Pesymizm czy pesymizmy?

Myśl, która zniszczy twoje życie
old weirdman
Pesymista
Posty: 457
Rejestracja: 30 sty 2015, 12:33

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: old weirdman » 02 kwie 2016, 20:18

Koleżanko Bezo,nie jestem pesymistą ale myślę,że gdybym był odpowiedź wciąż byłaby ta sama:określone postrzeganie świata daje pozór bezpieczeństwa,daje pozór ładu w chaosie napływających danych,daje pozór przewidywalności nieprzepidywalnego natłoku zdarzeń,daje pozór kontroli nad swoim życiem,pozór wiedzy o otoczeniu,pozór rozumienia ludzi i ich zachowań,pozór rozumienia siebie;swoich wad ale też zalet,słabości ale też możliwości aktywowania sił w określonych sytuacjach,krótko:daje pozór posiadania wiedzy i pozór posiadania bezpieczeństwa. Tłumaczy pewne zjawiska na podstawie indywidualnej wiedzy i przekonań. W oparciu o to co napisałem można dojść do wniosku,że pesymizm i optymizm niczym się nie różnią z punktu widzenia zadania jakie mają do spełnienia...i tak jest z punktu widzenia kosmicyzmu:tłumaczenie zjawisk na sposób subiektywny,wyciąganie wniosków na sposób subiektywny jest naturalne i oczywiste.
"Zostałem księdzem,bo nie chciałem zostać ojcem".- Wojtek Gunia "Nie ma wędrowca".

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 119
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: Vulpes Inculta » 13 kwie 2016, 17:16

.
Ostatnio zmieniony 14 lut 2019, 17:19 przez Vulpes Inculta, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: saikodasein » 13 kwie 2016, 23:20

Złoty post, jak piasek na pustyni tego lisa, choć progenitura to już chyba popis. Niby ładniej wygląda, ale ja tam cenię prostotę. Po co używać skomplikowanych słów, tym bardziej gdy nie są one czysto polskie? To raczej pytanie (bo może odpowiedź zmieni moje zdanie) niż pretensje, że musiałem użyć słownika.

Taka lub podobna postawa zapobiega złu na świecie. Ba, ostatnio nawet myślałem o tym, że gdyby cały świat miał depresje nie byłoby (prawie?) zła. Większość konfliktów właśnie bierze się z tak trywialnych rzeczy jak naród, religia czy rasa. Indyferentyzm zapobiega temu wszystkiemu. Terroryści islamscy chcą łatwą drogą dostać się do raju, czasem trudno im się dziwić. Jedna rzecz za wieczne zbawienie. Gdyby mieli to gdzieś to by się nie wysadzali, bo i tak po śmierci nic nie ma, a nawet jeśli jest to tym gorzej dla nich. Bywa też i tak, że ci co chcą najbardziej pomagać bardzo często najwięcej brużdżą, a gdyby zostawili nas wszystkich w spokoju i zajęli się sobą? No ale czasem trudno. Nawet w wypadku najbardziej - zdawałoby się - trywialnych rzeczy jak kłótnie o jakość filmu/książki/gry/muzyki, które często zalewają komentarze na forach czy pod newsami. Oczekując jakiegoś poziomu od dzieła, gdy wychodzi coś co nam się nie spodoba chcemy krytykować aby zapobiec następnym podobnym tworom, dać sygnał twórcom. Milcząc istnieje poczucie, że pozwalamy aby bez echa zalały nas produkty o kiepskiej jakości (co z resztą się i tak dzieje), ale gdyby to zignorować to zostałyby tylko pochwalne (opłacane?) opinie. Ostatecznie ciężko mi czasem przyjąć postawę indyferentyzmu, chcąc nacieszyć się chociaż sztuką muszę walczyć z niezrozumiałe pochwalnymi opiniami mas albo wychwalać te niedoceniane produkty. Na świecie przechodzą do porządku dziennego co raz większe absurdy i nawet w dyskursie publicznym marnuje się większość czasu na ustalanie oczywistości. Przy tym wszelkie kłótnie o aborcje wydają się sprawą banalnie prostą - tam można dać decydować każdej jednostce i jeden nie traci nic, gdy drugi ma inne zdanie, a w wypadku sztuki i rzeczy, które wpływają na wszystkich jest bardzo ciężko zaakceptować pogorszenie jakości osobistych odczuć przez różnice zdań innych, wpływających na nie bezpośrednio.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Awatar użytkownika
Kreuzgang
Rozgoryczony
Posty: 354
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:02

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: Kreuzgang » 14 kwie 2016, 0:51

saikodasein pisze:Większość konfliktów właśnie bierze się z tak trywialnych rzeczy jak naród, religia czy rasa.


Ja z kolei uważam, że większość konfliktów bierze się z podstawowych popędów organizmu. I o ile konflikty zbrojne są jednym z najbardziej jaskrawych przykładów niszczycielskiej działalności człowieka, nie przeceniałbym cegiełki jaką do zła świata dodają rozmaite podłości mniejszego kalibru, codzienne. Motywowane bezpośrednio lub pośrednio: głodem, dumą, pożądaniem, żalem, gniewem, niespełnieniem i tak dalej.

To co dla mnie jest swoiście straszne w byciu człowiekiem ( i w sumie w istnieniu w ogólności), to skazanie nas na nieustanne poszukiwanie spełnień rozmaitych instynktów, które to instynkty w nagrodę czasowo wygaszają nieprzyjemne bodźce skłaniające nas pierwotnie do poszukiwań. Jesteśmy szantażowani przez własne organizmy. Działając w zgodzie z naszymi popędami kupujemy sobie chwile spokoju od nas samych.

Szczególnie dobrze widać to w przypadku popędu seksualnego - nieistotnego z punktu widzenia indywidualnego przetrwania ( bo ani pożytecznych pierwiastków ani ciepła się nie domaga) - a jednak niezwykle upierdliwego i mającego na historię ludzkości równie ważki wpływ co poszukiwania żywności, ciepła i schronienia.

Nie wiem jak was, ale mnie przedstawiona perspektywa po wgłębieniu się w nią w (nie)odpowiednim stanie emocjonalnym nieodmiennie przejmuje zgrozą.
"I learned that life is a long and difficult road, but you have to keep going, or you'll fall by the wayside".

Steve McQueen

Awatar użytkownika
saikodasein
Optymista
Posty: 67
Rejestracja: 24 sty 2016, 23:21

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: saikodasein » 14 kwie 2016, 2:06

Tak, konflikty miałem na myśli te bardziej globalne. Pomniejsze czynniki to szara codzienność, chociaż i z tych małych wyrastają potem te duże, bo naród to w sumie taka społeczna duma? Przynależność do grupy, bezpieczeństwo? I tak z obojętnością (i/lub depresją) również te pomniejsze stają się nieistotne. Głód można jeszcze usprawiedliwić, poza tym obecnie walka o jedzenie ma miejsce jedynie w skaranej biedzie, krajach trzeciego świata. Cała reszta jak najbardziej, również czuję się zakładnikiem biologi przez to wszystko.

Co do popędu seksualnego to tutaj można próbować wyciągnąć parę odpowiedzi z "Samolubnego genu" Dawkinsa. Nie mniej istotnie cholernie upierdliwe. Na szczęście zostaje masturbacja, którą można potraktować jak każdą inną fizjologiczną potrzebę. Nie ma chyba innego "bocznego" wyjścia na inne potrzeby, w tej jednej przynajmniej można zahamować oprawcę, z drugiej strony to jedna z nielicznych potrzeb, która w domyślnym stanie wymaga drugiej jednostki, więc jest jakaś cena za to udogodnienie.

Można też potraktować powyższe myślenie jak narzekanie rozpieszczonego bachora, że świat jest taki a nie inny. To jak narzekanie, że nie można latać, przechodzić przez ściany czy brak magii. Tak o sobie też czasem myślę, roszczeniowość wobec natury rzeczywistości. Wtedy jednak tłumaczę sobie, że w końcu nie zgłaszałem się do tej zabawy i można mnie w każdej chwili wypisać. Każdy może prawda krytykować? O to nadchodzi recenzja życia. Ciągle obawiam się, że to i tak najlepszy możliwy świat.

Czy przejmuje mnie to wszystko grozą? Nie wiem. Czuję dyskomfort wobec kontaktów międzyludzkich, jako że z natury nie mogą być one szczerze przez te wszystkie popędy biologiczne. Czy bez nich drugi człowiek stałby się zbędny? Zawsze ktoś od kogoś czegoś chce, zawsze jest związany przez pewne relacje:

-Jutro przychodzi wujostwo z kuzynami, więc nigdzie nie wychodź!
-Ale i tak nie widziałem ich 20 lat. Jestem umówiony i w ogóle mnie to nie interesuje!
-Jak możesz tak mówić? To przecież rodzina!

Nie przekonuje mnie ten argument. Nic dla mnie nie znaczy. Rodzic z natury musi dbać o dziecko, mieszka z nimi dość długo, następuje przywiązanie, przyzwyczajenie, ale co mnie obchodzi, że rodzeństwo rodziców ma dzieci jak nie jestem z nimi w ogóle emocjonalnie związany! Każdy człowiek ma wspólnego przodka, cała ludzkość to rodzina, a że "trochę" dalsza? No cóż, kuzyni to też trochę dalsza rodzina i jeśli widuję ich raz na 5/10/15/20 lat to równie dobrze mógłbym wcale. Żeby nie było - nie wylewam osobistych żalów, bo powyższa lub podobna scena nie miała w moim wypadku miejsca, jednak wśród znajomych analogiczne sytuacje się zdarzały.
Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight - brothers and sisters opting out of a raw deal. Rusty Cohle, True Detective

Vulpes Inculta
Pierwsze wątpliwości
Posty: 119
Rejestracja: 14 lut 2015, 23:20

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: Vulpes Inculta » 14 kwie 2016, 2:07

.
Ostatnio zmieniony 14 lut 2019, 17:18 przez Vulpes Inculta, łącznie zmieniany 1 raz.

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Pesymizm czy pesymizmy?

Postautor: Patrycjusz » 14 kwie 2016, 17:25

"Co spowodowało u was taki sposób myślenia?"

Pomijając wrodzone predyspozycje, podobnie jak u kolegi wyżej. Bardzo trafiła do mnie historia o izolacji od środowiska, a na skutek tego pochłanianie sporej ilości sztuki czy po prostu wiedzy. Myślę, że każdy z nas to pewnego czasu był tym "normalnym" a potem coś "się stało" i... nie ma już odwrotu.


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron