym otoczeniu,jakieś dziwaczne podwodne miasto cyklopowych monolitów wypchnięte z dna oceanu przez trzęsienie ziemi,ta atmosfera dziwności wokół,ołtarz przy którym pojawia się ogromny Dagon,bohater nie dowierzający oczom,zdrowym zmysłom,jego utrata kontaktu z rzeczywistością,paranoiczny strach w dalszym życiu,już po uratowaniu i końcowa scena;ten pamiętny okrzyk:"Okno...okno!" Nie muszę dodawać jak to opowiadanie wpłynęło na dziesięciolatka,dodam w czasach głębokiej komuny gdzie literatura grozy nie była tak "oswojona" i wszechobecna jak dziś. Później radość kiedy dopadłem w bibliotece słynny zbiór "Zew Cthulhu". Nie muszę chyba dodawać,że kiedy większość moich kolegów grała w "nogę" ja wybudowałem ołtarz Cthulhu w "sekretnym miejscu". Przechodząc do finału;nikt nigdy nie wywarł na mnie takiego wpływu jak Lovecraft. Cała moja literacka estetyka opiera się na "stylu Lovecrafta";coś w literaturze podoba mi się bo jest dość "Lovecraftowe" lub bliskie stylowi Lovecrafta. Czyli na pytania Daed Clowna odpowiem oczywiście,że wszystkie teksty Lovecrafta mi się podobają ale rozumiem,że to postawa praktycznie nie do przyjęcia przez większość i wcale mi to nie przeszkadza. Odbieram literaturę bardziej Sercem niż Rozumem. Nie mógłbym kogoś przekonać do czytania Lovecrafta bo mój stan przypomina bardziej "miłość" do stylu Lovecrafta. Tak jak nie ma sensu tłumaczenie komuś dlaczego podoba Ci się właśnie ta kobieta a nie inna,tak dla mnie nie ma sensu tłumaczenie komuś dlaczego jestem bezkrytyczny wobec Lovecrafta. Te chwile zauroczenia z dzieciństwa pozostaną we mnie już na zawsze. Kocham opowiadania Lovecrafta,nawet ze świadomością,że mało kto patrzy na literaturę aż tak emocjonalnie jak ja. Zresztą twórczość Ligottiego czy Wojtka Guni jest dla mnie również bardzo Lovecraftowa i-poniekąd-tak tu trafiłem. Tak,że z pełną świadomością dziwaczności mych słów;u Lovecrafta wszystko mi się podoba. A zwłaszcza Jego niepowtarzalny styl. A na pytanie o czym pisał Lovecraft to myślę,że praktycznie o... wszystkim,a zwłaszcza o swoich lękach,obawach,fascynacjach zaś konwencja jaką przyjął to suma fascynacji czarnym romantyzmem (Poe,Hawthorne),fantasy (Dunsany). Do tego doszła miłość do astronomii i silne poczucie naszej nieistotności w dziejach wszechświata.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
nihil reich
Optymista
Posty: 41
Rejestracja: 07 lut 2015, 21:23

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: nihil reich » 14 lut 2015, 11:54

Jakiś czas temu natknąłem się na taki tekst o Lovecrafcie:
http://nowe-peryferie.pl/index.php/2014 ... lovecraft/

Wydaje mi się, że autor popełnił kilka istotnych, wręcz niedorzecznych błędów, jednak tekst został napisany przez doktora filozofii i jestem ciekaw, jak nasi forumowi myśliciele by się do niego odnieśli.
They give birth astride of a grave, the light gleams an instant, then it's night once more.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: seahorse » 14 lut 2015, 12:38

Błędy widzę przede wszystkim dwa.

Po pierwsze, dobro i zło nie są zjawiskami symetrycznymi. Jeśli istoty, którym pewne rzeczy nie są obojętne funkcjonują w świecie, któremu wszystko jest obojętne, to ten świat nie jest neutralny etycznie - jest po prostu zły (więcej na ten temat rozwlekałem się choćby w wątku Pesymizm czy pesymizmy?). Wydaje mi się, że intuicja Lovecrafta jest podobna - z jednej strony, w swoich esejach, deklaruje się faktycznie jako materialista uznający, że świat jest wobec nas skrajnie obojętny, a z drugiej, w swoich opowiadaniach, estetyzuje tę obojętność w postaci bezbożnych, bluźnierczych i plugawych zgróz pradawnego zła itp., czyli silnie nacechowuje ją negatywnie. Zatem ta nieprzyjazność wszechświata wobec nas nie jest równoważna temu, że jesteśmy jakoś przez wszechświat wyróżnieni na tyle, żeby skupiał on na nas swoją wrogą uwagę. Ta nieprzyjazność nie jest wrogością, jest po prostu brakiem przyjazności. To przeświadczenie nie ma nic wspólnego z "poczuciem bycia kosmicznym pępkiem świata", wprost przeciwnie.

Po drugie, autor wyciąga z faktu "czystej przygodności" świata wnioski o naturze politycznej, co jest oczywiście zwyczajnie kuriozalne, choć charakterystyczne dla różnych stron "konfliktu ideologiczno-politycznego naszych czasów". Jeśli weźmiemy pod uwagę stanowiska polityczne przyjmujące ową przygodność, to mamy z jednej strony lewicowych postępowców, którzy wyciągają z niej wniosek, że "jedynym sensownym wyborem pozostaje solidarność z tymi, których przypadek postawił w podobnej sytuacji" (bo skoro żaden porządek nikogo z nas nie wyróżnia, to wszyscy jesteśmy tacy sami), a z drugiej strony prawicowych liberałów, którzy wyciągają wniosek, że (parafrazując poprzez analogię autora) jedynym sensownym wyborem pozostaje wolność dla tych, których przypadek postawił w podobnej sytuacji (bo skoro żaden porządek nikomu z nas nic nie narzuca, to wszyscy mamy wybór). Oczywiście w obu przypadkach mamy wniosek silnie nacechowany aksjologicznie, którego nie sposób uzasadnić jako jedyny sensowny w obliczu braku jakiejkolwiek naturalnej aksjologii wbudowanej w świat. Ani solidarność, ani wolność z tego braku nie wynikają. Co oczywiście nie przeszkadza obu stronom mieć przeświadczenia, że ich poglądy mają solidne, racjonalne podstawy niedające się odrzucić, a ich adwersarze są zatem niespełna rozumu. I raczej to ten brak skromności i pokory w poglądach jest tym, co generuje polityczny konflikt, a nie ich treść. Przy czym taka oczywiście jest istota polityka i tego się nie zmieni. Ale zawsze można na to z boku popatrzeć i pokiwać z politowaniem głową.

Zuy_pan
Posty: 18
Rejestracja: 08 lut 2015, 3:30

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: Zuy_pan » 14 lut 2015, 12:51

tak u samotnika z Providence wszechświat jest również jakąś quasi-osobą, która ma chcieć nas zniszczyć. Wektor jest odwrotny, ale infantylne przekonanie, że kosmos ma do nas jakiś personalny stosunek, pozostaje nienaruszone.


Ja nie wiem czy ten człowiek czytał tego samego autora co ja... istoty z kosmosu, które owszem są dosyć złowrogie (no, ale patrząc na ludzi to, gdyby przybyli na planetę pełną mniej rozwiniętych istot to też raczej mili i dobrzy by dla nich nie byli), ale w większości opowiadań mają tam jakieś swoje cele do osiągnięcia na ziemi i nawet nie są zawsze nastawione na mordowanie ludzi, zinterpretować jak pogląd, że "wszechświat chce nas zniszczyć" to jest przecież tak grube kuriozum, że łapię się za głowę. Może on miał Lovecrafta w ręku ostatni raz w wieku 17 lat i mu się pomyliło z czymś innym. Ja czytając Lovecrafta miałem wrażenie, że wszechświat Lovecrafowski jest "bezlitosny" w sposób naturalny, czyli właśnie zupełnie bezosobowy, no owszem istoty z kosmosu mają świadomość (lub coś takiego), są jakąś wyższą formą życia i raczej mają za nic ludzkość, ale nie wiem jak można te istoty identyfikować z wszechświatem. Moim zdaniem koleś obala chochoła, którego postawił on sam, a nie Lovecraft, konfrontując go jeszcze, żeby było zabawniej, z poglądem jaki sam Lovecraft przedstawiał w swoich opowiadaniach.

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: Dead_Clown » 14 lut 2015, 13:15

Zarzucenie Lovecraftowi, że człowieka czyni "pępkiem wszechświata, na który ów wszechświat się uwziął" jest rzeczywiście dość kuriozalne. HPL dość często i bardzo wprost daje do zrozumienia, że nic się na ludzkość nie uwzięło - to po prostu ludzkość ewolucyjnym zbiegiem okoliczności zaplątała się w zły dla siebie czas i miejsce. (Jak żaby na autostradę:) Że wszystkie konstrukty poznawcze, jakie sobie względem świata ludzkość obmyśliła, że sposób, w jaki sobie ludzkość uporządkowała świat, nie mają żadnego odniesienia do tego świata. Świat jest ludziom nieprzychylny nie dlatego, że się jakieś mackowate stwory zbiesiły i postanowiły zrobić ludziom na złość, tylko dlatego, że człowiek wchodzi w świat z całym bagażem przekonań o naturze tego świata, które są kompletnie oderwane od realiów.

To jest dość podstawowe i trudno mi zrozumieć, dlaczego autor tego tekstu wysilił się taką przekłamującą interpretację. Chyba, że taki punkt wyjścia był mu potrzebny dla wyciągnięcia wniosków politycznych, ale to jest dość dyskwalifikująca postawa.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Sepulchrave
Posty: 18
Rejestracja: 09 lut 2015, 11:33

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: Sepulchrave » 14 lut 2015, 22:19

Odniosłem wrażenie, że autor dyskutowanego tekstu, poznał Lovecrafta jedynie poprzez pobieżną lekturę eseju Houellebecka. Deklarowany przez Lovecrafta materializm, nie zdominował bezwzględnie jego opowiadań i nie mam na myśli jedynie cyklu opowieści o sennych marzycielach, lecz także pewne zdumiewające w świetle najoczywistszej recepcji twórczości Lovecrafta zdania, poutykane w tak ikonicznych opowiadaniach, jak chociażby "W górach szaleństwa". Zresztą , cóż za niedorzeczny pomysł by tę literaturę wplątywać w jakieś doraźne, polityczno-społeczne konteksty. Ponownie mamy do czynienie z nieporozumieniem polegającym na próbie zrównania prawdy literackiej z tzw. rzeczywistością, konkretem sytuacji, prawdą psychologiczną itp. Fajnie skomentował to Fernando Pessoa, czy raczej Soares, gdy ubolewał, że nigdy nie będzie mu dane spotkać tak prawdziwych ludzi, jak bohaterowie "Klubu Pickwicka":).
Uwielbiam książki Lovecrafta, choć nie jest to miłość ślepa, przez co zapewne (w czym przyklasnąłby mi Hans Castrop)jest miłością głębszą. Nie było to jednak uczucie od pierwszego wejrzenia. Kiedy jako egzaltowany, długowłosy nastolatek, zaczytany w Cortazarze, Beckecie, Hessem, Witkacym i innych na których była podówczas moda, pierwszy raz zetknąłem się z tą prozą, odrzuciłem ją pogardliwie, jako infantylną grafomanię dla niewybrednych fanów Iron Maiden i gier komputerowych. Gdy po około 10 latach ponownie sięgnąłem do Lovecrafta, padłem na kolana. Najogólniej rzecz ujmując, przyczyny mego zachwytu były w 100% zbieżne z treścią przeczytanego później eseju"Przeciw światu, przeciw życiu". To co wcześniej znajdowałem jako monotonne powielanie pomysłów, odczytałem jako spójną, konsekwentną i odważną wizję artystyczną. Brak wiarygodnych psychologicznie bohaterów okazał się krokiem wzwyż, wobec supremacji humanistycznego, homo-centrycznego zapatrzenia w siebie, a powtarzalność fraz i nadmiar przymiotników, ze świadectwa grafomańskiej nieudolności, w moim odczuciu przeistoczyły się w rodzaj poetyckiej ewokacji wprawiającej czytelnika niemalże w trans, poprzez który treść całkowicie jednoczyła się z formą. Tu dodam, iż dopiero 2/3 lata temu poznałem kilkanaście swych ulubionych opowiadań w oryginale, czym wzmocniłem i potwierdziłem me doznania, lecz teraz mam pewien drobny kłopot z niesłychanie kunsztownym tłumaczeniem Pana Płazy, który przekładając opowiadania na nieporównanie piękniejszą polszczyznę niż jego poprzednicy, coś chyba przy okazji zatracił... Ale o tym może kiedy indziej. Szczerze też wyznam, iż sympatyzuję również z tym najbardziej powierzchownym, efekciarskim, "pozbawionym zrozumienia" odbiorem tzw. "dziedzictwa" Lovecrafta, a związane z nim gadżeciarstwo nie wadzi mi zupełnie. Może dlatego, że zazwyczaj nie odczuwam potrzeby podbijania mych fascynacji poprzez przydawanie im filozoficznej głębi i doszukiwanie się ogólnoludzkich (czy też nieludzkich:) prawd.
Przepraszam za rozwlekłość, lecz temat dla mnie dość ważny. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: Kreuzgang » 15 lut 2015, 13:07

Lovecrafta mam za pisarza który nadal nie doczekał się na świecie właściwego odbioru i uznania. Skoro za klasykę literatury pięknej uznano Verne, Tolkiena czy Stokera; autorów niejednokrotnie mniej przenikliwych w wizji. Nie zrozumcie mnie źle, ale proza Lovecrafta oprócz niewątpliwych walorów czysto literackich posiada swoistą filozoficzną wizję i przestrzeń interpretacyjną ( o czym zaczęto tu już dyskutować), co odróżnia go nie tylko od gromady pulpowych pisarzy grozy, ale i od niejednego klasyka literatury pięknej, który po prostu sprawnie pisał.

Marzyłyby mi się wydania w twardych okładkach w seriach klasyków literatury, wraz z krytycznymi opracowaniami jego twórczości. Klasyk grozy? Z pewnością. Klasyk literatury światowej? Również.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: H.P. Lovecraft

Postautor: Dead_Clown » 15 lut 2015, 13:35

Ciekawe, pierwszy raz czytałem Lovecrafta grubo po 20 roku życia, więc w czasie, w którym z HPL się wyrosło, albo wyrasta. Podchodziłem z całym bagażem uprzedzeń i opinii tych, którzy zarzucali mu grafomanię, więc w najlepszym wypadku nie powinno zrobić na mnie żadnego wrażenia, w najgorszym - bardzo negatywne.

A tymczasem będę z uporem powtarzał, że "Muzyka Ericha Zanna" czy "Kolor z przestworzy" to arcydzieła.

Nie wiem, może gdybym pierwszy raz zetknął się z HPL w wieku młodzieżowym, to wyrósłbym z niego i nie wracał, nie wnikał, mając go za wesoły relikt szczeniackich lat? Może - prowokacyjnie zapytam - z Lovecrafta się wyrasta, ale może trzeba też do niego dorosnąć?
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy


Wróć do „Sztuka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron