Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Sublimacje ciemności
old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 11 sie 2015, 21:56

Macie rację (zarówno Seahorse jak i Dead Clown);jeśli "zapomni" się o istnieniu pierwszego sezonu to faktycznie może to być świetny serial który po prostu nie wpisuje się absolutnie w tematykę forum-co oczywiście nie jest żadnym problemem ani wadą jego. Cały "problem" to pierwszy sezon który po prostu satysfakcjonował wszystkich na tym forum ze względu na poruszane wątki,tematy,konwencje,nawiązania a drugi sezon który jest-po prostu-świetnym,mrocznym,jakimś postmodernistycznym kryminałem (nie oglądałem więc te zalety może są na wyrost). Kluczem więc jest "zapomnienie/wykasowanie" faktu istnienia pierwszego sezonu. Tylko wtedy sami widzicie,że nawet nazwa tematu:Rusta Cohla filozofia pesymizmu-nie jest już adekwatny do pogadanek o drugim sezonie;-).
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kłapouchy
Optymista
Posty: 46
Rejestracja: 08 lut 2015, 18:31

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Kłapouchy » 11 sie 2015, 22:25

Oglądałem drugi sezon na bieżąco. Jak dla mnie to wyszła niezamierzona autoparodia. Główni bohaterowie zostali obdarzeni takim nagromadzeniem wszelkich życiowych nieszczęść i problemów z samymi sobą, że momentami po prostu się śmiałem z tego co widziałem, było to aż tak nierealistyczne, zamiast przejąć losem bohaterów. Podobnie pesymizm bijący z serialu w przypadku sezonu drugiego był zbyt nachalny, nie łączył się płynnie z rozwijającą się historią, jak w sezonie pierwszym. Mogę wyobrazić sobie tę samą historię z optymistami i bez smutnej pani śpiewającej absurdalnie fatalistyczne piosenki w meksykańskiej knajpce, tymczasem Rust Cohle i jego poglądy oraz nieuchwytne złowrogie coś wiszące nad światem w sezonie pierwszym to integralne elementy historii.
Ale zakończenie drugiego sezonu trochę wynagrodziło mi wcześniejsze narzekanie.
"– A ty jak się masz? – spytał Puchatek
– Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał."

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 11 sie 2015, 22:34

Czytałem Twoją opinię na blogu kilka dni temu Klapouchy o drugim sezonie i byłeś w niej jeszcze bardziej bezlitosny niż tu;na forum dlatego opinia Vulpesa tak mnie zdziwiła-choć on też chwalił tak naprawdę końcówkę serialu.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 119
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Vulpes Inculta » 12 sie 2015, 4:23

Może nie tyle co końcówkę, a drugą połowę. Gdybym miał lakonicznie skomentować każdy odcinek:

1 - Tu się wszystko zaczęło. Całkiem zręczny splot losów naszych bohaterów, easter eggi z Lyncha i pamiętna scena z "ojcem roku", ale nic to do S01E01.
2 - Wybitnie kontrowersyjny cliffhanger, zanim puścili trzeci to się człek cały tydzień zastanawiał, co to dalej będzie.
3 - Nie pamiętam, więc zakładam, że najsłabszy.
4 - Pierwsze katharsis i hołd dla Michaela Manna.
5 - Pamiętam tylko tyle, że Farrell zgolił wąsa, ale słowo skauta, to przez następny.
6 - Mój faworyt, wszystko płynęło idealnie. Krytyczne opinie to od ludzi bojących się "zabawy konwencją" (choć nie cierpię tej zbitki słów).
7 - Zaspoilerowali mi go całkowicie, a i tak się wczułem. Dobra rozgrzewka przed końcem, na IMDb najwyżej oceniany.
8 - I wreszcie sytuacja z początku się odwróciła - zakończenie klasą przerastające to z pierwszego o kilka rzędów wielkości.

Pozostaje nadzieja, że trzeci sezon będzie mieć równiejszą formę, bo co do tego, że Nic bez Ligottiego jeszcze potrafi dowalić to nie mam wątpliwości.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 sie 2015, 4:51

Kolego Vulpes,nikt nie twierdzi,że nie;to znaczy,że nie jest możliwe by film "dowalił" bez Ligottiego. Pytanie co ten film/serial robi na tym forum w temacie o pesymiźmie. No chyba,że udział Colina Farella jest wystarczającym powodem do odczucia "egzystencjalnego bezsensu". Są ludzie którzy widząc go poczują "jak straszne może być życie" i egzystencjalny niepokój gotowy-zresztą to najlepiej pokazał filmik zaprezentowany przez Seahorse.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 119
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Vulpes Inculta » 12 sie 2015, 4:57

Nie musimy być przecież monotematyczni, choć może to akurat bardziej by to pasowało do "twórczości radosnej" niż "sublimacji ciemności".
Nie samym pesymizmem człowiek żyje
Bo sobie nie pożyje...

//E: nie doczytałem "w temacie" i napisałem właściwie to samo co kolega old weirdman chciał przekazać. Mniejsza o to, od wczoraj nie spałem. :)

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 sie 2015, 5:10

Myślę,że rodzina Alicji Bachledy-Curuś odczuwa silny pesymizm na sam dźwięk słowa Colin. Co do Twojego ostatniego zdania (bo sobie nie pożyje) nie zgodzę się-uważam,że pesymizm ma silne właściwości terapeutyczne i,że to forum powstało z zainteresowania właśnie tym tematem-zresztą sam o tym wiesz-ale nie chcę też stworzyć wrażenie,że zamierzam "walczyć" z drugim sezonem Detektywa-jest mi obojętny. I wiem,że temat musiał w związku z tym być odświeżony-i stało by się tak prędzej czy później-i wiem,że jeśli będzie trzeci sezon tak będzie ponownie;zbyt ważny jest ten serial dla nas wszystkich.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: seahorse » 22 wrz 2015, 23:04

W końcu obejrzałem drugi sezon i ogólnie bardzo krytyczne opinie uważam za mocno przesadzone. Czy pesymiści znajdą w nim coś dla siebie? Z pewnością nie ma tu już pesymizmu w stylu ligottiańskim, ale w zamian pojawia się nie najgorszy pesymizm noirowy.

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Kreuzgang » 03 lut 2016, 16:43

Doszedłem do wniosku ( oczywiście w kwestii pierwszego sezonu, bo drugi uważam za zbędne nieporozumienie), że motyw Króla w żółci jest co najmniej niedopasowany do atmosfery serialu. Kto czytał tomik opowiadań Chambersa ten wie, że każde z opowiadań z tego cyklu charakteryzuje się odmienną tematyką i klimatem, łączy je tylko tytułowa jednoaktówka, będąca motorem koszmarnych zdarzeń.

Tym niemniej Król w Żółci niewiele ma wspólnego z atmosferą bagiennej, gnijącej, przepełnionej prymitywnymi instynktami i mrocznymi sekretami Luizjany. Król w Żółci to chybione nawiązanie, dużo lepszym byłby "Great God Pan" Machena. True Detective od samego początku budził moje skojarzenia z atmosferą Wielkiego Boga Pana. Kto czytał opowiadanie ten wie, że koncentruje się ono wokół przyrody wraz z ukrytym w niej złem, rytualnej pogańskiej seksualności rozgrywającej się pod płaszczykiem konserwatywnego wiktoriańskiego społeczeństwa, samobójstw oraz grzechów przeszłości wydających plon po latach.

Wielki Bóg Pan pasowałby idealnie na wielu poziomach. Ogromna szkoda, że z niego nie skorzystano.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Dead_Clown » 11 lut 2016, 22:28

To jest ciekawe spostrzeżenie. Natomiast pomyślałem, że - pozostając przy Chambersie - o wiele lepszym nawiązaniem byłoby odwołanie się wprost do konstrukcji opowiadań Chambersa, czyli uczynienie osią intrygi tekstu o Królu w Żółci, zamiast postaci jako takiej.

Z drugiej strony same opowiadania Chambersa, w których wspomniany jest Król, są także bardzo zróżnicowane pod względem tematów, atmosfery, realiów itd. Czasami odnoszę nawet wrażenie, że wątek dramatu został do tych bardzo odmiennych tekstów dodany tylko po to, żeby nadać im jakiś wspólny mianownik, bo poza nielicznymi odniesieniami samych opowiadań nic nie łączy. Jakakolwiek nienapisana opowieść Chambersa mogła rozgrywać się właśnie w dusznych, bagiennych obszarach, w których tętni ukryte zło i zepsucie.

Swoją droga, nadrobiłem sobie sezon 2.

Opinie, że to zupełnie daremne uznaję za przesadzone. Natomiast różnica między sezonem 1 a 2 jest taka, jak miedzy wybuchem bomby termojądrowej a petardą rzuconą znienacka pod nogi. Bo niby miało być wszystkiego - według klasycznej zasady - dwa razy więcej, i może niby jest, tylko że zabrakło tego, co czyniło z sezonu 1 serial wyjątkowy.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy


Wróć do „Sztuka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron