Philipp Mainländer

Myśl, która zniszczy twoje życie
Awatar użytkownika
Ammon
Administrator
Posty: 99
Rejestracja: 29 sty 2015, 15:55

Philipp Mainländer

Postautor: Ammon » 31 sty 2015, 16:00

Mainländera łączy z Schopenhauerem bez wątpienia pesymizm rozumiany jako przeświadczenie o tym, że cierpienie jest istotą bytu. Frankfurcki myśliciel stwierdza, że głównym źródłem cierpienia jest „walka wszystkich jednostek, będąca wyrazem sprzeczności, jaką obarczona jest wewnętrznie wola życia (...)”. Wola obiektywizuje się w świecie poprzez konkretne jednostki, pomiędzy którymi trwa nieustanny konflikt. Również Mainländer uznaje, że cierpienie jest spowodowane walką pomiędzy partykularnymi bytami. Należy jednak zaznaczyć, że źródłem tego konfliktu jest w jego myśli rozpad pierwotnej jedności w wielość. Tutaj też ujawnia się inna znacząca różnica pomiędzy tymi stanowiskami. Jeżeli cierpienie jest w systemie Mainländera sposobem na osłabianie istniejącej w świecie siły, to tym samym służy wyższemu celowi, przejściu świata w nicość. U Schopenhauera rozpoznanie cierpienia jako istoty świata może prowadzić do negacji woli życia, wyzwolenia ze świata, ale nie musi, podczas gdy w systemie Mainländera wszystko zdąża do wyzwolenia. Innymi słowy cierpienie zostaje usensownione. Mainländer pisze: „Ale u podstaw filozof immanentny w całym wszechświecie dostrzeże jeno tęsknotę, najgłębszą tęsknotę za absolutnym unicestwieniem i słyszy jakby wołanie przenikające wszystkie sfery niebieskie: Wybawienia! Wybawienia! Śmierć naszemu życiu! i pocieszającą na nie odpowiedź: Wszystkie znajdziecie unicestwienie i doznacie wybawienia”. Groza istnienia znajduje tutaj swoją przeciwwagę w radości nieistnienia.

Większość z forumowiczów pewnie kojarzy, kim był Mainländer. W ramach zainicjowania dyskusji na jego temat załączam swój tekst Zarys filozofii Philippa Mainländera i jej relacji z myślą Artura Schopenhauera, który powinien się ukazać już dawno, ale jak to zwykle bywa, proces publikacji absurdalnie się przeciąga. Artykuł został zrecenzowany pozytywnie i nie było zastrzeżeń do meritum, ale jest to wersja przed korektą, więc może być sporo baboli. Na ten moment proszę o dochowanie zasad użytku prywatnego :).
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Istnieją na ziemi rzeczywiście bardzo piękne widoki; ale ze sztafażem wszędzie jest kiepsko, dlatego nie należy się przy nich zatrzymywać.

Schopenhauer

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Philipp Mainländer

Postautor: Kreuzgang » 31 sty 2015, 19:07

Niech ktoś Mainlandera wreszcie po polsku wyda. I "O tragedii" Zappfego.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: Dead_Clown » 31 sty 2015, 21:35

Świetny tekst, rzeczywiście Mainländera jest mało i warto to zmieniać. Mam nadzieję, że każdy nowy użytkownik tego forum przeczyta sobie ten szkic.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: seahorse » 01 lut 2015, 16:46

Bardzo dobry tekst - treściwy, zwarty, konkretny. Przyznam, że o Mainländerze wiem niewiele - tylko z rozsianych tu i tam niewielkich wzmianek, najwięcej chyba ze wspomnianego w przypisach do tekstu Spisku Ligottiego. Więc ten artykuł dużo mi dał, choć zdaję sobie sprawę, że to i tak czubek wierzchołka góry lodowej.

Ale te informacje wystarczyły mi do pewnej refleksji, która oczywiście może być chybiona ze względu na moją nikłą znajomość tematu, niemniej jednak odważę się ją wygłosić. Otóż nasunęła mi się hipoteza, że w zasadzie Mainländer jest równie heglowski, co schopenhauerowski i jednak bardziej od tego drugiego optymistyczny. Po pierwsze, metafizyka Mainländera, podobnie jak Hegla, jest silnie teleologiczna - świat jako całość zmierza do czegoś, ma jakiś cel, jego dzieje są wpisane w jakąś fundamentalną narrację. Po drugie, cel ten jest pozytywny (w sensie wartości) - po jego osiągnięciu następuje ostateczne spełnienie i ukojenie. Różnica pomiędzy Mainländerem a Heglem jest taka, że owe cele mają jakby odwrotny zwrot ontologiczny - u Hegla jest to pełnia bytu (Absolut), u Mainländera pełnia niebytu (Nicość). Hegel dodatnio wartościuje zatem byt, Mainländer - w tym miejscu z kolei podobnie jak Schopenhauer - dodatnio wartościuje niebyt. U obu jednak (tj. u Hegla i u Mainländera) świat nieuchronnie zmierza do tego, co dobre, więc daleka przyszłość jawi się optymistycznie. U Schopenhauera jest pod tym względem zgoła inaczej - świat w żaden sposób nie zmierza do tego, co wartościowe (do niebytu). W zależności od interpretacji wypada raczej uznać, że albo nigdzie nie zmierza (bezrozumna Wola nie posiada żadnego celu), albo zmierza do tego, co negatywne, czyli do bytu (Wola jako taka jest zasadą parcia w stronę bytu, który w pewnym sensie jest zatem jej celem) - skłaniam się raczej ku tej drugiej interpretacji.

Jakby nie było, te rozważania wskazują na pewne istotne rozróżnienie w samej idei pesymizmu. Z jednej strony pesymizm określa się poprzez negatywne wartościowanie istnienia, a z drugiej poprzez negatywnie wartościowany cel. Logicznie rzecz rozpatrując możemy wyróżnić w tym miejscu cztery możliwe punkty widzenia:

  1. Niebyt jest zły, ale świat zmierza w stronę powiększania bytu.
  2. Niebyt jest zły i świat zmierza w stronę powiększania niebytu.
  3. Byt jest zły, ale świat zmierza w stronę powiększania niebytu.
  4. Byt jest zły i świat zmierza w stronę powiększania bytu.
Przyjmując jako dany fakt, że w obecnej chwili świat jest (jest w stanie bytu, czy też inaczej mówiąc: byt obecnie jest [Parmenides się w grobie przewraca...]) można chyba powiedzieć, że stanowisko (1) jest w pełni optymistyczne (jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej), zaś stanowisko (4) w pełni pesymistyczne (jest źle, a będzie jeszcze gorzej). Stanowiska (2) (jest dobrze, ale będzie gorzej) oraz (3) (jest źle, ale będzie lepiej) są takie jakby mieszane i w zasadzie trudno chyba jednoznacznie orzec, czy są optymistyczne, czy pesymistyczne. Aczkolwiek ja jestem skłonny uznawać wszystko, co nie jest doskonale dobre za po prostu złe (powiedzmy, że stawiam dobru wysokie wymagania), więc są to dla mnie stanowiska również pesymistyczne, choć nie aż tak radykalnie jak (4). Jeśli zaś przyjmiemy te kategorie, to możemy chyba powiedzieć, że Hegel podpada pod (1), Mainländer pod (3), a Schopenhauer pod (4). Za stanowisko podpadające pod (2) można by uznać na przykład neoplatonizującą judeochrześcijańską wizję świata pozbawioną jednakże eschatologicznej nadziei - ale nie wiem, czy ktoś takie stanowisko w ogóle przyjmuje.

Awatar użytkownika
Ammon
Administrator
Posty: 99
Rejestracja: 29 sty 2015, 15:55

Re: Philipp Mainländer

Postautor: Ammon » 03 lut 2015, 0:00

seahorse pisze:
  1. Niebyt jest zły, ale świat zmierza w stronę powiększania bytu.
  2. Niebyt jest zły i świat zmierza w stronę powiększania niebytu.
  3. Byt jest zły, ale świat zmierza w stronę powiększania niebytu.
  4. Byt jest zły i świat zmierza w stronę powiększania bytu.

Zamieniłbym tylko "powiększanie niebytu" na "pomniejszanie bytu" ;).

Kłopotliwą kwestią wydaje mi się próba dostosowania do tego schematu filozofii Schopenhauera, co zresztą może mieć wpływ na postrzeganie innych pesymistów z tzw. Schopenhauers Schule. Jedną z cech polskiej recepcji myśli Gdańszczanina było akcentowanie jej optymizmu. Dla jednych był to poważny zarzut (Smolikowski [w najbliższym czasie postaram się napisać o nim parę słów w oddzielnym temacie]), dla innych wręcz przeciwnie (Rzewuski, Zdziechowski). Chodzi tu oczywiście o możliwość negacji woli życia, o której z takim nabożnym uniesieniem rozpisywał się Schopenhauer. Istnienie tej furtki powoduje, że ciężko jest nazwać jego system "w pełni pesymistycznym", o czym szybko zorientowali się wspomniani wcześniej autorzy. Rzewuski, którego monografia nosi znamienny w tym kontekście tytuł L'optimisme de Schopenhauer, pisał:
Nirwana [...] nie jest złudną iluzją, lecz najwyższą realnością, naszym jedynym dobrem, ojcowizną, której nam nikt nie może odebrać, jest naszą jedyną podporą w tym świecie bólu i nędzy.

Pal licho jego rozumienie pojęcia nirwany, ale chyba każdy, kto przeczytał Świat jako wolę i przedstawienie, będzie skłonny przyznać, że coś jest na rzeczy. Jeżeli wyzwolenie jest realną możliwością, to jedna z różnic pomiędzy Schopenhauerem a Mainländerem leży w tym, że u tego pierwszego "nirwana" jest dostępna nielicznym, a dla drugiego ma charakter egzoteryczny. Takich różnic jest zresztą od groma, a ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nazywanie Mainländera schopenhauerystą ma taki sam sens, jak nazywanie Artura kantystą.
W każdym razie chodzi mi o to, że powyższy schemat wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo trafny, ale po bliższej analizie może się okazać, że żaden z przywołanych tu filozofów nie będzie pasował do którejkolwiek z kategorii. Oczywiście taki zarzut można by pewnie wysunąć przeciwko jakiejkolwiek systematyce, bo ta musi posiadać przecież określony poziom ogólności, by mieć jakąkolwiek wartość poznawczą. Wydaje mi się, że ten zaprezentowany przez Ciebie zarys ma spory potencjał, ale wymaga doprecyzowania niektórych kwestii (np. co miałoby dokładnie znaczyć "powiększanie bytu"?). No cóż, mamy kolejny interesujący temat do dyskusji :).
Istnieją na ziemi rzeczywiście bardzo piękne widoki; ale ze sztafażem wszędzie jest kiepsko, dlatego nie należy się przy nich zatrzymywać.

Schopenhauer

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: seahorse » 05 lut 2015, 19:02

Faktycznie, nie wziąłem pod uwagę przy tym podziale perspektywy wyzwolenia. Ale też i ten podział dobrze zarysowuje różnicę pomiędzy tą perspektywą u Schopenhauera i Mainländera. Z tej racji, że u Schopenhauera wyzwolenie ma charakter ezoteryczny, to wizja powiększania bytu rozumianego jako całość rzeczywistości dalej pozostaje w mocy - wyzwolenie jest czymś wyjątkowym, zaś cała reszta, znakomita większość bytu bytuje dalej. U Mainländera wyzwalanie się jest wpisane w fundament świata, i jako takie jest właśnie egzoteryczne, ostatecznie nieuchronne dla całości. Więc wizja Schopenhauera na przyszłość bytu jest pesymistyczna (Wola jest niezniszczalna), choć jest w niej światełko w tunelu dla wybrańców.

Niemniej jednak przyznać muszę, że w tym miejscu mam z Schopenhauerem (jak i również z tą częścią tradycji wschodniej myślącej w ten sposób) kłopot. Nie chciałbym w tym miejscu zbyt daleko brnąć, bo uważam, że temat zasługuje na osobny dla siebie wątek i mam też nadzieję, że przyjdzie ku temu czas na tym forum. Teraz tylko z grubsza powiem, że nie bardzo rozumiem, w jaki sposób można pogodzić ze sobą tezę o nierealności podmiotu z przekonaniem o możliwości realnego wyzwolenia się z istnienia - co tu w zasadzie ma podlegać unicestwieniu, skoro to, co ma zostać wyzwolone tak naprawdę nie istnieje?

Z tego samego powodu nie chciałbym poruszać kwestii znaczenia sformułowania powiększanie bytu. Siłą rzeczy wymagałoby to śmiałego wkroczenia w samo serce metafizyki, w której to krainie znajdują się zwodnicze i niebezpieczne bagna ontologiczne, a wysokie i gęste bory epistemologiczne przesłaniają światło słońca. Na taką wyprawę trzeba się solidnie przygotować. A podział, który przedstawiłem jest oczywiście tylko i wyłącznie punktem zaczepnym, luźno rzuconym konceptem, którego celem jest wstępne zlokalizowanie miejsca, w którym może kryć się jakiś ciekawy problem.

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: Dead_Clown » 05 lut 2015, 22:37

seahorse pisze:Teraz tylko z grubsza powiem, że nie bardzo rozumiem, w jaki sposób można pogodzić ze sobą tezę o nierealności podmiotu z przekonaniem o możliwości realnego wyzwolenia się z istnienia - co tu w zasadzie ma podlegać unicestwieniu, skoro to, co ma zostać wyzwolone tak naprawdę nie istnieje?


A redukcja/wyhamowanie procesu? Podmiot nie istnieje, ale dzieje się proces, w którym wykształca się iluzja podmiotu; jeżeli tak, to wyzwoleniem dla fikcjonalnego podmiotu będzie rozproszenie procesów będących jego przyczyną?

Dyletanckie pytanie, wiem.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: seahorse » 05 lut 2015, 22:50

Jeśli uznamy, że ten proces to po prostu funkcjonująca biologia żyjącego organizmu, to wyhamowanie go jest rzeczą brutalnie banalną. Zamiast zamęczać się jakimiś wielogodzinno-wieloletnimi ascezami czy medytacjami, zdecydowanie prościej, szybciej i skuteczniej byłoby palnąć sobie w łeb. A jednak Schopenhauer i tradycja wschodnia nie tylko odrzucają, ale wręcz potępiają tę drogę.

Sepulchrave
Posty: 18
Rejestracja: 09 lut 2015, 11:33

Re: Philipp Mainländer

Postautor: Sepulchrave » 20 lut 2015, 11:15

Wydaje mi się, choć zapewne błądzę, iż tradycja wschodniej duchowości neguje raczej jaźń, niż faktyczną realność istnienia podmiotu, a „wszystko jest złudzeniem”, traktowałem jako swoistą figurę retoryczną (jeśli pustą, tym pomocniejszą w kontemplacji pustki:).
Niechęć Schopenhauera do samobójstwa wynikała jak wiadomo z przekory wobec „woli”, której ów czyn byłby podległy. Być może w odrzuceniu przez wschodnią tradycję filozoficzno-religijną wspomnianych przez Seahorsa metod, chodzi o lęk przed ewentualnością jakiegoś powrotu, a paralele ścieżki duchowej Buddy z filozofią Schopenhauera mogą być tu znaczące. Zatem, przy założeniu, iż „wola” i „przedstawienie” są po prostu kolejnymi fantomami w korowodzie złudzeń, powrotowi podlegałby ów będący tychże fantomów wykwitem, wzmiankowany przez Dead Clowna proces, tworzący iluzję podmiotu. W tym świetle, nie można wykluczyć, że iluzoryczność świadomości owego nie istniejącego podmiotu sięgałaby ponad złudzenie biologicznego bytu, w związku z czym, należy jakoś dążyć do ostatecznego wykluczenia z „przedstawienia”, czy raczej, zaciągnięcia nad nim kurtyny, poprzez znalezienie sposobu na oszukanie „woli” (lecz jak „nic” ma oszukać inną, symulującą metafizyczny absolut nicość?) i tu wszelkie „brutalne” drogi, obejmując tylko biologiczną ułudę (nie)istnienia, mogłyby okazać się nieskuteczne, a kluczem do sukcesu, być może są opisywane przez Schopenhauera, wypracowywane od setek lat przez „świętych mężów” Dalekiego Wschodu ascetyczne metody. Niestety niemożliwością jest ocenić, czy te praktyki skutkują.
Jednak czy takie spiętrzenie iluzji, nie czyni bytu realniejszym, niż wszelkie koncepcje metafizyki klasycznej?
Wiem, bełkotliwie to wszystko wygląda , a mnie brak naukowego aparatu pojęciowego by się sensowniej wyrazić, lecz troszkę mnie te kwestie nurtują.
Co do głównego tematu, to z tego co pamiętam „Metafizyka unicestwienia” (chyba tylko fragmenty czytałem w jakimś wydaniu zbiorczym) za sprawą swej rzeczowości, mimo owej obietnicy wyzwolenia w nicość, jawiła mi się bardziej pesymistyczną od myśli Schopenhauerowskiej, którego retoryczna zapalczywość, w moim odczuciu, poniekąd „rozbraja” , ale też pięknie przyozdabia, zasadniczą wymowę jego dzieł. Choć niestety, mogę wypowiadać się tylko na podstawie przekładów.
Wybaczcie proszę dyletantyzm mego postu, lecz filozofów ostatnio czytałem kilkanaście lat temu.
Pozdrawiam.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Philipp Mainländer

Postautor: seahorse » 20 lut 2015, 12:45

Sepulchrave pisze:powrotowi podlegałby ów będący tychże fantomów wykwitem, wzmiankowany przez Dead Clowna proces, tworzący iluzję podmiotu

Ale jeśli ten proces powracałby jako ten sam proces pomimo utraty fizycznego podłoża w jakim wcześniej działał, to znaczy, że ów proces jest substancjalnie niezależny od tego podłoża - w jednym miejscu znika jedno ciało, w drugim pojawia się następne, a proces w nich się dziejący jest ten sam. A skoro tak, to podmiot (jaźń) jak najbardziej istnieje i nie jest żadnym złudzeniem, bo jest właśnie tym realnie powracającym procesem. Ponadto tradycja filozoficzna i religijna zwie tenże proces nieśmiertelną, odrębną od ciała duszą. W tradycji zachodniej mówi się o życiu po śmierci, we wschodniej o reinkarnacji - i tu, i tu trzeba założyć pozacielesną tożsamość podmiotu procesów mentalnych, substancjalność duszy, żeby te koncepcje miały jakikolwiek sens. Tylko przy tym założeniu coś takiego jak zła karma, spowodowana na przykład samobójstwem, może blokować wyzwolenie się duszy z powrotu do kolejnego ciała.

A jeśli zamiast tego uznamy, że nie ma czegoś takiego, jak ten sam proces, który mógłby być w jednym ciele a potem w drugim, to co tu jest do wyzwalania od powrotu? Ten sam proces, ta sama dusza nie może po śmierci ciała już nigdzie powrócić, bo nie jest w ogóle czymś, co posiadałoby inną tożsamość niż jakakolwiek własność ciała, jak na przykład jego wzrost - dwoje różnych ludzi może mieć taki sam wzrost, np. 180 cm, ale to nie jest ten sam wzrost, bo w żaden sposób nie współdzielą oni tej własności jako rzeczy (nawet nie sposób sobie za bardzo wyobrazić, jak miałoby to wyglądać). A skoro tak, to śmierć ciała oznacza ostateczny kres owego procesu. I nie ma znaczenia, jak do tej śmierci dojdzie. Jeśli zaś istnienie tego procesu jest złe jako takie, to najlepiej zakończyć go czym prędzej. Natychmiastowe samobójstwo jest pod tym względem optymalnym rozwiązaniem. Przy czym skoro ów proces nie posiada żadnej tożsamości, to samobójstwo konkretnej osoby niczego nie zmienia, bo jest tylko zatrzymaniem jakiegoś procesu w jednym ciele - a miliardy innych, nieodróżnialnych co do tożsamości, procesów trwają dalej. Ba, nawet zagłada ludzkości czy całego życia na Ziemi niewiele by tu zmieniła, bo ewolucja prędzej czy później, tu czy tam, powtórzyłaby swój niecny precedens biologicznej kreacji. To tak, jakby ktoś chciał zlikwidować 180 cm i myślał, że jak zabije jakąś osobę, która ma taki wzrost albo nawet wszystkie takie osoby, to tego dokona. Nonsens. Zatem te wszystkie buddyjskie medytacje, które dotyczą przecież jednego ciała, konkretnego ludzkiego organizmu - zupełnie do niczego w rodzaju wyzwolenia nie prowadzą. A przynajmniej nie w wymiarze duchowym, pośmiertnym, reinkarnacyjnym, karmicznym itp. - nic nie są w stanie zrobić, bo nie ma tego czegoś, z czym miałyby coś zrobić. Wgląd w tą prawdę daje przecież ponoć oświecenie.

Zatem, w moim rozumieniu, teza o niesubstancjalności jaźni (anattā) oraz teza o możliwości wyzwolenia (nibbāna) z cyklu narodzin i śmierci (saṃsāra) nie są w stanie współistnieć w spójnym wewnętrznie systemie metafizycznym.


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 3 gości

cron