Etyka pesymizmu

Myśl, która zniszczy twoje życie
Awatar użytkownika
Ammon
Administrator
Posty: 98
Rejestracja: 29 sty 2015, 15:55

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Ammon » 10 lut 2015, 22:31

Fajnie, że ten temat pojawił się już teraz. Jeżeli nie macie nic przeciwko, to proponuję jego przeniesienie do działu "Filozofia, idea". Etykę będę tutaj rozumiał jako możliwą podstawę dla wydawania sądów moralnych albo, w wersji słabszej, wartościujących.

Na początku rozważmy kwestię podstawową: czy pesymizm (jako pogląd filozoficzny) musi koniecznie implikować jakieś stanowisko etyczne? Moim zdaniem tak, ale pytanie pozostaje oczywiście otwarte. Jeżeli przyjmiemy, że istotą pesymizmu jest utożsamienie istoty świata z cierpieniem, to już samo to stwierdzenie zmusza nas do wkroczenia na płaszczyznę etyczną. Jeżeli kogoś to nie przekonuje, to i tak nie może zaprzeczyć, że każda historyczna forma pesymizmu filozoficznego (możliwym wyjątkiem może być system Juliusa Bahnsena, ale jeszcze się tym głębiej nie interesowałem) postulowała jakąś etykę. Można przewrotnie powiedzieć, że u takiego Schopenhauera metafizyka była zaledwie dodatkiem do jego teorii etycznej, co oczywiście nie jest prawdą, ale dobrze oddaje charakter jego myśli. Z kolei u Mainländera etyka jest rzezczywiście raczej dodatkiem, próbą odpowiedzenia na pytanie, "co możemy zrobić" w obliczu powolnego rozpadu rzeczywistości. Jeżeli za pesymistę uznamy Benatara, to jego teoria sama w sobie jest poglądem stricte etycznym. Przykłady można mnożyć.

Nawet jeżeli abstrahujemy od filozofii, to pesymizm jako forma światopoglądu też będzie miał jakieś konsekwencje etyczne w tym sensie, że na jego bazie będziemy (przynajmniej niektórzy) chcieli ustosunkować się wobec takich faktow w świecie jak przywołana tutaj kwestia cierpienia zwierząt.

Jeżeli uznamy, że pesymizm ma być tylko li wyłącznie suchym opisem faktów, jakie mają miejsce w świecie, to czym miałby się różnić od nauki? W takim wypadku zamykamy sobie również jako pesymiści drogę do bardzo istotnej, przynajmniej z mojego punktu widzenia, rzeczy - obalenia religijnej hegemonii w dziedzinie moralności.

Weźmy na ten przykład cierpienie zwierząt. Jeżeli przyjmiemy za Schopenhauerem tezę, że w sensie jakościowym nic nie odróżnia nas od zwierząt, to nie ma żadnej racji, która by mogła usprawiedliwić intencjonalną hodowlę miliardów istnień, których jedynym przeznaczeniem jest pójscie pod nóż. Oczywiście Schopenhauer nigdy się tak wprost nie wyraził, bo uznawał mięso za konieczny element ludzkiej diety. Sam zresztą nie jestem wegetarianinem, ale uprzemysłowiona, niejednokrotnie wręcz absurdalna hodowla zwierząt jest czymś, co można i należy uznawać za problem etyczny z perspektywy pesymizmu. Zuy_pan atakuje ten pogląd na trochę innym gruncie, ale taka argumentacja całkowicie do mnie nie przemawia. Myślę, że przynajmniej większość z nas wyzbyła się dziecinnego poglądu o istnieniu jakiejś wyraźnej granicy pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Nasze życie psychiczne jest takim samym wykwitem materii, jak życie psychiczne zwierząt i różni się od niego jedynie w sensie ilościowym. Skoro uznaliśmy makaki za na tyle podobne do nas, że przeprowadzamy na nich terapie eksperymentalne, które potem stosujemy u ludzi, ba, stwierdzamy u nich wyraźne oznaki samoświadomości, to nie bardzo rozumiem, gdzie tu miejsce na pogląd o wyróżnionym miejscu człowieka w naturze. Skrajny redukcjonizm materialistyczny być może odebrał nam godność stworzeń bożych, ale przybliżył nas w zamian do innych stworzeń, których los powinien przestać być nam obojętny.
Istnieją na ziemi rzeczywiście bardzo piękne widoki; ale ze sztafażem wszędzie jest kiepsko, dlatego nie należy się przy nich zatrzymywać.

Schopenhauer

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: seahorse » 11 lut 2015, 12:03

Przejście z poziomu odczucia świata na poziom działania etycznego jest ogólnie kłopotliwą sprawą, więc do konsensusu w tej kwestii raczej trudno dojść - a jeśli już, to może się to odbyć najwyżej na drodze jakiegoś rodzaju uwspólnienia intuicji i odczuć. Jeśli wychodzimy od pesymizmu, który - upraszczając nieco i oględnie mówiąc - jest konstatacją, że świat nie jest miejscem przyjemnym, to aby przejść do decyzji dotyczących podjęcia jakichś działań z tym związanych, musimy przejść przez ścieżkę w rodzaju:

(1) Postrzeżenie P budzi moją negatywną ocenę moralną.
(2) Zdarzenie Z, stojące u podłoża P, jest złe etycznie.
(3) Sytuacja S, wywołująca Z, nie powinna mieć miejsca.
(4) Powinienem dążyć do celu C, który zmienia S.
(5) Muszę wybrać metodę M, aby osiągnąć C.

Problem polega na tym, że w zasadzie - czymkolwiek nie byłyby P, Z, S, C i M - to pomiędzy tymi kolejnymi stwierdzeniami nie sposób ustalić jakiegokolwiek przejścia, o którym moglibyśmy powiedzieć, że ma charakter obiektywny (w takim sensie, w jakim potocznie uznajemy za obiektywne wnioskowania logiczne, dowody matematyczne, sprawozdania faktów, doświadczenia naukowe itp.). Każde z tych stwierdzeń operuje kategoriami, pomiędzy którymi nie ma logicznego czy faktycznego połączenia, a uznanie jakiegokolwiek przejścia nie pociąga za sobą konieczności czy nawet uprawomocnienia w uznaniu kolejnego. Z tego, że jakieś P oceniamy negatywnie nie wynika, że Z jest złe - ludzie mają różnie ukształtowane intuicje moralne, różne fobie i gusta, i różni ludzie częstokroć sprzecznie oceniają różne rzeczy. Zatem czyjaś ocena moralna nie jest sama w sobie wyznacznikiem wartościowania etycznego, o ile nie mamy jakiegoś zewnętrznego kryterium uznającego słuszność moralną jednych ludzi względem innych. Jeśli jednak jakoś uznamy, że Z jest złe, to z tego nie wynika, że nie powinno być od razu S. Na przykład z tego powodu, że S może być jakiegoś rodzaju mniejszym złem - sytuacją, w której występują zdarzenia mniej złe niż gdyby jej nie było. Jeśli jednak jakoś uznamy, że S nie powinna mieć miejsca, to jeszcze nie znaczy, że mamy sobie obrać pewien konkretny C, który jest w taki czy inny sposób skierowany przeciwko S. Mogą istnieć inne, lepsze pod tym lub innymi względami cele, które lepiej byłoby obrać, a wybór tego czy innego jest ostatecznie uznaniowy, o ile nie przyjmujemy jakichś nadrzędnych kryteriów hierarchizujących cele. Alternatywy wobec S mogą być różne i na podstawie samego S nie sposób na ogół wybrać tej jednej, niepodważalnie właściwej. Szczególnie może zachodzić sytuacja, że względem S nie ma żadnej alternatywy, którą można by osiągnąć dostępnym dla człowieka i akceptowalnym przez niego celem. Jeśli jednak jakoś uznamy, że C jest tym, do czego mamy dążyć, to znowuż nie wynika z tego na ogół konkretna metoda M, przy pomocy której mamy go osiągnąć. Do jednego celu prowadzą różne drogi i różne środki można do jego realizacji obrać, które to środki mogą być mniej lub bardziej właściwe ze względu na inne przyjęte cele czy jeszcze jakieś innego rodzaju kryteria. A priorytety celów oraz rozstrzygnięcia konfliktów pomiędzy kryteriami też są ostatecznie uznaniowe, chyba że znowu wprowadzimy z zewnątrz jakieś sposoby wyboru pomiędzy nimi.

Przykładowo, problem wyjściowy tego wątku można sprowadzić do problematyczności przejść pomiędzy następującymi stwierdzeniami:

(1) Widok cierpiącej, zarzynanej świni budzi mój sprzeciw.
(2) Zarzynanie świni jest złe.
(3) Hodowla świń na rzeź nie powinna mieć miejsca.
(4) Powinienem dążyć do umniejszania zysków hodowców świń rzeźnych.
(5) Muszę zostać wegetarianinem.

Jakąś wersję antynatalizmu z kolei do:

(1) Życie jest okrutne.
(2) Narodziny są złe.
(3) Rozmnażanie się nie powinno mieć miejsca.
(4) Powinienem nie płodzić dzieci.
(5) Muszę się wysterylizować.

Amairgen
Posty: 10
Rejestracja: 08 lut 2015, 17:15

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Amairgen » 16 lut 2015, 11:58

Można podejść do sprawy z innej strony i uznać zabijanie zwierząt za słuszne, zgodnie z zasadą która nakazuje sprzyjać przede wszystkim sobie, współplemieńcom i swojemu gatunkowi. Zabijanie zwierząt byłoby dopiero wtedy złe, kiedy mogłoby szkodzić naszemu człowieczeństwu albo naszemu przetrwaniu. A dopóki odróżniamy gatunki niższe, służące nam do odżywiania i nie powoduje to w nas dyskomfortu, wszystko powinno działać.

Awatar użytkownika
Dead_Clown
Administrator
Posty: 403
Rejestracja: 29 sty 2015, 19:48
Kontaktowanie:

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Dead_Clown » 18 lut 2015, 22:35

No właśnie, tylko że konsekwentny pesymizm podkopuje pojęcia plemienia czy gatunku i wynikających z tego powinności.
The Devil enters the prompter’s box and the play is ready to start.
Robert W. Service, The Harpy

Amairgen
Posty: 10
Rejestracja: 08 lut 2015, 17:15

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Amairgen » 19 lut 2015, 12:51

Dead_Clown pisze:No właśnie, tylko że konsekwentny pesymizm podkopuje pojęcia plemienia czy gatunku i wynikających z tego powinności.


Moim zdaniem nie podkopuje ale na nich się właśnie opiera. Ale przyjmijmy, że jest tak jak mówisz. Wtedy:

... Skoro pesymizm konsekwentny podważa społeczne uwarunkowania, w tym moralność, to konsekwentnie powinien podważyć wynikające z nich pojęcie współczucia oraz dobra i zła, rozumianych inaczej niż w kategoriach indywidualnej korzyści. A wtedy żadne postrzeżenie nie powinno budzić negatywnej oceny moralnej. Pozytywnej zresztą też nie.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: seahorse » 19 lut 2015, 16:36

Wydaje mi się, że na podstawie luźno określonej koncepcji pesymizmu, wyrażonej przez lakoniczne i ogólnikowe Świat jest zły, życie jest złe (lub podobne) nie da się nic szczególnego w kwestii etyki powiedzieć. Najwyżej tylko tyle, że świat powinien nie istnieć i że lepiej jest się nie urodzić, ale niespecjalnie taka etyka jest do czegokolwiek przydatna. Uznać raczej trzeba, że etyka wychodząca od tego ogólnego założenia pesymizmu zadawać winna pytanie w rodzaju: Co istoty, które nie powinny żyć a żyją mają czynić w świecie, którego nie powinno być a który jest? I obawiam się, że jakiejkolwiek odpowiedzi na to pytanie nie sposób już udzielić bez uściślenia tego punktu wyjściowego pesymizmu, czyli bez sprecyzowania, założenia lub ustalenia, co to w zasadzie znaczy, że świat jest zły i że życie jest złe (lub podobne).

W szczególności istotna do ustalenia wydaje się relacja pomiędzy pesymizmem a nihilizmem aksjologicznym, która częstokroć wprowadza pewne zamieszanie. A zamieszanie to wynika z pomylenia ze sobą tezy Wartości nie są realne oraz tezy Wartości nie są obiektywne. Otóż pierwsza teza stwierdza tyle, że wartości nie istnieją w świecie, tzn. że w świecie nie istnieją zasady rządzące materią, które sprawiałyby, że owe wartości są zachowane (podobnie jak jest to np. w przypadku klasycznej zasady zachowania energii, która sprawia, że kosmos na mocy swojej struktury fizycznej zachowuje pewną wielkość zwaną energię [pomijam niuanse fizyki kwantowej]), jak i że poza światem nie obowiązują żadne analogiczne prawa, które by ową obojętność aksjologiczną świata niwelowały (upraszczając: nie ma Boga). Druga teza z kolei stwierdza tyle, że wartości są jedynie konstruktami ludzkiego umysłu, pewnymi elementami modelu rzeczywistości, jakim operują nasze mózgi (podobnie jak np. wrażenie koloru niebieskiego jest subiektywnym zjawiskiem charakterystycznym dla ludzkiej percepcji). Są to w istocie dwie zupełnie różne tezy, w szczególności z pierwszej nie wynika druga - fakt, że rzeczywistość nie podtrzymuje wartości nie oznacza, że są one jedynie wymysłem. Jeśli ktoś mówi, że jest nihilistą - gdzie nihilizm rozumie jako nihilizm aksjologiczny - to nigdy nie jest dla mnie jasne, czy ma na myśli tezę pierwszą czy drugą. Wydaje mi się również, że pesymizm wiąże się z odrzuceniem tezy pierwszej (uznaniem, że [żadne] wartości nie są realne) i przyjęciem tezy drugiej (uznaniem, że [przynajmniej jakieś] wartości są obiektywne) - ale to oczywiście dyskusyjna sprawa.

Druga kwestia to często popełniany w etyce błąd naturalistyczny, czyli uznanie, że to, czym jest dobro a czym zło jest określone poprzez naturę. Pokłosiem tego błędu jest propozycja Amairgena, o ile rozumieć ją nie jako arbitralny wybór a jako próbę uzasadnienia. Otóż z faktu, że z punktu widzenia ewolucji korzystne jest dla przetrwania i propagacji puli genowej określonej populacji, aby jej osobniki działały zgodnie z interesami swoimi i swoich współplemieńców, a przeciw interesom innych plemion i gatunków nie wynika, że takie działania są dobre etycznie. W ogólności nie da się racjonalnie (na gruncie logiki i doświadczenia) wywieść, czym jest dobro i zło - w czysto racjonalnej dyskusji trzeba to po prostu założyć. Jeśli chce się przy tym uciec od zupełnego nihilizmu (w znaczeniu odrzucającym tezę, że wartości są obiektywne), który zmuszałby do uznania, że wartości można ustalać dowolnie arbitralnie (np. że szczytem cnoty moralnej jest bieganie po ulicy i wydłubywanie ludziom oczu widelcem), to trzeba uznać jakiegoś rodzaju tezy pozaracjonalne. Jeżeli zaś chce się poprzestać na uznaniu biologicznego faktu, że naturalne dla człowieka jest działanie zgodne z interesami jego samego i jego grupy - bez uciekania się do takich pozaracjonalnych założeń - to trzeba pamiętać, że nie jest to twierdzenie z zakresu etyki i że nic ono, samo z siebie, do etyki nie wnosi.

Amairgen
Posty: 10
Rejestracja: 08 lut 2015, 17:15

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Amairgen » 20 lut 2015, 8:54

seahorse pisze:
Jeśli chce się przy tym uciec od zupełnego nihilizmu (w znaczeniu odrzucającym tezę, że wartości są obiektywne), który zmuszałby do uznania, że wartości można ustalać dowolnie arbitralnie (np. że szczytem cnoty moralnej jest bieganie po ulicy i wydłubywanie ludziom oczu widelcem), to trzeba uznać jakiegoś rodzaju tezy pozaracjonalne. Jeżeli zaś chce się poprzestać na uznaniu biologicznego faktu, że naturalne dla człowieka jest działanie zgodne z interesami jego samego i jego grupy - bez uciekania się do takich pozaracjonalnych założeń - to trzeba pamiętać, że nie jest to twierdzenie z zakresu etyki i że nic ono, samo z siebie, do etyki nie wnosi.


Dlaczego nie miałoby to być twierdzenie z zakresu etyki? Przyjmujemy założenie pesymistyczne, że świat jest zły, że żyć nie warto, bo tak nam mówi refleksja powodowana ludzką wrażliwością. Jednak powodowani tym samym możemy powiedzieć, że tak daleko rozciągnięta wrażliwość jest właśnie przyczyną naszego problemu ze światem i tę wrażliwość zweryfikować.
I tutaj kluczowe staje się właśnie określenie czym jest dla nas dobro. Dobro absolutne wyrzucamy roboczo na śmietnik i okazuje się, że to takie właśnie wyobrażenie leży u podstaw pesymizmu. Przyjmujemy więc dobro rozumiane jako korzyść indywidualną i wspólną zarazem. Wspólną, bo wspólna korzyść w obrębie jakiejś grupy jest podstawą zaistnienia dobra indywidualnego. Naturalizm? Owszem. Czemu nie?


seahorse pisze: Otóż z faktu, że z punktu widzenia ewolucji korzystne jest dla przetrwania i propagacji puli genowej określonej populacji, aby jej osobniki działały zgodnie z interesami swoimi i swoich współplemieńców, a przeciw interesom innych plemion i gatunków nie wynika, że takie działania są dobre etycznie.


Nie wynika ale może być podstawą założenia, że właściwa etycznie jest zgodność z wyobrażeniem o mechanizmach działania ewolucji. Wtedy dążąc do dobra własnego postępowalibyśmy etycznie dobrze.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: seahorse » 20 lut 2015, 10:51

Amairgen pisze:Dlaczego nie miałoby to być twierdzenie z zakresu etyki?

Ponieważ orzeka o faktach, a nie o wartościach. Ogólnie twierdzenia postaci X jest dobre/złe są twierdzeniami etycznymi, natomiast te postaci Ludzie twierdzą, że X jest dobre/złe lub Dla ludzi X jest korzystne/niekorzystne nimi nie są - są tylko (aż?) twierdzeniami z zakresu psychologii, socjologii, antropologii czy biologii.

Amairgen pisze:Dobro absolutne wyrzucamy roboczo na śmietnik (...). Przyjmujemy więc dobro rozumiane jako korzyść indywidualną i wspólną zarazem.

I u jest właśnie ten problem, o którym pisałem wcześniej. Co to znaczy wyrzucić dobro absolutne na śmietnik? Uznać, że w świecie nie ma żadnej reguły, która gwarantowałaby, że dobro ostatecznie zwycięży, czy uznać, że w ogóle nie ma czegoś takiego jak dobro rozumiane inaczej niż własny interes? Jeśli to drugie, to oczywiście dalsze uznanie, że dobro wspiera się poprzez działanie zgodne z korzyścią własną i grupy jest słuszne - jeśli nie na gruncie tak rozumianej etyki, to chociażby na gruncie teorii gier: celem jest dobro rozumiane jako własne przetrwanie i dobre samopoczucie, a najlepszą ku temu strategią jest działanie zgodne z naturalnym, dopracowanym ewolucyjnie instynktem nakazującym kierowanie się własnymi pragnieniami i współpracą z innymi członkami grupy. Tyle że problem polega na tym, że, po pierwsze, nie ma żadnych powodów, żeby uznać, że nie ma innego rodzaju dobra niż własny interes i, po drugie, nie ma żadnych powodów, żeby uznać, że własny interes jest dobrem. Fakty biologiczne o strategiach przetrwania nic a nic nie mówią na temat dobra bądź jego braku. W ogóle żadne fakty nic o tym nie mówią.

Amairgen pisze:Naturalizm? Owszem. Czemu nie?

Nie mówię, że nie. Mówię tylko, że w wyborze takiego stanowiska nie ma nic bardziej racjonalnego, zasadnego, logicznego (czy co tam jeszcze) niż w uznaniu, że dobrem jest podejmowanie działań, których zamiarem bądź skutkiem jest minimalizacja sumy cierpienia w świecie, działanie zgodne z nakazami sumienia, rozwijanie w sobie pewnych określonych predyspozycji zwanych roztropnością, umiarkowaniem, męstwem i sprawiedliwością, rozwijanie w sobie wiary, nadziei i miłości, postępowanie według jakiegoś kodeksu nakazów i zakazów stworzonego autorytarnie przez oświeconych mędrców lub kierowanie się takimi zasadami, co do których mogłoby się chcieć, aby stały się prawem powszechnym.

Amairgen
Posty: 10
Rejestracja: 08 lut 2015, 17:15

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: Amairgen » 20 lut 2015, 12:01

seahorse pisze:Ponieważ orzeka o faktach, a nie o wartościach. Ogólnie twierdzenia postaci X jest dobre/złe są twierdzeniami etycznymi, natomiast te postaci Ludzie twierdzą, że X jest dobre/złe lub Dla ludzi X jest korzystne/niekorzystne nimi nie są - są tylko (aż?) twierdzeniami z zakresu psychologii, socjologii, antropologii czy biologii.

No dobrze. W końcu nie zatrzymujemy się na faktach.

seahorse pisze: Tyle że problem polega na tym, że, po pierwsze, nie ma żadnych powodów, żeby uznać, że nie ma innego rodzaju dobra niż własny interes i, po drugie, nie ma żadnych powodów, żeby uznać, że własny interes jest dobrem. Fakty biologiczne o strategiach przetrwania nic a nic nie mówią na temat dobra bądź jego braku. W ogóle żadne fakty nic o tym nie mówią.


Skoro definiuję dobro jako korzyść własną, to jest to powód bym uznał że mój własny interes jest dobrem. Dobro, które wypływa dla mnie z realizacji swoich interesów jest mi znane, w przeciwieństwie do jakiegoś dobra, o którym nic nie wiadomo i nie ma żadnych powodów żeby przypuszczać, że mogłoby istnieć.

seahorse pisze:Nie mówię, że nie. Mówię tylko, że w wyborze takiego stanowiska nie ma nic bardziej racjonalnego, zasadnego, logicznego (czy co tam jeszcze) niż w uznaniu, że dobrem jest podejmowanie działań, których zamiarem bądź skutkiem jest minimalizacja sumy cierpienia w świecie, działanie zgodne z nakazami sumienia, rozwijanie w sobie pewnych określonych predyspozycji zwanych roztropnością, umiarkowaniem, męstwem i sprawiedliwością, rozwijanie w sobie wiary, nadziei i miłości, postępowanie według jakiegoś kodeksu nakazów i zakazów stworzonego autorytarnie przez oświeconych mędrców lub kierowanie się takimi zasadami, co do których mogłoby się chcieć, aby stały się prawem powszechnym.


Jest bardziej racjonalne sprzyjanie swojemu dobru, niż innym wartościom, bo te inne są wtórne wobec naszego dobra. Jeśli wartości te byłyby jednak istotne dla naszego własnego dobra/korzyści, to realizowanie ich również byłoby racjonalne. I tak się dzieje w przypadku woli zminimalizowania cierpienia świata, kiedy jest to cel, którego życzyłoby sobie nasze sumienie i nasze dobre samopoczucie.

seahorse
Rozczarowany
Posty: 183
Rejestracja: 29 sty 2015, 22:25
Kontaktowanie:

Re: Etyka pesymizmu

Postautor: seahorse » 20 lut 2015, 13:00

Amairgen pisze:definiuję dobro jako korzyść własną

Dobro, w sensie etycznym, jest pojęciem pierwotnym - tutaj nie ma czego definiować. Jeśli definiujesz dobro to znaczy jedynie tyle, że używasz tego samego słowa, ciągu liter i zgłosek, co etyka, tyle że na określenie czegoś zupełnie innego. Oczywiście masz do tego prawo, ale jest to nieco mylące. Jeśli natomiast chciałeś powiedzieć, że korzyść własna jest dobrem, to oczywiście rozumujesz dalej słusznie, tylko że dla mnie problemem nie jest to, co następuje po tej tezie, tylko sama ta teza. Przykładowo, wypowiadasz twierdzenie: Jest bardziej racjonalne sprzyjanie swojemu dobru, niż innym wartościom, bo te inne są wtórne wobec naszego dobra, które ma sens tylko o tyle, o ile moje dobro jest najwyższym, ostatecznym dobrem. Z założenia, że korzyść własna jest największym dobrem wynika to oczywiście praktycznie wprost i jest to racjonalne, ale sama teza, że korzyść własna jest największym dobrem już racjonalna (w sensie: dająca się uzasadnić logiką i faktami) w żaden sposób nie jest, podobnie jak inne założenia dotyczące tego, co jest ostatecznym dobrem.


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika. i 2 gości

cron