Henry David Thoreau - transcendentalizm

Myśl, która zniszczy twoje życie
Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: Patrycjusz » 03 cze 2015, 1:26

Na początek sylwetka pana Thoreau: jego życie przypadło na połowę XIX wieku nad północno-wschodnim brzegiem USA. Z zawodu nauczyciel, w pewnym momencie postanowił porzucić posadę na rzecz spędzenia dwóch lat w pobliskim lesie nad jeziorem Walden.

Ale do rzeczy: był zwolennikiem i jednym z prekursorów, obok Emersona, transcendentalizmu. Brzmi pretensjonalnie, ale tak naprawdę jest to bardzo proste. Przede wszystkim chodzi o autonomiczność i niezależność poglądów i zachowań - każdy sam dochodzi do własnych prawd a poglądy innych nie mogą być narzucane, nie istnieją dogmaty. Krótko mówiąc, jest to ideologia skłaniająca do myślenia, zamiast słuchania myśli innych. Na wikipedii piszą coś o tym, że nurt przeciwstawia się eutanazji i aborcji; trochę to nieaktualne więc pomijam tą kwestię.

O czym chcę powiedzieć, to jego doświadczenie życia w dziczy i wnioski z tego płynące. W "Walden" opisuje te doświadczenia, utwór ten jest manifestem społeczno-ekonomicznym, ale nie tylko. Kto się już zainteresował, odsyłam do odpowiednich źródeł.

Moje przemyślenia dotyczące tego tematu (chociaż trochę połowiczne, bo samego "Walden" nie przeczytałem, tylko streszczenie) są dość obszerne. To, o czym pisze Thoreau prawie w 100% zgadza się z poglądami, do których doszedłem sam przez jakże krótki okres 21 lat mojego życia. Im starszy jestem, tym lepiej się czuję ze swoją autonomicznością poglądów - gdy byłem mniejszy, czułem się jak człowiek chory psychicznie, dziwak, wybraniec, po którego przylecą kosmici. Potem okazało się, że istnieją ideologie, które zrzeszają ludzi, którzy do tego typu prawd doszli sami lub je zaakceptowali (chociaż akceptacja nowo poznanych poglądów przeczy autonomii poglądów).
Zawsze, wszystkie swoje osobiste niepowodzenia próbowałem tłumaczyć złymi zasadami funkcjonowania społeczeństwa, a nie konkretnych jednostek. Być może to tylko mechanizm obronny na zasadzie "teraz zacznę przejmować się problemami świata, żeby zapomnieć o swoich". Sęk w tym, że te "swoje" problemy mam niezależnie od środowiska, wieku i funkcji w społeczeństwie. Wniosek z tego jest jeden - każdy kto widzi prawdę, jest skazany na wieczne męki w tym padole zakłamania, iluzji i sztucznie wytworzonych wartości. (będę mówił w osobie pierwszej, bo to bardzo indywidualne przemyślenia) Kiedy mówili mi, że mam iść do szkoły, zadawałem pytania "po co? czy człowiek nie może sam się czegoś uczyć? trzeba go do tego zmuszać?", kiedy rzuciłem jedne studia i rozczarowałem się kolejnymi, zadałem pytanie "dlaczego tak jest? przecież to dwa odrębne kierunki, artystyczny i ścisły, co jest nie tak?", kiedy rozmawiam z większością ludzi "z zewnątrz", nie znajduję tematów do prawdziwej rozmowy, czuję się jakbym chciał skoczyć do wody, ale przyrżnąłbym głową w 20-centymetrową płyciznę, pytam więc "czemu?".

Thoreau zdaje się odpowiadać na moje pytania - daje rozwiązanie radykalne, na które obecnie funkcjonujące społeczeństwo odpowie "phi, wariat". Uważa, że mierzenie rzeczywistości pieniądzem i zegarkiem nie jest w żadnym stopniu naturalne i prawdziwe. Wytworzyliśmy sobie sztuczny system i każdy człowiek to widzi, ale musi się przystosować choć w minimalnym stopniu. Jak napisał, jesteśmy w stanie żyć samodzielnie na łonie natury dbając o swoje utrzymanie 2-3 godziny dziennie (zdobywanie pożywienia, schronienie), co jest wręcz zabawą, a nie pracą. Dzisiaj, na każdego człowieka przypadają inni, którzy na niego pracują. Idziesz pod prysznic? Ktoś pracuje w tej fabryce, ktoś w oczyszczalni ścieków. Myjesz zęby? Ktoś pracuje w Blenda-med. Ubrania? Ktoś to szyje. Samochód? Wielkie firmy. Jedzenie? Czym dzisiaj jest jedzenie? Paczki z napisami, nie wiemy co jemy (oczywiście totalny szajs), jest to dla nas produkt, skąd się to bierze? A kogo to w ogóle obchodzi? Jesteśmy odcięci od podstawowych informacji o tym, czego używamy na co dzień.

Idąc ulicą widzę nie ludzi, ale puste, wydrążone skorupki. Bezmyślne maszyny, które spełniają funkcje tworzone przez sztuczny system wartości. Czasem zdarzy mi się ujrzeć człowieka, który myśli, i to od razu widać. Mam wtedy ochotę szczerze mu podziękować za ten rodzaj spojrzenia.

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: old weirdman » 04 cze 2015, 13:29

Generalnie ze wszystkim co napisałeś się zgadzam;są też różnice ale są "kosmetyczne",raczej byłyby powodem do ciekawej wymiany poglądów i wiedzy, nie do polemiki, tym bardziej konfrontacji stanowisk. Z pewnością mi ta filozofia (transcendentalizm) nie jest bliska ale świetnie ją rozumiem i nie mam wątpliwości,że ktoś żyjący w jej duchu byłby mi ciekawym kompanem do rozmów. Szanuję ją w 100%. Problem w moim przypadku polega na tym,że ja jestem w 100% zaprogramowany na uczenie się od innych. Uważam,że wszystko co ważne i cenne już powiedziano/napisano i moim obowiązkiem- wobec siebie oczywiście- jest poznać całą wiedzę która mnie interesuje i na jej podstawowie zbudować swoją filozofię zgodną jednak z tymi kierunkami które są mi najbliższe (weirdrealizm,nihilizm). Szkoda mi czasu na odkrywanie wszystkiego od nowa;za dużo doskonałych książek/dzieł już powstało. Nie jestem też aż takim antycywilizacyjnym outsiderem; cywilizacja czy ludzie mnie nie drażnią;jestem na to obojętny,nie wywołuje to moich negatywnych emocji. Nie nienawidzę ludzi;rozumiem,że jest na świecie tak jak być musi, nigdy lepiej nie było i nie będzie. Jednak literaturę kocham i jej nigdy nie odrzucę a to też część cywilizacji którą zaakceptowałem. Jednak -jak wspomniałem- świetnie rozumiem Twój punkt widzenia i jego zalety (transcendentalizmu).
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: Patrycjusz » 05 cze 2015, 1:07

Oczywiście odrzucenie spisanej wiedzy, tylko dlatego, że spisał to ktoś inny, jest głupotą. W takiej mniej radykalnej autonomii chodzi raczej o to, żeby nie uznawać wiedzy i poglądów innych za autorytet, dopóki nie doświadczy się tego na sobie. Spójrzmy na otaczający nas świat - żyjemy w dobie internetu w komórce, nie wiemy czegoś i możemy natychmiast to sprawdzić, ale czy to czyni nas mądrzejszymi? Średnio... Ja, tak jak każda inna osoba mam nieograniczony dostęp do dowolnych informacji, a mimo to, nie spędzam dni na codziennym dowiadywaniu się czegoś nowego (kto tak robi?). Ogrom informacji, które do nas docierają lub mogą dotrzeć na nasze skinienie powoduje taki informacyjny nihilizm - wszystko staje się nam obojętne.

Ja osobiście mam bardzo duży życiowy sceptycyzm i mimo tego, że jest ogrom informacji, wiedzy, które zostały sprawdzone i są uznawane za prawdę - nie robi to na mnie wrażenia, dopóki tego nie doświadczę. Studiuję kierunek ścisły - i szczerze mówiąc rzygam już ilością wzorów, które muszę przyjąć za prawdę bez jakiegokolwiek sprawdzenia ich prawdziwości. Jestem za naukowym empiryzmem, zresztą istnieje wiele fizycznych wzorów, które zostały wyprowadzone poprzez empiryczne eksperymenty a dopiero potem dochodzono do nich teorytycznie.

Ale dość o nauce, wejdźmy na grunt psychologii - ktoś może nam milion razy opowiadać o depresji, uzależnieniach, itd. a człowiek zdrowy nigdy tego nie zrozumie i nie pojmie. Tak samo, możemy czytać 1000 książek o seksie, oglądać porno cały dzień a mimo to, nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć "wiem, czym jest seks". Itd.

Dlaczego ludzie podróżują? Przecież mogą o konkretnym miejscu przeczytać ogrom informacji, zobaczyć zdjęcia, obejrzeć filmy, posłuchać relacji. Po co więc wydawać tysiące złotych po to, żeby spędzić tydzień w miejscu, o którym wiemy już wszystko? Pewnie po to, żeby tego doświadczyć.

Nadal duże znacznie nadaje się doświadczeniu. Ile razy słyszymy "to mądry człowiek, bo dużo przeszedł". Ile razy jesteśmy w stanie zrozumieć czyjś stan lub czyjeś poglądy, kiedy dowiemy się, czego w życiu doświadczył.

Czy dochodząc już do tematu, którego kwestionowanie oznacza zaprzeczanie smutnej rzeczywistości - zatrudnianie pracowników. Pracownik w danej branży, z kilkuletnim doświadczeniem a z ukończonym kierunkiem studiów na tej specjalizacji - każdy wie, kogo wybierają pracodawcy.

A totalnie niezrozumiałym z punktu widzenia informacyjnego, jest chodzenie ludzi do kina czy na koncerty, kiedy wcześniej sprawdzili film czy muzykę w domu. Tutaj chodzi już tylko i wyłącznie o doświadczenie. Informacja jako taka dotarła do nas taka sama - ale będąc w kinie czy na koncercie dochodzi działanie na zmysły (empiryzm), co potęguje efekt i autonomiczne doświadczenie (transcendentalizm).

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: old weirdman » 05 cze 2015, 5:16

Zgadzam się z Tobą. Patrzę na to zupełnie inaczej ale nie oznacza to krytyki Twojego stanowiska czy sposobu postrzegania świata;po prostu widzę to inaczej;nie lepiej ale inaczej. To,że widzę te sprawy inaczej nie jest kwestią wyboru bo nie wierzę w wolny wybór,to kwestia "wewnętrznego oprogramowania";jesteśmy tacy jacy musimy być,nie mamy tu żadnego wyboru ani wpływu na to jacy jesteśmy. Nie uważam,że wszystko muszę przeżyć sam choć rozumiem Twój pogląd, jednak ja -zgodnie z moim oprogramowaniem- mógłbym zamknąć się w domu i nie wychodzić z niego tylko i wyłącznie czytając;dlatego kiedyś wspomniałem o gnostykach;gdyby istniała sekta traktująca weird fiction jak religię,mieszkająca w jakiejś pseudo komunie -gdzie zajmowano by się czytaniem Lovecrafta,Ligottiego,czy Wojtka Guni przez cały dzień a wieczorami rozmawiano by o tym z pewnością bym się tam przeniósł. Zgadzam się z Tobą,że doświadczenie czegoś osobiście,na sobie jest jedynym,prawdziwym doświadczeniem ale muszę tu dodać,że nie każdy tak to odczuwa;to znaczy nie każdy ma głód wiedzy tego typu;ja mam-wciąż-głód wiedzy książkowej;mógłbym czytać całymi dniami-i dlatego rozmowa między nami była by taka ciekawa. Jednak musisz pamiętać o najważniejszej rzeczy;to jaki głód wiedzy odczuwamy-i czy wogóle go odczuwamy-jest wogóle poza naszym zasięgiem;to kwestia tego "wewnętrznego programu" na który nie mamy żadnego wpływu;mówiąc inaczej:nikt nas nie pytał jacy chcemy być:tacy po prostu jesteśmy.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: Patrycjusz » 05 cze 2015, 11:47

"Programowanie" jest aż nadto dostrzegalne na samym mnie i bliskich mi osobach, są pewnie stałe i niezmienne cechy, które ludzie bez względu na wiek posiadają, u mnie może to być obrazoburczość, u innego brak empatii, jeszcze u innego megalomania itp. Znam niektórych kilkanaście lat i wciąż są tymi samymi zaprogramowanymi przez gracza postaciami w RPG, mają odchyły od normy i niektóre cechy mogą ulec zmianie o 180 stopni po jakiejś traumie lub oświeceniu - ale ogół charakteru rzeczywiście pozostaje taki sam. W związku z tym, że lubię tłumaczyć zjawiska psychologiczne naturą, jestem skłonny uwierzyć, że to nic innego jak kod genetyczny.

Nawiązując do Twojego postrzegania życia - że mógłbyś zamknąć się w czterech ścianach i czytać całymi dniami - zauważ, że nadal jest to Twój własny, autonomiczny sposób. Sam doszedłeś do tego typu trybu życia, pewnie jesteś bogaty w niejedne doświadczenia i między innymi to one nauczyły Cię, że taki a nie inny tryb życia Ci odpowiada. Nie przeczytałeś o tym nigdzie, nie zapisałeś się do subkultury, mówisz, że nie odrzucasz cywilizacji - zamknięcie się w czterech ścianach i swoim umyśle czytając książki wskazuje dobitnie, że jednak to zrobiłeś (oczywiście to wszystko są moje spekulacje bo nie wiem lepiej niż Ty, co myślisz).

Ja jestem jeszcze młody a już mam myśli, że niewiele brakuje, żeby świat zniechęcił mnie do siebie i w moim przypadku powróciłbym do siedzenia przed komputerem i grania w gry, co robiłem przez całą moją nastoletniość. Szczerze mówiąc nigdy nie byłem taki spokojny jak wtedy. Swoje ciało traktowałem jako coś, czemu trzeba dostarczyć pożywienie i zadbać o higienę, szkołę jako konieczność, żeby inni dali mi spokój. Teraz wyglądałoby to tak samo, tylko że zamiast szkoły byłaby praca. I to byłby mój autonomiczny wybór - praktycznie wszyscy odradzali mi by to mówiąc, że cofam się w rozwoju i tracę życie na głupie gry.

Chodzi mi o to, że w filozofii Thoreau, każdy dochodzi do własnych prawd autonomicznie. Twoją prawdą jest, że izolacja i czytanie daje Ci największą przyjemność. Pewnie istnieje sporo ludzi, którzy tak robią, ale nie jest to jakiś ogół, który narzuca swoje poglądy. Moją jest, że eskapizm jest dla mnie jedyną słuszną formą życia (i tutaj mogą to być gry PC, może być muzyka, może być seks). Ot prosty przykład - nie jem śniadań. Po prostu nie chce mi się rano jeść i niewiele mnie obchodzi cała spisana wiedza, że to niezdrowe. W moim przypadku jedzenie rano to dla mnie przykry obowiązek, którego nie spełniam. W tym przypadku teorytycznie przeciwstawiam się czemuś oczywistemu - biologii. Ale mam ufać podręcznikom i ludzkim przyzwyczajeniom, czy sygnałom własnego organizmu?

old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Henry David Thoreau - transcendentalizm

Postautor: old weirdman » 05 cze 2015, 12:49

Patrycjuszu;żeby to było jasne-bo to bardzo ważne!-zgadzam się całkowicie z Tobą co do 100% autonomii osoby,do jej prawa do samorozwoju,do jej prawa do uczenia się na swoich własnych błędach,do jej samodzielnego dochodzenia do wizji/obrazu: kim jest,kim chce być,jak chce spędzić życie,co jest w życiu dla niej ważne. Mój wybór,czy droga życia jaką ja wybrałem jest wymarzona dla mnie;nigdy nie narzucał bym jej innym,nawet nie proponował;wierzę w indywidualny rozwój i indywidualne decyzje człowieka. Moja droga nie jest lepsza od innych;jest najlepsza dla mnie i to mi wystarczy. Patrycjuszu szkoły jednak istnieją bo nie każdy tak ceni indywidualizm;większość pewnie by do szkół nie chodziła gdyby to nie było przymusowe. Więc szanuję Twoje podejście ponadsystemowe do edukacji i rozumiem je. Co do mnie;mimo moich zapędów do życia w klasztorze weirdrealizmu wciąż tu tkwię;życie w cywilizowanym świecie może być dość zabawne-przynajmniej momentami-nie irytuje mnie to;śmieszy. Co do indywidualnych sygnałów organizmu;zawsze ich słuchaj i ucz się na ewentualnych błędach-zgadzam się;nikt nie zna tak naszego organizmu jak my sami.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 2 gości

cron