Wokół etnologii

Myśl, która zniszczy twoje życie
Awatar użytkownika
Ammon
Administrator
Posty: 98
Rejestracja: 29 sty 2015, 15:55

Wokół etnologii

Postautor: Ammon » 04 lut 2017, 22:47

Etnologia nigdy mnie jakoś specjalnie nie interesowała, no może poza krótką fascynacją Malinowskim i jego funkcjonalną teorią instytucji społecznych, która we wszystkich przejawach kultury widzi mniej lub bardziej zakamuflowane sposoby zaspokajania podstawowych ludzkich potrzeb. Była to dość istotna zmiana ówczesnego paradygmatu ujmowania kultur pierwotnych jako przesyconych irracjonalizmem, co dawało zresztą mandat niesienia cywilizacyjnego kaganka pośród "głupszych" współmieszkańców planety. Zagadnienie powróciło przy okazji lektury "Smutku tropików", kiedy Levi-Strauss w trakcie opisywania jednego z najbardziej prymitywnych plemion pokusił się o uwagę, że w trakcie badania takich właśnie społeczności ma być może okazję obserwowania, czym człowiek "być powinien". a czym być niestety przestał. Uwaga dość naiwna, bo opierająca się na mglistym wrażeniu, że w wypadku pewnych ludów nie istnieje granica między naturą a kulturą. Człowiek jawi się w takich wypadkach jako nieodłączna część naturalnego krajobrazu, nieodróżnialna od ciekawie uformowanego drzewa albo skały. Z tego miejsca łatwo dojść do wniosku, ze przekleństwem ludzkiego rodu nie jest hipertrofia zdolności poznawczych, której owocem jest wysoce rozwinięta samoświadomość, ale raczej czynniki środowiskowe, które wymusiły niezgodne z pierwotnym przeznaczeniem użycie tych zdolności.

Chciałbym w związku z tym postawić szersze pytanie - czy odkrycia etnologiczne mogą, a jeżeli tak, to w jakim aspekcie, wnieść coś do pesymizmu filozoficznego?
Istnieją na ziemi rzeczywiście bardzo piękne widoki; ale ze sztafażem wszędzie jest kiepsko, dlatego nie należy się przy nich zatrzymywać.

Schopenhauer

Patrycjusz
Rozczarowany
Posty: 209
Rejestracja: 08 lut 2015, 15:45

Re: Wokół etnologii

Postautor: Patrycjusz » 05 lut 2017, 1:20

Wypowiem się bardzo subiektywnie, ale to chyba nie będzie zaskoczeniem. Otóż takie odkrycia oraz ogólna obserwacja kultur prymitywnych mogą wnieść do pesymizmu filozoficznego tyle, że... okaże się on błędny u samych podstaw swoich założeń, czyli okaże się, że oprócz zindustrializowanej, uprzemysłowionej cywilizacji zachodniej nikogo on nie dotyczy. Jakoś postaw stricte pesymistycznych nie reprezentują przedstawiciele innych kultur, niż nasza (chyba, że brak mi wiedzy - wtedy pardon), w dodatku wszystko zaczęło się dość niedawno (pomijam niespójne skoki w bok filozofów starożytnych). Na wschodzie mają swoje postawy buddyjskie jednak im bliżej jest do nihilizmu, co zostało już zauważone w innym temacie.

Musiałoby stać się coś niesamowitego, żebym przestał uważać, że pesymizm to reprezentacja stanu umysłu zmęczonego cywilizacją, znudzonego przesytem bodźców, zestresowanego sztucznymi schematami i wymogami społeczeństwa, zniesmaczonego spostrzeżeniami, na które pozwala mu intelekt, nie mogącego znaleźć żadnego sensu, białego mężczyzny żyjącego na naszych terenach od XIX wieku do teraz. Taka reprezentacja pozwala zauważyć masę "niuansów" dotyczących okrutnej strony rzeczywistości; jednak pogląd, że rzeczywistość zamiast posiadać okrutne strony, ma okrutną naturę, może zagościć tylko w głowie reprezentanta wyżej przeze mnie wymienionego.

Nie bez powodu zakładałem temat o Thoreau, licząc na przychylność forum w zakresie słynnego "powrotu do natury", jednak późniejsze zorientowanie się w traktowaniu natury przez pesymizm (ewolucja jako rzeź, pozyskiwanie pożywienia jako okrucieństwo i morderstwa) pozwoliło mi zrozumieć brak zainteresowania tematem. Otóż nie uważam, że cenne wnioski płynące z obserwacji pesymisty nie dotyczą kogokolwiek - dotyczą również ludu zżytego z naturą. Problem w tym, że... oni tak tego nie postrzegają. Pozostaje więc postawić pytanie: czy jeśli oni o czymś nie wiedzą, to można stwierdzić, że to nie istnieje?

Ogólnie zagadnienie sprowadza się do tego sławnego, przełomowego momentu, kiedy to człowiek z trybu koczowniczego przeszedł w tryb osiadły - nadwyżka dóbr okazała się katalizatorem wszystkiego. Na ile w tym procesie brała udział samoświadomość, mi nie wiadomo. Problem w badaniach etnologicznych polega też na tym, że jesteśmy w stanie zbadać materialne efekty tych przemian, ale nigdy nie dotrzemy do prawdy na temat uformowania się samoświadomości u człowieka, ani tego, jak przebiegał proces jej rozwoju aż do stadium, które osiągnęliśmy teraz. Naczelne to dobry materiał do badań, niestety pomiędzy istniejącymi współcześnie gatunkami a naszym jest ogromna przepaść, a wszystko co było po drodze, wyginęło. To zresztą jednej z kluczowych "argumentów" kreacjonistów - skoro ewolucja, to dlaczego nie ma nic między szympansem a człowiekiem współczesnym? Odpowiedź jest oczywiście prosta - bo reszta z konieczności wyginęła w wyniku rywalizacji, ale trzeba przyznać, że ta ogromna luka sprawia niemałe kłopoty w dotarciu do sedna takich zagadnień, jak np. rozwój samoświadomości.

Awatar użytkownika
Transcekuja
Posty: 2
Rejestracja: 15 maja 2017, 10:03

Re: Wokół etnologii

Postautor: Transcekuja » 15 maja 2017, 11:34

Działanie czynników środowiskowych wymusza przystosowanie się pewnej jednostki do tychże warunków, lub jej śmierć. Nie jest to niczym innym jak zwykłą ewolucją. I subiektywnie wtrącę, że ewolucja nie myśli, nie uważa i nic nie testuje. Jest jedynie nazwą zjawiska, które występuje, ale nie ma siły sprawczej. Więc stwierdzenie, że zdolności nabyte u gatunku ludzkiego nie są wykorzystywane zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, jest błędem w sensie naukowym. Każda żywa materia zdobywa nowe umiejętności, czy przekształca nabyte, na przeciw nowym warunkom wynikającym ze zmienności środowiska. Czy jest to wymuszenie? W pewnym sensie... Jest to swoistego rodzaju łańcuszek... Pogoda się zmienia, to gleba się zmienia, gleba się zmienia, to trawka się zmienia, trawka się zmienia to i robaczek na trawce się przystosowuje. Oraz człowiek nie miał wszystkich umiejętności na raz, nie stworzył go per Bóg i nie określił: Ty masz być... Ty masz robić...

Jednak jest w tym wszystkim pewna racja, ponieważ cywilizacja jest naszym środowiskiem, przedstawiającym nie tyle inne warunki, co inne priorytety niż natura a jednocześnie jest z naturą związana.
Teraz, czy jest to błędem, czyjąś winą? Ponieważ nikt z góry nie określił, czym człowiek miał być, ani że być w ogóle miał. A to, że ma rozwiniętą samoświadomość już jest upośledzeniem w aspekcie zasad działania natury i tejże ewolucji.
'Statystycznie wypada jedna śmierć na jednego człowieka.'


Wróć do „Filozofia, idea”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron