Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Sublimacje ciemności
narcissus
Posty: 1
Rejestracja: 11 lut 2015, 23:01

Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: narcissus » 12 lut 2015, 0:49

Zaczynam pobyt na forum trochę z grubej rury, zakładając od razu wątek, ale nie mogłam się powstrzymać ;) Mam nadzieję, że dział wybrałam odpowiedni - nie chciałam mieszać czegoś luźniejszego, swego rodzaju "filozofii dla mas" z popkultury z filozofią mądrych głów omawianą w dziale "Filozofia". Chociaż trzeba przyznać, że filozofia w True Detective też nie jest "filozofią dla ubogich", a sam twórca serialu wie o czym (przy pomocy symboliki i bohaterów) mówi.
Jeśli mam coś na początku powiedzieć o sobie, to posłużę się kwestią Rusta i powiem: " I'd consider myself a realist, alright? But in philosophical terms I'm what's called a pessimist..."
I tak to pojmuję - nie widzę świata w odcieniach szarości, noszę w sobie przekleństwo zbyt wyraźnego dostrzegania rzeczywistości ;)

Co do wątku głównego:
Skończyłam niedawno oglądać ww. serial i ciągle zastanawiam się nad tym, jak go ocenić.
Niewątpliwie Rust, postać wyjątkowa ze swoimi dziwacznymi, długimi, poetyckimi wręcz przemowami, stwarza wyjątkową dla serialu narrację. Matthew McConaughey, który wydawał się wcześniej plastikowym tworem Hollywood zszokował mnie aktorstwem niemal tak, jak równie plastikowa Kristen Dunst idealnie grająca kobietę pogrążoną w depresji w Melancholii von Triera.
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej filozofia Cohle'a, filozofia pesymizmu przemawia do mnie, pozwala ubrać w słowa to, co kłębi mi się w głowie. Jego przemyślenia wgniatają mnie w fotel i niszczą mi psychikę. Serial był bodźcem do przemyśleń - nowych, ale jakby znajomych, bo przecież nie od wczoraj mam taki światopogląd, jaki mam.

Są oczywiście strony poświęcone rozkminom Cohle'a, gdzie można znaleźć jego wypowiedzi, więc może nie będę przytaczać tu wszystkich. Ja ostatnio nie mogę (przy okazji siedzenia nad ewolucjonizmem) pozbyć się z głowy przemyśleń dotyczących tego:
I think human consciousness is a tragic misstep in evolution. We became too self-aware. Nature created an aspect of nature separate from itself - we are creatures that should not exist by natural law... We are things that labor under the illusion of having a self, that accretion of sensory experience and feelings, programmed with total assurance that we are each somebody, when in fact everbody's nobody... I think the honorable thing for our species to do is to deny our programming. Stop reproducing, walk hand in hand into extinction - one last midnight, brothers and sisters opting out of a raw deal.

Inteligentne zwierzęta - zbyt inteligentne, żeby żyć, jak zwierzęta; zbyt głupie, żeby nie ulec autodestrukcji ;)

EDIT: Dodam jeszcze, że jedną z ciekawszych według mnie filozoficznych koncepcji Rusta, jest przedstawienie ludzi jako marionetek, które łudzą się posiadaniem osobowości.
Ludzie nie zdają sobie czasem sprawy, jak bardzo kształtuje ich otoczenie (polecam grecki film Kieł, tak przy okazji, w temacie). Czy my, "goli my", to tylko zwierzęcy instynkt, nasza osobowość to tylko pewne skłonności, formowane potem przez ludzi i otoczenie? To by oznaczało, że nigdy nie dowiemy się "jacy jesteśmy naprawdę", bo nas na dobrą sprawę... nie ma. Nie istniejemy bez środowiska i bez ludzi, nawet złamanie wszelkich konwenansów i zasad rządzących daną społecznością nie sprawa, że "odnajdujemy siebie".

Wpływ jakich filozofów widzicie w filozofii Cohle'a?
Co sądzicie o serialu, o zakończeniu (w kontekście np. światopoglądu Rusta), które niektórych rozczarowuje?

Obrazek

Awatar użytkownika
Ammon
Administrator
Posty: 99
Rejestracja: 29 sty 2015, 15:55

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Ammon » 12 lut 2015, 1:33

Serial fajny, mocno się jarałem każdym nowym odcinkiem. Teraz do sedna.

Kilka miesięcy temu w sieci toczyła się dyskusja o "plagiacie", którego miał się jakoby dopuścić Nic Pizzolatto (scenarzysta). Chodzi oczywiście o niektóre wypowiedzi Rusta, które są żywcem wyjęte z The Conspiracy against the Human Race Ligottiego (więcej tutaj: http://lovecraftzine.com/2014/08/04/did ... nd-others/). Zarzut jest jednak tak idiotyczny, że nie ma chyba sensu o nim dyskutować. Równie dobrze można zarzucić, że serial to parafraza niektórych myśli Schopenhauera, Benatara, Ciorana, Metzingera itd.

Końcówka mnie raczej nie rozczarowała, może była tylko trochę zbyt przewidywalna. Serial dobrze oddaje jeden z poruszanych na tym forum wątków - moralnych implikacji pesymizmu. Rust był postacią mocno zaangażowaną etycznie, próbującą czynnie minimalizować zło zastane w świecie. Nie uważam, żeby finał serialu był wynikiem jakiejś niezrozumiałej transformacji głównego bohatera. Mówiąc inaczej, Rust nie stał się optymistom, jego poglądy mogły się nie zmienić, ale zintensyfikowało się jego przekonanie o konieczności krucjaty przeciw porządkowi świata.
Istnieją na ziemi rzeczywiście bardzo piękne widoki; ale ze sztafażem wszędzie jest kiepsko, dlatego nie należy się przy nich zatrzymywać.

Schopenhauer

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 lut 2015, 7:48

Z całym szacunkiem dla wypowiedzi poprzednika...mnie końcówka ostatniego odcinka;te ostatnie wypowiedzi Rusta,pełne uniesienia prawie religijnego bardzo zdziwiły. Oczywiście nie krytykuję go;bardzo dużo przeszedł,ledwie wrócił do życia jednak jego końcowa wypowiedź sugeruje...życie nadprzyrodzone,myślę,że żaden pesymista(którym nie jestem) ani nihilista (tutaj mi po drodze)nie zgodzi się z nim. To odczucie o którym opowiada Rust;o tym kontakcie ze zmarłą córką,o uczuciu jej bliskości,jej miłości,o odczuciu bliskości ojca;to wszystko uważam za albo pogrążanie się Rusta w szaleństwie albo objaw szoku pourazowego,ewentualnie efekt snów kiedy był nieprzytomny przez dłuższy czas. Nihilizm nigdy nie bierze się znikąd,trzeba na niego zapracować;miałem kiedyś wypadek samochodowy,byłem dość długo nieprzytomny,nie doświadczyłem niczego. Bliska znajoma z poważną wadą serca-u mnie w Gdyni był to dość znany przypadek-w skutek zawału serca bardzo długo przebywała w stanie śmierci klinicznej,nie pamiętam już ile ale był to ewenement w skali kraju;nie było "tam" nic-tak opowiadała-tylko "cień... i ciemność". Przepraszam,że trochę odbiegam od tematu;mnie końcówka serialu-ta końcowa opowieść Rusta zdziwiła,tak,że pytałem siebie po co on to mówi? Zresztą przez cały serial uważałem,że Rust zbyt dużo mówi;jako skrajny nihilista nigdy publicznie nie obnoszę się z moimi poglądami. Zresztą uważam,że Rust byłby skuteczniejszym gliną-mówię o kontaktach z współpracownikami-gdyby nie zdradził przed nimi swojej filozofii,swych przekonań;wierzcie,tak zawsze jest lepiej. Nikt nigdy nie zrozumie nihilisty jeśli jemu te poglądy nie wydadzą się bliskie;Rust sporo stracił w oczach choćby Martyego mówiąc mu to co w pierwszym odcinku podczas rozmowy w samochodzie. Oczywiście można powiedzieć,że inaczej poglądy Rusta pozostały by widzowi nieznane dlatego myślę,że tu "wewnętrzne monologi" bohatera załatwiły by sprawę;a tak Rust od początku skazał się na ostracyzm.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Kreuzgang » 12 lut 2015, 11:31

narcissus pisze:Wpływ jakich filozofów widzicie w filozofii Cohle'a?
Co sądzicie o serialu, o zakończeniu (w kontekście np. światopoglądu Rusta), które niektórych rozczarowuje?


Światopogląd Cohle'a jest kompilacją różnych nurtów myśli pesymistycznej. Są tacy którzy twierdzą, że Cohle mówi Ligottim, nie zapominajmy jednak, że poglądy Ligottiego również nie wzięły się znikąd, jak już zauważył Ammon.

Filozofowie/naukowcy i poglądy którymi mówi Cohle ( zauważone przeze mnie):

- Zapffe: antynatalizm, tragizm samoświadomości, mechanizmy opanowania trwogi, motyw ostatniego mesjasza.
- Greenberg/Solomon/Pyszczynski: Teoria opanowania trwogi (?)
- Schopenhauer: woluntaryzm (pewnie jest znacznie więcej, ale póki co mało znam Szopcia).
- Nietzsche: Teoria Wiecznego Powrotu(?)
- Edward Witten - M theory (?)
- Ligotti: motyw marionetki, ciemności, iluzji osobowości (pewnie sporo więcej, ale nie znam jeszcze dostatecznie Ligottiego).
- Dawkins: religia jako wirus umysłu ( z eseju Wirusy Umysłu).


narcissus pisze:Co sądzicie o serialu, o zakończeniu (w kontekście np. światopoglądu Rusta), które niektórych rozczarowuje?


Mnie bardziej rozczarowało rozwiązanie intrygi, niżeli postawa Rusta. Spodziewałem się odsłonięcia jakiegoś epickiego spisku w który zaplątane byłyby główne postacie z serialu, tudzież więcej osób na wysokich stanowiskach. Tymczasem dostaliśmy wytropienie jednego mordercy...i koniec. Kameralność zakończenia nie przystaje do atmosfery całości.

Co do finałowej postawy Rusta...to jestem jednym z nielicznych, którego niespecjalnie razi. Wszak cała podróż jaką z nim odbyliśmy była wędrówką ku uporaniu się z dotychczasowym życiem. I utratą córki - kluczowym elementem który zaważył na jego światopoglądzie. Okultystyczni mordercy stanowią uosobienie porządku świata z którym zmagają się główni bohaterowie. Więc pokonanie jednego z nich jest niejako przerwaniem spirali po której kręcą się bohaterowie. Marty ma szansę odzyskać rodzinę, a Rust wypowiada wreszcie na głos co utracił. I oto jako drobna zapłata za wszystkie te trudy, na niebiosach zapalają się gwiazdki nadziei.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: seahorse » 12 lut 2015, 11:36

old weirdman pisze:Zresztą przez cały serial uważałem,że Rust zbyt dużo mówi

To jest jednak raczej po prostu taka licentia poetica. Solilokwium bardzo dobrze się sprawdziło w House of Cards, bo takie szekspirowskie intrygi, wtajemniczanie widza w knowania i sarkastyczne komentarze dobrze się w tę formułę wpasowują. Nie wydaje mi się, żeby jednak takie spontaniczne oddalenia postaci od sceny dobrze mogły służyć utrzymaniu spójnej atmosfery ponurego realizmu fabuły. W każdym razie chyba jedyne momenty serialu, w których Rust robi swoje wykłady to rozmowy z Martym i przesłuchanie przez Papania i Gilbough. A pierwsza rozmowa z Martym, której fragment zacytowała narcissus, została sprowokowana przez Marty'ego i pierwszą reakcją Rusta była odpowiedź, że ludzie nie powinni o takich rzeczach rozmawiać w pracy, więc niejako Marty to z niego wyciągnął.

Inna też jeszcze sprawa, że to nie jest tak naprawdę serial przede wszystkim o nihilizmie i pesymizmie, tylko również - tradycyjny motyw amerykański - o historii cementowania się trudnej, męskiej przyjaźni. I tak sobie akurat scenarzysta wymyślił, że jeden z bohaterów będzie zgorzkniałym nihilistą, a drugi deklarującym tradycyjne wartości hipokrytą. I zderzenie ich punktów widzenia ze sobą jest kluczowe, a to musi się odbywać poprzez dialog i konflikt. Kluczowa dla historii jest też przemiana postaci - odrzucenie pychy u Marty'ego, a u Rusta wyzwolenie ze zgorzknienia. Marty dojrzewa do tego powoli, pokutując latami swoje zdrady i zaniedbania, natomiast u Rusta przemiana jest gwałtowna i nagła, wręcz oświeceniowa, a jej świadectwem jest owa kontrowersyjna scena końcowa.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 lut 2015, 12:39

Seahorse;z małym bólem serca przyznaję Ci rację:gdybym nie miał takiego światopoglądu jaki mam uznał bym to zakończenie za idealne. Jednak mimo wszystko dziwi mnie,że tak często czytam opinie osób rozczarowanych końcową mową Rusta;podświadomie większość oczekiwała czegoś innego; jakiegoś mrocznego oświecenia,poczucia beznadziei,bezsensu stoczonej walki,niemożności definitywnego pokonania zła;zła które nawet nie może zostać nazwane,zdefiniowane,ogarnięte rozumem. Jednak tego scenarzysta prawdopodobnie nie mógł przewidzieć. A być może końcówka (praktycznie happy end) to wymóg producentów? Ale przepraszam,tak to tłumaczę bo tak mi pewnie wygodnie. Z pewnością Rust jest facetem którego chętnie bym zaprosił na piwo (zwłaszcza,że nie piję).
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: seahorse » 12 lut 2015, 13:12

Jeśli chodzi o końcówkę, to można się również pokusić o inną, nieco przewrotną interpretację. Wedle niej ten koniec jest swego rodzaju zwieńczeniem pesymizmu. Co może bowiem bardziej dobić człowieka, który wierzy w to, że nie ma nic do wierzenia, niż odebranie mu również podstawy dla tej wiary w niewiarę? Nihilista, nie mając w niczym oparcia, ma choćby oparcie w tym przekonaniu o jego braku - w twardym, solidnym braku nadziei. A tutaj jakiś złośliwy chochlik podsuwa mu dziwne omamy łudzące wizjami, które budzą stare, zagrzebane pragnienia, marzenia, ideały i urojenia. Jeśli nihilista nie przestanie być przez to nihilistą, bo nie da się złapać na tyle, żeby rozbudzić w sobie żywą nadzieję, to tylko zostanie mu odebrany ostatni pewnik, psychiczna ostoja w otchłani, w jej przeraźliwie cichym i ciemnym (ale jednak zawsze jakimś) spokoju - a w zamian nie dostanie nic, i zostanie z niczym. To tak, jakby Sokratesowi deklarującemu "Wiem, że nic nie wiem", powiedzieć: "O, nie, nie! Tego też nie wiesz." Aczkolwiek nie sądzę, żeby to było zamierzona przez twórców interpretacja.

(Przenoszę wątek do działu Sztuka. Myślę, że jak najbardziej mieści się w "korpusowej" tematyce forum.)

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 lut 2015, 13:28

Nie mam za dużo do dodania poza tym,że bardzo mi się Twoja interpretacja podoba. Tak,to ma sens. Tak to widzę i tak przyjmuję;jako totalny,ostateczny koniec i upadek Rusta. Gdzie nawet traci swój nihilizm. Dobre.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: Kreuzgang » 12 lut 2015, 17:20

old weirdman pisze:większość oczekiwała czegoś innego; jakiegoś mrocznego oświecenia,poczucia beznadziei,bezsensu stoczonej walki,niemożności definitywnego pokonania zła;zła które nawet nie może zostać nazwane,zdefiniowane,ogarnięte rozumem.


Tyle że to od samego początku była opowieść o odkupieniu. Rozciągnięta na lata, dzięki czemu jesteśmy świadkami stopniowego przeistoczenia bohaterów. Pod koniec podróży każdy z nich ma wystarczająco dużo siły i wglądu by przyznać się do czegoś przed samym sobą. Każdy też wybucha płaczem. Powinno skończyć się jeszcze mroczniej? Ależ oni są na dnie w momencie gdy zaczyna się współczesna część historii. Jedynym co trzyma ich na powierzchni i daje jakąś szansę jest możliwość skończenia śledztwa. Powrót do pracy w której byli dobrzy i coś znaczyli, choćby wszystko wokół mieli spieprzone.

Przypominają w tym trochę antybohaterów filmów Jean Pierre Melvilla, którzy żyją tylko po to, by wykonywać swoją fuchę - obojętnie jak brudną - bez której tracą rację bytu.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Rust Cohle - Philosophy Of Pessimism (True Detective)

Postautor: old weirdman » 12 lut 2015, 17:47

Masz rację. Z pewnością odzywa się u mnie-kolejny raz-mój subiektywny odbiór z pozycji wielbiciela weird fiction. Jednak masz rację;to nie jest pesymistyczne weird fiction(a przynajmniej nie tylko weird fiction) gdzie bohater ginie lub przynajmniej traci zmysły. Jednak czemu tak często spotykam opinię, że końcowa scena rozczarowuje? Myślę,że tu chodzi o to,że widzowie-po prostu-spodziewali się na koniec serialu jakiejś eksplozji horroru,jakiegoś ukazania-efektywnego-potęgi zła,nie spodziewali się raczej płaczu głównego bohatera którego-jak myśleli-nic nie ruszy.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".


Wróć do „Sztuka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 3 gości

cron