Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Myśl, która zniszczy twoje życie
Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: Kreuzgang » 16 paź 2015, 21:46

Wydaje mi się, że nie będę jedynym forumowiczem, który na swojej duchowej bądź intelektualnej drodze zetknął się z buddyzmem.

Ostatnio moją uwagę przykuwa kwestia negatywnych skutków medytacji i buddyjskiego wglądu. Im bardziej poznaję zagadnienie, tym bardziej skutki te ( a przyznam szczerze, że znam je tylko z teorii) jawią mi się nader ligottiańskimi. Bowiem u Thomasa wgląd w ostateczną naturę rzeczy niemal zawsze czyni człowieka emocjonalnie wydrążoną skorupą, pozbawioną złudzeń i iluzji ego. Bohater ligottiański po swoim przebudzeniu może i staje się skuteczny w działaniu i zaczyna odnosić sukcesy, jednak okupione jest to olbrzymim poczuciem straty i swoistym cierpieniem.

Co ciekawe, niektóre osoby praktykujące głęboką medytację przyznają, iż przynajmniej w jakimś stopniu przyczyniła się ona do ich wyalienowania i rozdarcia, zamiast napełnić wyłącznie pozytywnymi doznaniami. Moją uwagę przykuły poniższe cytaty, które od razu skojarzyły mi się z pisarstwem Ligottiego:

“Jestem rozdarta pomiędzy akceptacją a odrzuceniem Vipassany. Głęboko w środku czuję, że wgląd, jaki mi dała, jest prawdziwym wglądem w naturę rzeczywistości. Teraz, gdy to widzę, jak mogę wrócić do powierzchownej rzeczywistości? Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że powinnam być dla siebie dobra, ta ścieżka nie jest łatwa i może wiązać się z poświeceniem pewnych rzeczy, np mojej kariery.”

https://tennotes.wordpress.com/2014/11/ ... epresyjne/

"So one word are coming out of the mouth like who would be speaking them. When you move your arms and legs and walk it’s not really sure who decided that. When somebody ask you a question there’s almost a panic feeling because you don’t know who’s going to answer the question. There’s a sort of temporal disintegration"


http://www.buddhistgeeks.com/2011/09/bg ... t-project/

Może ktoś, kto zna biografię Ligota wypowie się czy miał on jakieś epizody medytacyjne, bo zbieżność pomiędzy autentycznymi negatywnymi doznaniami medytacyjnymi, a objawieniami występującymi na kartach jego opowiadań sprawia wrażenie nieprzypadkowej, a przynajmniej ja tak to odbieram.
I najważniejsze pytanie:

Co jeśli Ligotti ma rację i prawdziwy, głęboki wgląd w naturę rzeczywistości wcale nie napełnia buddyjskim spokojem i szczęściem, a pozostawia mentalnie wyniszczonym?
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: old weirdman » 17 paź 2015, 4:01

Pytania te nie są skierowane do mnie lecz do bardziej kompetentnych osób-ale może będę mógł odrobinę pomóc. Co do zbieżności między negatywnymi skutkami buddyjskiego wglądu a Ligottiańskim oświeceniem. Tak-to jest dokładnie to samo. Wiele stron buddyjskich nie przez przypadek publikuje fragmenty SPISKU zaraz obok fragmentów dzieł Ciorana czy Schopenhauera. Różnica jaka występuje w utworach Ligottiego (co ma oczywiście związek z Jego osobistym doświadczeniem) to tzw. spontaniczne oświecenie którego doznał Ligotti mając 17 lat-najważniejsze wydarzenie w Jego życiu poprzedzone ekstremalną sesją narkotyczną którą prawie przypłacił życiem. Wtedy też poznał wieczną zasadę (dokładnie to samo co mam aktualnie w podpisie;o czym pisał Grabiński w DEMONIE RUCHU i innych "kolejowych" opowiadaniach)-ruch dla samego ruchu,odwieczny pęd dla samego pędu: w skali całego wszechświata jak i pojedynczej komórki na ziemi-narodziny i śmierć gwiazd,galaktyk,ludzi,życia jako takiego-bez żadnego celu i sensu;raz wprawiony wielkim wybuchem w ruch mechanizm pracuje bez żadnego sensu i celu,albo sam ruch,pęd jest jedynym bezlitosnym celem. Takie spontaniczne oświecenia zdarzają się-pisze o tym również Snerg:w WEDŁUG ŁOTRA bohaterowi za sprawą mocy Zbawiciela. Co do alienacji za sprawą medytacji-to bardzo subiektywne odczucie i występujące w początkowym okresie medytacji. Kolego-tu nie musi chodzić o same doświadczenia medytacyjne;że to one bezpośrednio są tego przyczyną. Prosty przykład: jeśli byłbyś synem sportowca,matka sportowcem,brat sportowcem a Ty wogóle nie czujesz ku temu pociągu czułbyś się w domu wyalienowany? No właśnie. Skoro 99% społeczeństwa nie medytuje a Ty to robisz nie trudno o poczucie obcości wśród ludzi którzy mają gdzieś duchowy rozwój martwiąc się jedynie czy czas już kupić lepsze auto niż ma sąsiad. Co do epizodów medytacyjnych Ligottiego-nie wierzę żeby były one konieczne skoro mając 17 lat osiągnął oświecenie-czytając wywiad jaki Dead Clown przeprowadził z Nim czy fragmenty SPISKU w internecie miałem wrażenie jakbym czytał monologi mistrza zen-Ligotti nie potrzebuje medytacji bo już osiągnął to o co w niej chodzi. Cytat-tej medytującej kobiety-tak;medytacja początkowo ma Cię "zniszczyć";zniszczyć te wszystkie złudzenia jakimi się otoczyłeś,czy też jakimi otoczył Cię od dziecka świat. Jaka kariera,cóż to ma znaczyć "kariera"-w biznesie? Bo na pewno nie w rozwoju duchowym. Jeśli interesuje Cię kariera w biznesie i osiągnięcie oświecenia to znaczy,że nic nie rozumiesz,że okłamujesz sam siebie. W buddyźmie nie ma zmiłuj-albo to robisz na 100% albo nie robisz tego wogóle. Nie znaczy to,że masz porzucić pracę i żyć w komunie-znaczy to,że musisz mieć świadomość,że aby osiągnąć sukces musisz dyskredytować innych-nie ma innej drogi. Aby Ty dostał awans kilka innych osób musi go nie dostać. To spowoduje ich cierpienie,może depresje,może samobójstwo kogoś-jeśli jest Ci to obojętne to żadna medytacja Ci nie pomoże. Tu potrzebna jest jasna deklaracja-i jasny wybór życiowej drogi:ja mam karierę gdzieś-poświęciłem się literaturze weird fiction i kontemplowaniu jej na wzór wcześniejszych medytacji buddyjskich. Ty kolego również musisz podjąć taką decyzję-wtedy nagle wszystko staje się proste. A uczucie samotności,wyobcowania?Każdy z nas jest samotny choć można oszukiwać się,że jest inaczej. Można jedynie starać się wartościowo wypełnić swój czas-nic więcej nam nie pozostaje.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Dziuplodzialka
Optymista
Posty: 27
Rejestracja: 19 lis 2015, 10:22
Lokalizacja: Polska
Kontaktowanie:

Re: Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: Dziuplodzialka » 20 lis 2015, 8:15

Myślę, że ciekawszą drogę do odkrycia prawdziwej rzeczywistości i w miarę lekkiego przezeń przebrnięcia oferuje nam filozoficzny taoizm. Zachęcam do zapoznania się z tym kierunkiem. Jednakże co jeśli istnieje demiurg, który nieźle się bawi naszym kosztem? Ktoś ma w tym temacie jakieś rozważania ?

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: old weirdman » 20 lis 2015, 9:56

Dziuplodziałko-pytanie co masz na myśli pisząc "ciekawsza droga"? Czy znaczy "bardziej efektywna" czy po prostu "ciekawa". Ale jak droga życia może być "ciekawa-lub-mniej ciekawa" i kto ma o tym decydować? To co dla Ciebie jest ciekawe nie oznacza "ciekawości uniwersalnej". Zresztą kolega pytał o buddyzm w kontekście Ligottiego i Jego filozofii która jest mi bliska. Nie zrozum mnie źle-nie krytykuję Cię ani Twojej "drogi" jakakolwiek by nie była;póki nie używasz przemocy Twoja "droga" jest mi miłą. Pytanie czy istnieje jakikolwiek demiurg prawdopodobnie nigdy nie uzyska odpowiedzi-będą tylko przeczucia. Znasz twórczość Snerga-wiesz,że jeśli istnieje demiurg my nigdy nie będziemy w stanie go dostrzec ani zrozumieć.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Awatar użytkownika
Dziuplodzialka
Optymista
Posty: 27
Rejestracja: 19 lis 2015, 10:22
Lokalizacja: Polska
Kontaktowanie:

Re: Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: Dziuplodzialka » 20 lis 2015, 11:10

W daojia jest pełno zbieżności i z Ligottim i z innymi Mu podobnymi. O buddyzmie już nie wspomnę, bo świetnie oba ruchy się uzupełniają, co pokazuje zen. Ciekawsza w sensie zachęcenia do zapoznania się z tematem, bez oceniania, czy narzucania.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Mroczna strona buddyzmu a Ligotti

Postautor: old weirdman » 20 lis 2015, 11:24

Tu się poniekąd zgodzę-powiem więcej;podobieństwa bardzo silne do filozofii weird fiction-jak i do taoizmu-znaleźć można nawet w... średniowiecznych traktatach alchemicznych:wszechświat jako miejsce ustawicznego ścierania się dwóch sił. Sił nam obcych,obojętnych,ale o widocznym wpływie na nasze życie.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 2 gości

cron