Pesymizm jako implikacja nauki

Myśl, która zniszczy twoje życie
Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Patrycjusz » 02 sty 2016, 15:08

Chciałbym rozpocząć temat rzucający na pesymizm inne światło niż tylko subiektywny światopogląd.

Zacząć trzeba od tego, że pesymizm (zarówno jak nihilizm, ale skupmy się na tym pierwszym) jest... nienaturalny. Jest przeciwny człowiekowi. Zaburza jego codzienne funkcjonowanie i zostawia z pytaniem "Co teraz?". (Ligotti: "Odpowiedź: teraz popadasz w szaleństwo"). Tak naprawdę nie da się żyć dalej przyjmując światopogląd pesymistyczny. Słynne "skoro uważasz, że jest tak jak mówisz, to czemu się jeszcze nie zabiłeś?" jest logicznie prawidłowe. Naturalna chęć dalszego istnienia i mała iskierka nadziei podtrzyma byt, chociaż nie u wszystkich (Mainländer, Snerg).

Do czego zmierzam - intelekt, wiedza, nauka to przeciwnicy życia i jego naturalnego funkcjonowania. Można złorzeczyć na większość ludzkości wytykając im ciemnotę, samooszustwa opierające się na wierze (optymizm, religia) i niechęć do przyjęcia do wiadomości podstawowych prawd - ale czy to na pewno jest aż takie dziwne? Nauka robi z człowieka rzecz, przedmiot działający tak, jak mu przykazane (biologia, fizyka, chemia). Nikt nie jest w stanie tak funkcjonować. Nikt nie jest w stanie patrzeć na świat poprzez pryzmat nauki przez dłuższy czas, bo naturalnym tego skutkiem byłaby depresja. Ziemia krąży dookoła Słońca - ale czy ktokolwiek patrzy na to z tej perspektywy? Możemy wiedzieć, że tak jest, ale na co dzień i tak mówimy i czujemy "Słońce zachodzi". Słońce nigdzie się nie wybiera. To tylko banalny przykład, ale tak jest ze wszystkim - pod tym względem króluje sztuka, napędzana emocjami, bez których dzieła są tylko takim a nie innym zestawem kolorów i dźwięków.

Absurdalnym dla mnie jest, że nadal tak wielką wagę przykłada się do nauki (nie wspominając o ogromie pieniędzy, która jest w tej materii wydawana). Im więcej wiemy, tym gorzej śpimy. Nauką zajmuje się mały procent ludzkości a reszta nawet jeśli zna niektóre łatwiejsze do zrozumienia prawdy (np. moje uczucia to wyładowania prądu), zapomina o nich zaraz po wykonaniu jakiejkolwiek naturalnej czynności zabarwionej emocją. Nauka to największy przeciwnik życia (paradoks, biorąc pod uwagę jak "ułatwia" nam codzienne funkcjonowanie) - tak samo jak pesymizm (ten już nic nie ułatwia).

Pytanie brzmi: czy zgadzacie się, że pesymizm to nic innego jak światopogląd oparty na niezaprzeczalnych, naukowych prawdach? Czy też jest kolejnym zespołem wierzeń niedających się udowodnić?

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Kreuzgang » 02 sty 2016, 16:17

Patrycjusz pisze:Pytanie brzmi: czy zgadzacie się, że pesymizm to nic innego jak światopogląd oparty na niezaprzeczalnych, naukowych prawdach? Czy też jest kolejnym zespołem wierzeń niedających się udowodnić?


Pesymizm to sposób ogólniejszej, subiektywnej interpretacji rzeczywistości. Moim zdaniem świat w swojej istocie jest tak naprawdę...nijaki. Odkrywane i opisywane przez naukę prawa rządzące wszechświatem są neutralne. To czy przyjmiemy je za dobre czy złe zależy od naszego położenia. I tak jest ze wszystkim.

Zupełnie jak w piosence The Cure "Where the birds always sing"

"The world is neither fair nor unfair
The ides is just a way for us to understand
But the world is neither fair nor unfair
So one survives
The others die
And you always want a reason why
But the world is neither just nor unjust
It’s just us trying to feel that there’s some sense in it
No, the world is neither just nor unjust"
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Patrycjusz » 02 sty 2016, 16:28

Czyli jednak nihilizm? Moje pytanie nie dotyczyło świata jako takiego, ale z perspektywy człowieka. A z tej perspektywy, obojętność świata nie jest szczególnie zachwycająca. Z perspektywy kosmologicznej nihilizm nie wzbudza żadnych negatywnych odczuć; ale już z perspektywy ludzkości nie mówiąc już o pojedynczej jednostce, świadomość własnej przypadkowości, przypadkowości zdarzeń, których doświadczamy, świadomość nieuchronnego końca istnienia i obojętność "tego czegoś" (natura/Bóg/inne określenia na to, co ponad nami) wobec nas sprawia raczej, że kąciki ust maszerują w dół. Dlatego napisałem "pesymizm". Chociaż może to tylko moje subiektywne odczucie, chociaż wątpię. Na pewno istnieją Ci, którzy znajdują w tej wiedzy masochistyczne upodobanie.

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Kreuzgang » 02 sty 2016, 16:36

Patrycjusz pisze:z perspektywy ludzkości nie mówiąc już o pojedynczej jednostce, świadomość własnej przypadkowości, przypadkowości zdarzeń, których doświadczamy, świadomość nieuchronnego końca istnienia i obojętność "tego czegoś" (natura/Bóg/inne określenia na to, co ponad nami) wobec nas sprawia raczej, że kąciki ust maszerują w dół.


Ale to też konsekwencja pewnych nakładek mentalnych, skutkujących rozczarowaniem. Jeśli kultura kładzie ci do głowy że jesteś wyjątkowy w pewien określony sposób - a stopniowo zaczynasz odkrywać, że nie tak rzeczy się mają - możesz przeżyć rozczarowanie i kąciki faktycznie pomaszerują w dół. Mnie ciekawa wydaje się buddyjska dewiza: "ani tak, ani nie, ani inaczej" którą odpowiadają na najtrudniejsze, paradoksalne pytania, wyślizgując się spomiędzy sprzeczności. Rzeczywistość jest na tyle ogromna, że nawet ujęcie jej w całości pod szyldem nihilizmu, pesymizmu, optymizmu, etc. zawsze będzie tylko pewną formą uporządkowania jej w naszych umysłach, pomniejszenia jej dla naszych potrzeb, żeby potrafiła się zmieścić.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Patrycjusz » 02 sty 2016, 17:13

Kreuzgang pisze:Ale to też konsekwencja pewnych nakładek mentalnych, skutkujących rozczarowaniem. Jeśli kultura kładzie ci do głowy że jesteś wyjątkowy w pewien określony sposób - a stopniowo zaczynasz odkrywać, że nie tak rzeczy się mają - możesz przeżyć rozczarowanie i kąciki faktycznie pomaszerują w dół.


Czytałem kilka prac, w których autorowie traktowali pesymizm jako reakcję na upadek chrześcijaństwa. Upadek wizji życia pozagrobowego w raju, czy choćby piekle, a co tam, oraz znaczenia poszczególnych naszych czynów prowadzących to usadowienia tu czy tam - poskutkował coraz większym zagubieniem.

Ale chrześcijaństwo tak jak inne religie, pozostanie dla mnie odzwierciedleniem pragnień człowieka, w końcu to on sam stworzył systemy religijne i filozoficzne. Zagubienie i niewiedza na temat tego, co ponad nami poskutkowały religią - upadek czegoś "nadczłowieczego" musiał pociągnąć za sobą nową wiarę, tym razem w samego człowieka i jego możliwości.

Możliwe, że wychowanie w innej kulturze, np. buddystycznej, zminimalizowałoby pragnienie wszelkiego porządku, ładu i sensu.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: seahorse » 02 sty 2016, 21:13

Patrycjusz pisze:Słynne "skoro uważasz, że jest tak jak mówisz, to czemu się jeszcze nie zabiłeś?" jest logicznie prawidłowe.

Nie powiedziałbym. Samobójstwo jest rozwiązaniem błędnym, o ile ma być rozwiązaniem własnego cierpienia (że przyjmę taką nomenklaturę: samocierpienia). A przynajmniej jest błędnym z perspektywy pesymizmu przyjmującego iluzoryczność tożsamości i trwałości ego. Samobójstwo jest zastopowaniem procesów fizjologicznych ciała, fundującego w unikalny sposób pewną tożsamość osobową. Jest tym samym zakończeniem procesu trwania i przemian pewnej ludzkiej osobowości. Niszczy zatem ciało i osobowość. Czy jednak niszczy samocierpienie? Ciało i osobowość są koniecznymi warunkami samocierpienia, ale czy zachodzi relacja pełnej tożsamości ciało/osobowość - samocierpienie? Czy moje samocierpienie kończy się wraz z końcem mojego ciała i ustaniem mojej osobowości? Czy moje samocierpienie trwa wraz z trwaniem mojego ciała i przemianami mojej osobowości? Wydaje się to raczej naiwne, a przynajmniej niczym niepodparte założenie wstępne ludzkiej psychiki, a przynajmniej tego, czym ona się staje w warunkach rozwoju naszej kultury, opartej o dualizm ciało-dusza. Czy nauka ma coś na ten temat do powiedzenia? Coś próbuje, ale chyba jeszcze za wcześnie na tak daleko posunięte wnioski. Neuronauki są jednak, pomimo gigantycznego zaawansowania technologicznego, w stadium alchemii.

Patrycjusz pisze:Absurdalnym dla mnie jest, że nadal tak wielką wagę przykłada się do nauki (nie wspominając o ogromie pieniędzy, która jest w tej materii wydawana). Im więcej wiemy, tym gorzej śpimy.

To raczej dość jednostronne spojrzenie na skutki postępu naukowego. Jednak, jeśli spojrzeć na rzecz z perspektywy pragmatyki cywilizacyjnej, to nauka napędza technologię, a technologia napędza wygodę życia. Przynajmniej tą wygodę rozumianą wedle kryteriów ustalonych przez europejską nowożytność. Co samo w sobie jest błędnym kołem, jeśli chcieć traktować to jako uzasadnienie, ale jednak nasza kultura jeszcze funkcjonuje w paradygmacie wyżej! szybciej! dalej! I wedle tego paradygmatu dokonuje się oceny działalności ludzkiej - przynajmniej tej zakrojonej na szerszą skalę. A nauka wypada wedle tego nader korzystnie. Prowadzi może do wiedzy, od której idzie oszaleć, ale mimo tego rzesze naukowców na całym świecie wciąż sprawnie funkcjonują poza zakładami psychiatrycznymi. Tylko jacyś pesymiści upierają się, że coś tu jest mocno nie tak. Reszta raczej wzrusza ramionami.

Patrycjusz pisze:Pytanie brzmi: czy zgadzacie się, że pesymizm to nic innego jak światopogląd oparty na niezaprzeczalnych, naukowych prawdach? Czy też jest kolejnym zespołem wierzeń niedających się udowodnić?

Światopoglądy zawierają w sobie systemy wartości i wizje metod życia. Nauka o nich nic natomiast nie mówi, więc każdy światopogląd zawiera w sobie komponent pozanaukowy, którego nie da się uzasadnić. Nauka może najwyżej rozsadzić jego spójność i argumentację/racjonalizację opartą o fakty. Jeśli pesymizm potraktujemy minimalistycznie jako przeświadczenie o tym, że świat jest zły, a żyć nie warto, to w zasadzie nie sposób, aby nauka to ani udowodniła, ani obaliła. Jeśli zaś popieramy to przeświadczenie jakimiś konkretnymi przekonaniami co do struktury rzeczywistości, to już można jakoś próbować się do nauki odnieść. Ale to już trzeba przyjąć pewne konkretne tezy, do których podzielania nie każdy pesymista jest - jako pesymista - zobowiązany.

Kreuzgang pisze:Moim zdaniem świat w swojej istocie jest tak naprawdę...nijaki. Odkrywane i opisywane przez naukę prawa rządzące wszechświatem są neutralne. To czy przyjmiemy je za dobre czy złe zależy od naszego położenia.

Można przyjąć ten neutralno-relatywistyczny punkt widzenia. Ale można też argumentować, że ta neutralność jest obiektywną negatywnością dla zaangażowanych istot żyjących w tym wszechświecie. W takim zresztą ujęciu szukałbym ewentualnej obiektywizacji pesymizmu (już się zresztą w którymś wątku na ten temat rozpisywałem).

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Pesymizm jako implikacja nauki

Postautor: Kreuzgang » 14 lip 2016, 20:13

"It’s crazy, but maybe we are just multicellular battlefields for two ancient forces: pathogens and the immune system," said lead researcher, Jonathan Kipnis. "Part of our personality may actually be dictated by the immune system."

http://www.sciencealert.com/freaky-new- ... -behaviour
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron